
Do strzelaniny doszło na uroczystej gali dla dziennikarzy z udziałem Donalda Trumpa. Agenci Secret Service szybko zaczęli go ewakuować. Na sali zapanował chaos. Tymczasem prezydent USA pokazał w sieci zdjęcie schwytanego mężczyzny. Miał powiedzieć służbom, że chciał zaatakować członków administracji.
Trwała uroczysta kolacja z korespondentami Białego Domu w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Był na niej obecny Donald Trump i m.in. wielu członków jego gabinetu. Nagle rozległ się huk, przypominający eksplozję. Kilku agentów Secret Service podniosło alarm, krzycząc "słychać strzały".
Strzelanina na kolacji z Trumpem
Zaczęła się akcja ewakuacji Trumpa. Ewakuowano też pierwszą damę Melanię Trump i wiceprezydenta J.D. Vance'a. Na sali byli także obecni: sekretarz stanu Marco Rubio, szef Pentagonu Pete Hegseth oraz znani dziennikarze i politycy. Reporter Fox News relacjonował, że zrobiło się ogromne zamieszanie i wybuchła panika. Uczestnicy wydarzenia po chwili ukryli się pod stołami.
– Napastnik leżał na ziemi i strzelał, gdy go zobaczyłem, byłem zaraz obok – opowiadał dziennikarz CNN Wolf Blitzer. – Strzały były tak głośne, tak straszne, wszyscy byliśmy wystraszeni. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje – dodał.
Trump pokazał zdjęcie napastnika
Prezydent USA na platformie Truth Social opublikował zdjęcia mężczyzny leżącego na podłodze i podał, że to on oddał strzały, ale został już zatrzymany. Agencja AP dowiedziała się, że to 31-letni Cole Tomas Allen z Torrance w Kalifornii.
Mężczyzna najpewniej działał w pojedynkę, służby przeszukują obecnie jego mieszkanie. Jak ustaliły amerykańskie media, 31-latek jest zarejestrowany jako wyborca niezależny. Ma dyplom z inżynierii mechanicznej na politechnice CalTech, studiował też informatykę na uczelni Cal State Dominguez Hills.
"Los Angeles Times" podaje, że w 2024 roku Cole Allen został "nauczycielem miesiąca" w firmie oferującej korepetycje, usługi doradcze i przygotowanie do egzaminów na studia.
Napastnik twierdzi, że atak wymierzy w członków administracji Trumpa
Tej nocy miał wynajęty pokój w hotelu Hilton. Trump przekazał, że napastnik był uzbrojony w wiele sztuk broni. Nie wiadomo, jaki był jego motyw. Mężczyzna po zatrzymaniu miał powiedzieć funkcjonariuszom, że atak wymierzył w członków administracji Trumpa.
W sieci Biały Dom upublicznił także nagranie, na którym widać, jak przebiega przez kontrolę bezpieczeństwa, a w pościg za nim ruszają przedstawiciele organów ścigania. Napastnik na szczęście nie dotarł do sali balowej.
Sprawę komentował już też Donald Trump. Prezydent na pytanie o to, czy sądzi, że był celem napastnika, odparł: – Chyba tak. Dodał, że przed galą nie było ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa. Oświadczył też, że sobotnie zdarzenie nie powstrzyma go przed wygraniem wojny z Iranem, choć nie sądzi, by te kwestie były ze sobą powiązane.
Polacy na gali w Waszyngtonie. Sikorski wydał komunikat
Do wydarzeń w Waszyngtonie odniósł się szef MSZ Radosław Sikorski. Poinformował, że nikt z polskich dyplomatów i dziennikarzy nie ucierpiał. "Minister Bogdan Klich, nasi dyplomaci oraz polscy dziennikarze, którzy brali udział w gali Korespondentów Białego Domu w hotelu Hilton, gdzie miała miejsce strzelanina, wszyscy cali i zdrowi" – napisał minister spraw zagranicznych w serwisie X.
Dodajmy, że sobotnia kolacja, która zakończyła się strzelaniną, odbywała się w hotelu Hilton w Waszyngtonie, gdzie w 1981 roku przeprowadzono zamach na ówczesnego prezydenta Ronalda Reagana.
