Viktor Orban i Peter Magyar
Są pierwsze cząstkowe wyniki wyborów na Węgrzech. Fot. Shutterstock

Węgrzy zagłosowali w wyborach parlamentarnych, które mogą przejść do ich historii jako jeden z najważniejszych momentów od prawie dwóch dekad. Po zamknięciu lokali wyborczych o godz. 19:00 kraj nad Dunajem wstrzymał oddech w oczekiwaniu na wyniki. Tych w wieczór wyborczy nie ogłosi żaden sondaż exit poll. Znane są już jednak pierwsze oficjalne wyniki cząstkowe.

REKLAMA

Na Węgrzech nie funkcjonuje znany z innych państw system wieczornych badań exit poll. Zarazem liczenie głosów rozpoczęło się natychmiast po zamknięciu lokali i pierwsze cząstkowe wyniki – wraz ze wskazaniem odsetka przeliczonych głosów – zostały opublikowane przez Narodowe Biuro Wyborcze (NVI).

W tym momencie na koncie partii TISZA jest 138 mandatów w 199-miejscowym parlamencie Węgier. Orbanowska koalicja Fidesz-KDNP ma 54 mandatów. Daleko za głównymi graczami znalazła się nacjonalistyczna MHM z 7 mandatami.

Jak łatwo policzyć, do zbudowania większości w węgierskim Zgromadzeniu Narodowym potrzeba 100 mandatów. Aby najskuteczniej zdemontować system zbudowany przez Viktora Orbána, nowa ekipa rządząca potrzebuje jednak przewagi 133 głosów – to madziarska większość konstytucyjna.

Na razie poznaliśmy wyniki po zliczeniu 77,45 proc. głosów i będziemy je w naTemat.pl aktualizować.

Kolejne dane z większego już odsetka przeliczonych kart na stronie NVI powinny pojawiać się na bieżąco i dynamicznie zmieniać obraz politycznej gry nad Dunajem. Ale na ostateczny werdykt przyjdzie nam poczekać dość długo.

A to dlatego, że do Budapesztu spłynąć muszą jeszcze głosy oddane za granicą. Karty powinny trafić do NVI najpóźniej w czwartym dniu po wyborach i zostać podliczone najpóźniej do 18 kwietnia. W przypadku zbliżonej liczby głosów oddanych na największe listy istnieje możliwość, że ostateczny wynik będzie znany... dopiero w sobotę.

Wybory na Węgrzech. Orbán straci władzę po 16 latach?

Tło całej elekcji wyznaczają liczby, które nie mają precedensu we współczesnej historii Węgier. 12 kwietnia zagłosowało aż 77,8 proc. uprawnionych. To frekwencja wyborcza lepsza niż we wielu wcześniejszych madziarskich wyborach.

Wybory parlamentarne rozgrywają się jako starcie dwóch obozów: rządzącej od 16 lat koalicji Fidesz–KDNP premiera Viktora Orbána i opozycyjnej partii TISZA, na czele której stoi Péter Magyar – były prawnik bliski niegdyś środowisku Fideszu, który z czasem stał się twarzą ruchu antyrządowego.

Kampanię wyborczą naznaczyły wzajemne oskarżenia o próby sfałszowania wyborów i zarzuty dotyczące zagranicznej interwencji. Obóz rządzący skupiał się na obietnicach stabilności i pokoju, zaś Magyar i TISZA budowali kampanię na oskarżeniach o korupcję i pogorszenie gospodarcze, zapowiadając zwrócenie Węgier ku Zachodowi i konstruktywne podejście do Unii Europejskiej.

Według uśrednionych sondaży przedwyborczych opozycyjna TISZA mogła liczyć na ok. 48 proc. poparcia, a rządzący Fidesz na ok. 41,5 proc. Wynik wyborów pozostaje jednak niepewny. Węgierska ordynacja, "zreformowana" przez Fidesz w latach 2010–2014, premiuje bowiem partię rządzącą.

Okres powyborczy zapowiada się więc na pełen napięcia. Pierwsze dane spływające z NVI dają jedynie przybliżony obraz sytuacji. Ostatecznie może się okazać, że wszystko będzie zależało od Madziarów głosujących za granicą, których karty dotrą do kraju dopiero w ciągu najbliższych dni.