
Przedstawiciel największej polskiej organizacji pracodawców z zadowoleniem przyjmuje zmiany prawne idące w kierunki uelastycznienia czasu pracy. Odpiera też zarzuty związkowców. – Nie rozumiem, dlaczego z góry zakłada się złą wolę pracodawców. Narzędzia, które daje im do ręki ustawodawca, mogą być korzystne tak dla nich, jak dla pracowników – mówi.
REKLAMA
Sejm przegłosował w czwartek nowelizację kodeksu pracy, która wprowadza dwie istotne zmiany. Pierwsza polega na wydłużeniu okresu rozliczeniowego pracodawców: oznacza, że jeśli firma nie ma zamówień, pracodawca może wysłać pracowników do domu wcześniej, niż po ustawowych ośmiu godzinach pracy. Gdy jednak zamówienia się pojawią, wówczas pracownicy będą pracowali odpowiednio dłużej, nie dostając wynagrodzenia za nadgodziny.
Druga zmiana wprowadza ruchome godziny rozpoczęcia pracy: np. w poniedziałek będzie można zaczynać o 9, ale we wtorek o 7. O zmianach w prawie, które prowadzą do większej elastyczności czasu pracy, rozmawiamy z Witoldem Polkowskim, ekspertem z organizacji Pracodawcy RP.
Jak ocenia pan nowelizację kodeksu pracy przegłosowaną przez Sejm?
Przede wszystkim chciałbym zauważyć, że to nie są zupełnie nowe rozwiązania. Duża część z nich funkcjonowała już czasowo w ramach walki z kryzysem, a teraz zyskują po prostu trwałą formę.
I jak się dotychczas sprawdzały?
Dobrze. Związki straszą wzrostem wyzysku, a ja nie mam wrażenia, żeby na przestrzeni ostatnich dwóch lat panował w Polsce wyzysk. Nowe przepisy nie zmienią znacznie tej sytuacji, po prostu porządkują stan prawny.
Komu pomogą nowe przepisy?
Dłuższy okres rozliczeniowy będzie przydatny dla tych firm, których działalność jest sezonowa. Pozostałe raczej nie odczują w tym względzie poważnej zmiany. A ruchome godziny pracy sprawią, że pracownicy będą mieli więcej swobody w ustalaniu czasu pracy. Proszę zwrócić uwagę, że wcześniej to, co jest naturalne np. w urzędach, czyli fakt, że w różne dni pracują one w różnych godzinach, w przedsiębiorstwach prywatnych było niezgodne z prawem. To się zmienia.
Czy pracodawcy jako silniejsza strona nie będą narzucać pracownikom godzin, które będą dla nich trudne do zaakceptowania?
Czy pracodawcy jako silniejsza strona nie będą narzucać pracownikom godzin, które będą dla nich trudne do zaakceptowania?
Nie, wszelkie zmiany muszą się odbywać w konsultacji z pracownikami.
Ale związkowcy podkreślają, że tam, gdzie nie ma związków, pracownicy będą bezbronni.
To nieprawda. Poza tym niech związki zajmują się sytuacją tych firm, gdzie są. Skąd mogą wiedzieć, jak wygląda sytuacja w pozostałych firmach? Trzeba pamiętać, że nawet tam przedstawiciel załogi ma ochronę prawną gwarantowaną przez prawo europejskie. Nie rozumiem, dlaczego z góry zakłada się złą wolę pracodawców. Narzędzia, które daje im do ręki ustawodawca, mogą być korzystne tak dla nich, jak dla pracowników.
Z jakiegoś powodu pracodawców postrzega się jako tych, którym w niezrozumiały sposób miałoby zależeć tylko na zwalnianiu pracowników. Przecież to bzdura. Wyszkolony, dobry pracownik jest dobrem firmy. Nie ma powodów do paniki.
Przedstawiciele związkowców zwracają uwagę na jeszcze jeden problem związany z nowym prawem: jeśli np. na początku roku jest więcej zamówień i pracownik pracuje i zarabia więcej, później musi się to “wyrównać”. Oznacza to, że w drugiej części roku będzie zarabiał znacznie mniej. To może utrudnić mu zapewnienie sobie środków do życia.
Takie twierdzenia zakłada, że pracownik nie ma swojego rozumu. Jeśli okresowo zarabia więcej, będzie przecież miał świadomość, że musi oszczędzić na “chudsze” miesiące. Poza tym niezależnie od ilości godzin będzie go chronić przepis o pracy minimalnej.
