
Jarosław Kaczyński wybrał już kandydata na premiera z ramienia PiS. Został nim Przemysław Czarnek. Teraz jednak prezes ujawnił, że rozważał też inne głośne nazwisko. Wiadomo, co zepsuło ten plan.
Na początku marca podczas konwencji PiS w hali "Sokół" w Krakowie poznaliśmy kandydata tej partii na premiera w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Mianowany został Przemysław Czarnek, wiceprezes PiS oraz były minister edukacji i nauki.
Ten ruch władz partii wywołał poruszenie na arenie politycznej w Polsce, a sam Czarnek rozpoczął swoją kampanię z przytupem – organizuje konferencje i atakuje koalicję rządzącą. Viralem stało się na przykład nagranie z udziałem pewnej kobiety, którą uchwyciły kamery w trakcie jednego z takich wydarzeń.
Kaczyński brał pod uwagę Boguckiego. Co poszło nie tak?
Do tej pory nie były znane kulisy i powody tej decyzji Jarosława Kaczyńskiego. Teraz jednak prezes PiS coś więcej o tym powiedział. Podczas rozmowy w telewizji wPolsce24 został zapytany o dotychczasowe spekulacje, że na liście kandydatów pojawił się też Zbigniew Bogucki.
Potwierdził medialne doniesienia, ale zaznaczył, że taką koncepcję można było wziąć pod uwagę tylko, jeśli Bogucki pozostałby na stanowisku szefa KPRP.
– Nie ma żadnych zakazów w tej dziedzinie. (Bogucki) mógłby być naraz szefem Kancelarii i jednocześnie kandydatem na premiera. Chodziło po prostu o to, żeby było zupełnie jasne, żeby to nie była sfera deklaracji, tylko oczywistych faktów, że to jest kandydat pana prezydenta Nawrockiego. Ale tutaj nie porozumieliśmy się, nie udało się – wyjaśnił Kaczyński. Podkreślił, że często nawet sojusznicy "nie w każdej sprawie mają takie samo zdanie".
Zobacz także
Kaczyński o kandydaturze Morawieckiego
Warto wspomnieć, że w sondażach wyborcy PiS stawiali najczęściej Mateusza Morawieckiego jako potencjalnego kandydata PiS na premiera. Prezes go jednak nie wybrał. Teraz ujawnił dlaczego.
– W tle był premier Morawiecki, którego dążenie do powrotu na to stanowisko (premiera – red.) jest zupełnie naturalne i jego zasługi niepodważalne, no ale my mamy główny zasób elektoratu na prawo, tam nie jest popularny, tak to można powiedzieć. Czy dlatego, że zrobił coś złego? Jak każdy, popełnił jakieś błędy, ale generalnie rzecz biorąc, zrobił więcej dobrego niż złego – stwierdził.
Jako problem byłego szefa rządu Kaczyński wskazał "wściekłą propagandę". – Ale ta bardzo niesprawiedliwa i często wręcz wściekła propaganda przeciwko niemu kierowana, zarówno ze strony lewej, jak i prawej, doprowadziła do tego, że on szczególnie dla prawej strony jest zupełnie nie do przyjęcia i stąd ta kandydatura tak naprawdę była kandydaturą nierealną, choć rozumiem jego, można powiedzieć, tak mi się wydaje, może go krzywdzę, może jest tak twardy, że nie przeżywa tego rodzaju stanów rozgoryczenia – opowiadał.
W tej samej rozmowie Kaczyński przyznał także, że prezydent ma mocną pozycję, ale PiS "zaczyna spadać", wskutek czego zaczyna następować proces "pożerania" elektoratu przez Konfederację. – Postanowiliśmy temu zapobiec, ta prosta metoda okazała się niemożliwa. Przyjęliśmy inną i wydaje się, że działa – podsumował.
