
Już 20 maja wejdą w życie nowe, unijne przepisy regulujące zasady najmu krótkoterminowego. Polska jednak wciąż nie ma ostatecznej ustawy, by móc się do nich w pełni dostosować i skutecznie uporządkować własny rynek noclegowy. Projekt Polski 2050 wywołuje spory w Sejmie i rynku mieszkań na doby.
Dzięki innej unijnej dyrektywie, czyli DAC7, fiskus już od dłuższego czasu ma ułatwione zadanie w wyłapywaniu osób, które zarabiają na najmie krótkoterminowym, bez założonej działalności i płacenia podatków.
Platformy takie jak np. AirBnB czy Booking muszą udostępniać swoje dane, które urzędnicy mogą porównać z deklaracjami samych podatników. Zbliżające się zupełnie nowe regulacje jeszcze bardziej skomplikują życie w szarej strefie.
Unia robi porządek w najmie krótkoterminowym. Koniec szarej strefy
Za sprawą wejścia w życie unijnego rozporządzenia o numerze 2024/1028 kraje członkowskie będą zobowiązane do zbudowania centralnych rejestrów lokali.
W dokumencie wprost zapisano, że ich głównym celem jest ułatwienie "gromadzenia i udostępniania danych dotyczących usług krótkoterminowego najmu lokali mieszkalnych". Dla właścicieli oznacza to po prostu koniec jakiejkolwiek anonimowości czy ukrywania dochodów.
Zgodnie z dyrektywą nowe zasady wprowadzą po 20 maja na rynku turystycznym takie zmiany:
Każdy obiekt noclegowy zarejestrowany w systemie otrzyma więc unikalny numer. Bez niego najpopularniejsze portale rezerwacyjne, takie jak Booking czy Airbnb nie opublikują ogłoszenia. Platformy zostaną zmuszone do zaprojektowania swoich interfejsów tak, by wymuszac te dane od wynajmujących.
Polska szykuje własne zmiany. Pojawią się potężne kary i ograniczenia
W Sejmie trwają intensywne prace nad poselskim projektem ustawy Polski 2050, który ma ogarnąć rodzime podwórko zgodnie z unijnym rozporządzeniem. Dokument definiuje m.in. podstawowe pojęcia, by uciąć dotychczasową samowolę.
"Najem krótkoterminowy – rozumie się to jako odpłatną usługę najmu lokalu świadczoną na podstawie jednej umowy na okres nie dłuższy niż 30 dni" – wynika z treści projektu ustawy autorstwa Polski 2050. Propozycja zakłada, że prowadzenie takiego biznesu w bloku będzie wymagało zgody sąsiadów.
Autorzy zmian podkreślają, że pierwotna idea współdzielenia mieszkań mocno się w ostatnich latach zatarła. "Oddolny, rozproszony, społeczny charakter tego zjawiska został wyparty przez podejście nastawione na zysk" – czytamy w uzasadnieniu do projektu.
Politycy chcą przede wszystkim skutecznie walczyć z mini-hotelami, w które przekształcają się niektóre bloki lub kamienice i które często obniżają komfort życia stałych mieszkańców. Za złamanie nowych zasad i brak rejestracji lokalu grozić będzie kara administracyjna do 50 tys. zł.
Na rynku zostaną tylko najdroższe hotele i znikną tanie oferty?
Przedstawiciele rynku nie kryją swoich obaw. "Nagłe ograniczenie podaży mieszkań na wynajem krótkoterminowy oznacza prostą konsekwencję - gwałtowny wzrost cen noclegów hotelowych i ponadnormatywne zyski wielkich sieci hotelowych, głównie należących do podmiotów zagranicznych" – przyznała Ewa Wielgórska, prezes zarządu Fairy Flats.
Wszystko przez to, że z rynku znikną tysiące tańszych ofert od osób prywatnych, więc wielkie sieci noclegowe będą mogły dowolnie windować ceny. W projekcie Polski 2050 jest pewna pułapka.
Prowadzenie najmu krótkoterminowego w budynkach wielorodzinnych (np. blokach) będzie wymagało zgody wspólnoty lub spółdzielni mieszkaniowej, czyli de facto sąsiad będzie mógł zablokować biznes. Wspólnoty będą mogły nie tylko odmówić wynajmy na doby, ale też wykreślić lokal z rejestru po trzech udokumentowanych zgłoszeniach np. zakłócenia ciszy nocnej.
Spór o prawo własności w Sejmie. Politycy muszą się pospieszyć
Zegar tyka, a przyszłość wspomnianego projektu nie jest jednak na ten moment w pełni przesądzona. Pierwsze sejmowe czytanie dokumentu odbyło się 17 kwietnia. Spotkał się z falą krytyki, ale zdecydowana większość posłów zagłosowała przeciw odrzuceniu projektu Polski 2050.
Jak donosi dziennik "Rzeczpospolita", prawnicy oraz eksperci mają obawy co do tego, czy pomysły posłów nie uderzają zbyt mocno w podstawową w Polsce swobodę działalności gospodarczej, nienaruszalne prawo własności lokalu czy domniemania niewinności.
Zwolennicy nowelizacji bronią stanowiska, że bloki nigdy nie powinny służyć za hotele i zakłócać snu rodzinom, a mieszkający mają prawo decydować o swoim sąsiedztwie. Kłopot w tym, że oddanie tak potężnej władzy w ręce wspólnot może w przyszłości sparaliżować w budynkach nie tylko wynajem na doby, ale również funkcjonowanie np. gabinetów lekarskich, biur czy przedszkoli zgodnie z konstytucyjną zasadą równości.
