Egzamin na prawo jazdy
Zdjęcie jest ilustracją do tekstu. Fot. Shutterstock

Jeśli kiedykolwiek oblaliście egzamin na prawo jazdy przez najechanie na linię podczas jazdy po łuku, mamy dla was informację, która wywoła słodko-gorzki uśmiech. Minister infrastruktury właśnie ogłosił, że plac manewrowy znika z egzaminów na kategorię B. A ja zapytałem instruktora nauki jazdy, co on na to. Jego odpowiedź nie jest jednoznaczna.

REKLAMA

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak na antenie RMF FM postawił sprawę jasno: Polska przestaje być skansenem Europy pod względem szkolenia kierowców. Do tej pory byliśmy, obok Łotwy, ostatnim krajem w Unii Europejskiej, który zmuszał kursantów do cyrkowej niemal precyzji na zamkniętym placu, zamiast sprawdzać ich realne umiejętności w ruchu drogowym.

– W Europie odchodzi się od egzaminów na placu manewrowym. Większość ekspertów twierdzi, że to jest relikt przeszłości i przychylamy się do ich zdania – zadeklarował Klimczak.

Projekt ustawy ma niebawem trafić do prac legislacyjnych. Co to oznacza w praktyce? Koniec stresu związanego z tym, czy tylne koło nie musnęło białej linii podczas legendarnego już "łuku".

Dlaczego plac manewrowy był zmorą kursantów?

Dane z WORD-ów są bezlitosne. To właśnie na placu manewrowym odpadała ponad połowa zdających. I nie działo się to dlatego, że nie potrafili prowadzić auta, ale dlatego, że system był skonstruowany tak, by "złapać ich na błędzie". Brak możliwości zatrzymania się i poprawienia manewru podczas jazdy po łuku nie miał nic wspólnego z rzeczywistością parkingową przed marketem, gdzie każdy z nas może przecież wykonać korektę.

Czytaj także:

Eksperci od dawna alarmowali, że obecny model jest przestarzały i pochodzi z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Podkreślają, że nie uczy, jak radzić sobie z wyzwaniami na drodze, tylko zmusza do zapamiętywania metod i schematów.

A co na to instruktorzy nauki jazdy? Kacper, który od kilkunastu lat uczy kursantów w Warszawie od razu śmieje się, że będzie miał mniej pracy.

– Jeśli odpadnie plac, to dla mnie jakieś 25 proc. mniej pracy. Oczywiście to nie oznacza, że kurs będzie krótszy, co to to nie, ale dla kursantów będzie na pewno ciekawiej i mniej monotonnie – twierdzi Kacper.

Jego zdaniem przygotowywanie kursantów do "odfajkowania" placyku, to po prostu wbijanie im do głowy schematów i sposobów.

– Na pachołek, na tyczkę, na maskę, na lusterko, no jest tego sporo. I po co? Kto w codziennym życiu wykonuje łuk na raz? Kto nie poprawia swoich manewrów? Jakie muszą być te łuki, żeby nie można było najechać na linię? Bezsens. Ogólnie dobrze, że to znika – przyznaje instruktor.

Nasz rozmówca ma jednak jedną wątpliwość. – Jedno mnie martwi, a mianowicie górka. To jest zmora wielu moich kursantów i szczerze powiedziawszy nie wiem, jak w bezpiecznych warunkach, będąc na drodze, egzaminator ma sprawdzić umiejętność bezpiecznego podjazdu pod górkę po zatrzymaniu. Wiem, że czasami to jest ruletka i niektórzy po prostu ze stresu wykładają się na tej czynności na placyku. No ale jak taki stres pojawi się na drodze? Potem taki kursant będzie omijał wzniesienia, albo specjalnie kupi automat, żeby nie mieć problemu? No może, ale to jedna z rzeczy, która powinna być weryfikowana przed wyjazdem z WORD-u, nawet na zasadzie, że ktoś umie ruszać pod górkę, niekoniecznie musi to być zadanie egzaminacyjne. Bo sprawdzanie tego w terenie? No ja tego nie widzę – kwituje Kacper.

Nowe testy na prawo jazdy. Koniec "głupich pytań"

Rewolucja dotknie nie tylko praktykę, ale i teorię. Jeśli zdawaliście egzamin teoretyczny, pewnie pamiętacie pytania o wymiary tablicy rejestracyjnej czy inne administracyjne zawiłości, które w kryzysowej sytuacji na drodze są warte tyle, co nic.

Dariusz Klimczak zapowiedział, że to koniec ery "podchwytliwych pytań". Nowa baza pytań ma być tworzona przez ekspertów, a nie urzędników dorabiających do pensji. Cel? Testy na prawo jazdy mają kształtować świadomego kierowcę. Zamiast wkuwania na blachę nieistotnych przepisów, kursant ma zrozumieć, jak reagować na zagrożenia. To kluczowe, zwłaszcza że statystyki dotyczące prędkości polskich kierowców wciąż są jednymi z najgorszych w UE.

– I to jest kolejna dobra zmiana. W bazie pytań jest masa nieżyciowych kwestii jak właśnie wspomniane wymiary tablicy rejestracyjnej. Po co to komu? Prowadzenie samochodu to praktyka połączona z rzeczową teorią na temat zasad ruchu drogowego i funkcjonowania pojazdu. I tak powinno być – dodaje nasz rozmówca.

Co te zmiany oznaczają dla przyszłych kierowców?

Mniej stresu, więcej realnej nauki, lepsze umiejętności nowych kierowców i miejmy nadzieję większa zdawalność za pierwszym razem. Polska wreszcie idzie w stronę modelu, w którym prawo jazdy nie jest nagrodą za przetrwanie tortur na placu, ale certyfikatem potwierdzającym, że potrafimy bezpiecznie poruszać się samochodem po ulicach.

Czytaj także:

Wprowadzenie zmian w przepisach drogowych dotyczących egzaminowania to krok, na który środowisko instruktorów i egzaminatorów czekało od lat. Czy to sprawi, że polskie drogi staną się bezpieczniejsze? O tym przekonamy się pewnie za kilka lat, ale jedno jest pewne: koniec z pachołkami to koniec pewnej epoki.