
Dobrze się dzieję, że dyskutujemy o tym co nas niepokoi i szukamy rozwiązań. Gorzej jednak, że pozwalamy, by w dyskusji najbardziej słyszalny był głos skrajny, szukający prostych rozwiązań.
REKLAMA
Z komentarzy pod moim tekstem „Koniec politycznej poprawności” mogłem dowiedzieć się wiele ciekawego o sobie, usłyszeć stare hasła o „pożytecznych idiotach”, „politycznej poprawności”, czy też o panującym obecnie lewackim sposobie myślenia. Osoby, które namawiają w postach do samodzielnego wnioskowania, same powielają stereotypy i używają uproszczonych schematów myślowych.
Z komentarzy wyłania się czarno-biały podział świata. Pojawia się myślenie zero-jedynkowe: albo jesteś za muzułmanami (czytaj: popierasz krwawe zamachy, zatajasz niewygodne fakty o islamie itp.), albo chcesz ich zwalczać (tutaj pojawiają się takie metody jak deportacja, ale też używanie pałek czy maczet). Konieczne jest zerwanie z tym sposobem myślenia i patrzenie na inne osoby przez pryzmat tego co robią, a nie tego jaką eligię wyznają lub nie.
Wśród muzułmanów są różni ludzie, wywodzący się z różnych kultur. Każdy muzułmanin i każda muzułmanka powie, że islam jest jeden, jednak rozumienie go różni się w zależności od kraju, z którego pochodzą wyznawcy. Na przykład część muzułmanek nosi chusty, czadory, hidżaby, są i takie, które nie noszą nakryć głowy. Często też praktyki plemienne, jak na przykład obrzezanie dziewczynek, traktowane są jako przynależne do islamu.
W rozpowszechnianiu przerysowanego postrzegania muzułmanów i muzułmanek dużą role odgrywają media. W przekazie medialnym dostajemy obraz srogiego muzułmanina, który wypełnia nakazy Koranu oraz skromnej i cichej muzułmanki, która jest mu posłuszna. Prawda jest taka, że wśród wyznawców islamu znajdują się osoby bardziej i mniej wierzące, zarówno wypełniające rytuały religijne, jak i takie które nie praktykują. Wszyscy oni są muzułmankami i muzułmanami, choć przez wielu radykałów byliby zapewne wykluczeni ze wspólnoty.
Jeżeli kryterium przynależność religijnej miałoby być doskonałe wypełnianie nakazów religijnych, w Polsce mielibyśmy 10% wierzących katolików, a i liczba wyznawców innych religii znacząco by spadła. Niestety walka z zero-jedynkowym sposobem myślenia jest trudna. Proste rozwiązania Janusza Korwin-Mikkego czy Mariusza Kolonko są łatwo przyswajalne, bo skomplikowane mechanizmy współczesnego świata wyjaśniają w sposób prosty i niewymagający głębszej analizy.
Powiedzmy sobie jasno i wyraźnie, prawo kraju w którym się przebywa jest prawem nadrzędnym. Nie ma tu mowy o przymykaniu oka czy naginaniu zasad w imię politycznej poprawności czy opacznie rozumianej tolerancji. Jeżeli ktoś chce terroryzować innych, narzucać swoje poglądy powinny nim zająć się odpowiednie służby. Nie namawiam do dialagu z fanatykami i nienawistnikami, którzy sami się do tego dialogu nie skłaniają. Jednak odpowiednie służby powinny zająć się również osobami, które podpalają meczety, biją cudzoziemców, namawiają do ich prześladowania. Jest to prosty i logiczny sposób myślenia: za negatywnym czynem idą konsekwencje, bez względu na to, jakiej religii dana osoba jest wyznawcą.
Ciekawe jest również zjawisko nagłaśniania pojedynczych aktów popełnianych przez muzułmanów (lub osób deklarujących się jako wyznawcy tych religii) i uogólnianie ich jako wyrazu poglądów wszystkich muzułmanów. Nagłaśniane są postawy patologiczne, fanatyczne, kryminalne, które nie mają nic wspólnego z Koranem, ale są interpretowane jako poczynania religijne. W każdej ze świętych ksiąg możemy znaleźć fragmenty, które, odpowiednio zinterpretowane, mogą służyć do siania nienawiści. Podobnie jednak jak ma to miejsce w Polsce, fanatycy są bardziej słyszalni. Czy głosem wszystkich katolików jest ks. Natanek? A o byciu Polakiem ma decydować Pan Winnicki i jego koledzy?
Mam to szczęście, że poznałem wielu wspaniałych muzułmanów i wiele wspaniałych muzułmanek. Z kilkorgiem z tych osób mam szczęście pracować. Żadne z nich nie próbowało mnie nawracać, oskarżać, prześladować. Ci straszni muzułmanie, którzy walczą z chrześcijaństwem, byli obecni w kościele na moim katolickim ślubie. Ci sami nieintegrujący się muzułmanie i muzułmanki bawili się na moim weselu, część z nich do wczesnych godzin rannych. Zarazem jednak żadne z nich nie jadło wieprzowiny ani nie piło alkoholu.
Doświadczyłem więc osobiście czym jest integracja i wzajemne szanowanie swojej religii, kultury i obyczajów. Nie jest to idealizacja wielokulturowości, a jedynie pokazanie, że można inaczej rozwiązywać problemy niż przy użyciu maczet i ładunków wybuchowych.
Czytaj także: