
Kilkunastu maturzystom unieważniony został egzamin maturalny z języka polskiego. To konsekwencja tego, że wnieśli na salę telefon komórkowy. Może to mieć też związek z przeciekami zdjęć arkuszy egzaminacyjnych. Sprawę już skomentował dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Robert Zakrzewski. Okazuje się, że sytuacji przy teście z matematyki może się powtórzyć.
Tegoroczne matury rozpoczęły się 4 maja o godz. 9:00 egzaminem z języka polskiego. Do testu przystąpiło ponad 344 tys. osób. Po kilku minutach od rozpoczęcia w internecie pojawiły się zdjęcia niektórych zadań z arkusza. Ktoś musiał więc wnieść telefon na salę i zrobić te fotografie.
Maturzyści wnieśli telefon. Czeka ich powtórka matury z polskiego, ale... dopiero za rok
Dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Robert Zakrzewski przekazał, że takich przypadków wniesienia telefonu odnotowano w całej Polsce kilkanaście. Zdający zostali przyłapani, a teraz czekają ich srogie konsekwencje. Już wiadomo, że ich egzamin z polskiego został unieważniony.
Zasady jasno mówią o tym, że już samo wniesienie – nawet nie korzystanie – telefonu lub innego urządzenia telekomunikacyjnego na salę egzaminacyjną kończy się unieważnieniem matury z danego przedmiotu i to "bez możliwości przystąpienia do egzaminu z danego przedmiotu w sesji poprawkowej w sierpniu".
Dyrektor CKE mówił o tym w rozmowie z WP. Wspomniał też, że "unieważnienie wczorajszego egzaminu nie stanowi przeszkody w podejściu do egzaminów z pozostałych przedmiotów, tj. matematyki, języka obcego oraz wybranego przedmiotu". Ale nawet jeśli uda im się zdać tekst z pozostałych dziedzin, to świadectwo dostaną dopiero za rok, gdy zaliczą maturę z polskiego.
Zakrzewski rozmawiał także z dziennikarzami RMF FM i przyznał, iż "podobna sytuacja z przeciekami i wniesieniem telefonów mogła się wydarzyć dzisiaj na maturach z matematyki". – Dzisiaj też mogą być takie przypadki, nie mówię, że celowo, może być jakieś gapiostwo, ale procedury są jednoznaczne, mówią, że będzie egzamin unieważniony – zaznaczył dyrektor CKE.
Zobacz także
Lubnauer o wycieku matur. "W przyszłości będą musiały być centra egzaminacyjne"
Dodajmy, że swoje zdanie w tym temacie wyraziła Katarzyna Lubnauer. W rozmowie na antenie tej samej rozgłośni nawiązała do przecieków i przyznała, że w przyszłości jednak będzie musiał zmienić się sam system przeprowadzania egzaminów.
– Myślę, że to jest na razie pieśń przyszłości, ale będą musiały być centra egzaminacyjne, w których nie ma dostępu do internetu, w których uczniowie piszą w bardzo kontrolowanych warunkach – zaznaczyła.
Wiceszefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej podkreśliła, że "maturzyści nie mogą na sale, w których jest przeprowadzany egzamin, wnosić telefonów komórkowych", a robią to zazwyczaj osoby, którym na samym zdaniu nie zależy.
– Przypomnę, że w tym roku maturę zdaje ponad 350 tys. uczniów. I zawsze wśród nich zdarzają się osoby, które nie przychodzą po to, żeby zdać egzamin maturalny, tylko po to, żeby zobaczyć, jak wygląda, ponieważ skończyli jakiś tam etap. Przypomnę też, że np. bardzo często ci, którzy skończyli technikum, już mają zawód, w tym znaczeniu, że mają uprawnienia, tytuł technika. Natomiast do matury podchodzą, ale nie każdy chce ją zdać – wspomniała na koniec Lubnauer.
