Czarnek to wielki błąd Kaczyńskiego? Prof. Markowski o podziale prawicy.
Czarnek to wielki błąd Kaczyńskiego? Prof. Markowski o podziale prawicy. fot. naTemat

Prawo i Sprawiedliwość traci grunt pod nogami, a pomysły na odbudowę poparcia mogą przynieść odwrotny efekt. Prof. Radosław Markowski w "Rozmowie naTemat" ostrzega, że rozbicie prawicy, zmieniający się kontekst międzynarodowy i rosnące napięcia wokół demokracji mogą sprawić, że nadchodzące wybory będą jednymi z najważniejszych po 1989 roku.

REKLAMA

Polska polityka znalazła się w punkcie przesilenia. Spadające poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, wewnętrzne napięcia i próby redefinicji strategii wyborczej zbiegają się z globalnymi zmianami, które mogą całkowicie przestawić reguły gry.

Prof. Radosław Markowski w "Rozmowie naTemat" ocenia, że sytuacja jest "wielce rozwojowa" dla podkreślenia złożoności polskiego krajobrazu politycznego:

PiS między radykalizacją a centrum

Prawo i Sprawiedliwość, które jeszcze niedawno miało niemal 35 proc. poparcia, dziś szuka sposobu na odzyskanie wyborców. I stoi przed klasycznym dylematem.

– Jeśli partia traci kilkanaście punktów procentowych, to znaczy, że coś poszło nie tak. Jedni proponują radykalizację i odbieranie wyborców innym ugrupowaniom prawicowym. Drudzy – powrót do centrum. Problem w tym, że w Polsce takie podbieranie elektoratu rzadko działa, bo ogromny potencjał leży wśród niegłosujących – tłumaczy prof. Radosław Markowski.

I dodaje, że politologiczna zasada jest niezmienna. Wybory wygrywa się w centrum, bo tam znajduje się największa grupa wyborców. A pomysł tworzenia nowych bytów politycznych wokół PiS, jak inicjatywa Mateusza Morawieckiego, może okazać się mieczem obosiecznym.

Może się zdarzyć, że kilka prawicowych partii zdobędzie łącznie więcej głosów, ale mniej mandatów niż jedna skonsolidowana siła. To ogromne ryzyko. Dlatego zapewnienia o jedności nie są przypadkowe. W polskich realiach podział często oznacza przegraną – podkreśla profesor.

Demokracja pod presją

Zdaniem prof. Radosława Markowskiego kluczowe będą jednak czynniki międzynarodowe. Wybory w USA, sytuacja na Węgrzech czy zmiany geopolityczne mogą wpłynąć na nastroje także w Polsce.

– Żyjemy w momencie, w którym globalny kontekst będzie miał ogromne znaczenie. Trumpizm może osłabnąć, pojawiają się nowe modele polityczne, a demokracje liberalne są pod presją. Partie w Polsce będą musiały odpowiedzieć na pytanie: w jakim świecie chcą funkcjonować – mówi.

Profesor nie ukrywa też obaw o kondycję samego systemu. Wskazuje na rosnącą pokusę upraszczania demokracji kosztem jej mechanizmów kontrolnych.

– Demokracja z natury spowalnia decyzje – po to, żeby były przemyślane. Dziś wielu ludzi zaczyna postrzegać to jako słabość i oczekuje szybkiej, scentralizowanej władzy. To bardzo niebezpieczny kierunek, który w historii już prowadził do katastrof – ostrzega.

Mniejszość wybiera rząd większości

Na koniec prof. Markowski przypomina, że wybory rzadko są triumfem większości.

– W praktyce rządy w demokracjach mają realne poparcie 25–30 proc. uprawnionych. Reszta jest rozczarowana lub bierna. Dlatego ludzie często głosują nie za kimś, ale przeciwko czemuś gorszemu. I tak będzie również w 2027 roku – podsumowuje.

Polityczna układanka w Polsce dopiero się zaczyna. Wewnętrzne napięcia, globalne trendy i rosnące oczekiwania wyborców tworzą mieszankę, której finał pozostaje nieprzewidywalny. Jedno jest pewne – jak sugeruje prof. Markowski, nadchodzące miesiące będą testem nie tylko dla partii, ale dla całego systemu demokratycznego.