
Miała być "polska Ibiza", a skończyło się polskim piekiełkiem. Wciąż huczy po imprezie Circoloco na terenie Pałacu w Wilanowie. Oburzenie wywołało nie tylko zorganizowanie głośnego wydarzenia w zabytkowej przestrzeni, ale także bliskie sąsiędztwo rezerwatu przyrody. Do akcji wkroczył konserwator zabytków.
"Historia Circoloco rozpoczęła się w 1999 roku w legendarnym klubie DC-10 na Ibizie. Z czasem marka stała się globalnym symbolem kultury klubowej, obecnym w najważniejszych ośrodkach" – czytamy na stronie imprezy, na której w ubiegłą sobotę 9 maja wystąpiły gwiazdy muzyki house: Bedouin, Carlita, Honey Dijon, JAMBACK, Job Jobse, PAWSA i Prospa.
Format przez niemal 30 lat zyskał zyskał status kultowego. M.in. za sprawą nietypowych miejscówek: Circoloco było już u stóp piramid w Gizie czy w Pałacu Schönbrunn w Wiedniu. Impreza w pałacu króla Jana III Sobieskiego na warszawskim Wilanowie była zorganizowana pierwszy i raczej ostatni raz. Żaden organizator nie odważy się zrobić powtórki po wybuchu afery.
Zobacz także
Afera wokół Circoloco na warszawskim Wilanowie
Circoloco Warsaw od samego początku rozpalało ogromne emocje. Nie tylko przez historyczną lokalizację, ale i zaporowe ceny biletów. Zwykłe wejściówki wyceniono na ponad 500 złotych. Najbogatsi mogli wykupić pakiety VIP za 35 tysięcy euro, czyli niemal 150 tysięcy złotych. Stąd w tłumie można było zobaczyć sporo celebrytów.
Wielu najpierw kręciło rolki pokazujące, jak się świetnie bawią na imprezie, a teraz żałuje, że w ogóle tam byli. "Idąc na festiwal, nie miałam pojęcia o tym, że lokalizacja, w której się odbędzie, budzi jakiekolwiek kontrowersje. A tym bardziej szkodzi przyrodzie" – powiedziała Karolina Gilon na Instagramie.
Internet zalała też fala negatywnych komentarzy mieszkańców Wilanowa. Warszawiacy narzekali na hałas (impreza skończyła się o 3:30), który nie pozwalał im spać. Sieć obiegło również zdjęcie plastikowych kubków rzuconych na wydeptany trawnik przed pałacem.
Komentujący byli, delikatnie pisząc, wściekli także ze względu na podwójne standardy. Turyści za zrobienie zdjęcia z fleszem czy wejście na trawę przed pałacem są od razu upominani przez strażników, a tym razem wydano zgodę na event z głośną muzyką i intensywnym oświetleniem.
"Najbardziej uderza w tym wszystkim hipokryzja dyrekcji Muzeum Pałacu w Wilanowie, która zakazuje gościom wchodzić z psami czy wjeżdżać rowerami ze względu na ochronę cennej przyrody. Ale organizator imprezy Circoloco, czyli Awake Events, za opłatą może wjechać ciężkim sprzętem i zorganizować wydarzenie na terenie objętym ochroną" – napisała dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska.
Organizatorzy zapewnili, że "część przychodów z wydarzenia zostanie przeznaczona na działania związane z ochroną i renowacją dziedzictwa kulturowego", ale to może nie wystarczyć na wyrównanie strat wizerunkowych. Sytuację zaognia bliskie sąsiedztwo rezerwatu przyrody Morysin w samym środku wiosennego sezonu lęgowego ptaków.
"Eksperci alarmowali, że głośna muzyka, mocne basy, światła i obecność tysięcy ludzi w okresie lęgowym mogą powodować u zwierząt silny stres, zaburzać ich naturalne zachowania, a nawet prowadzić do porzucania gniazd czy ograniczenia nocnej aktywności" – napisał biotechnolog Dawid Polak.
Nie zabrakło też głosów szydzących z krytyki imprezy. "O mój borzu! Bobry płaczą, dziki są smutne, a krety rozważają pozew! Wszystkim libkom którzy podnoszą larum z okazji tej imprezy sugeruje wizytę u psychologa z powodu gołym okiem widocznych zaburzeń! Tak jesteście PIE*********CI!!! Ale tak niezdrowo!" – napisał DJ Mike Konstanty, który był na tej imprezie.
Oświadczenie dyrektora Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Firma Awake Events, odpowiadająca za realizację całego przedsięwzięcia, zgromadziła komplet wymaganych pozwoleń i patronat prezydenta Warszawy, więc impreza odbyła się w pełni legalnie (choć złamano kilka punktów umowy z muzeum, o czym za chwilę).
Władze placówki postanowiły zabrać głos. Paweł Jaskanis przeprosił za zaistniałą sytuację, tłumacząc, że pieniądze z najmu pokryją koszty konserwacji zabytków, a organizator posadzi nową trawę. Za to w czasie imprezy na bieżąco monitorowano też poziom hałasu.
"Zastosowano rozwiązania ograniczające oddziaływanie akustyczne wydarzenia. Emisję z głośników strumieniowych skierowano na dziedziniec, minimalizując wpływ dźwięku na pałac oraz obszary położone na wschód od niego, w tym rezerwat przyrody Morysin" – napisał dyrektor Muzeum w Wilanowie w oficjalnym komunikacie.
Paweł Jaskanis
dyrektor Muzeum w Wilanowie
Wyniki kontroli konserwatora zabytków
Tuż po weekendzie teren prześwietlił Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków. Obejrzeli wszystkie zabudowania oraz tereny zielone wokół rezydencji. W pierwszym raporcie poinformowano, że nie odnotowano uszkodzeń samych historycznych murów.
"Zidentyfikowano jedynie naruszenie nawierzchni brukowej w kilku miejscach, zatem poza zakładaną rekultywacją trawnika, będzie konieczność naprawy uszkodzonych fragmentów drogi" – podsumował w swoim komunikacie Urząd Ochrony Zabytków.
Nie wszystko jednak przebiegło zgodnie z planem. Kontrolerzy zwrócili uwagę na bezprawne działania, które nie były wcześniej uzgodnione, w tym na "użycie ciężkiego sprzętu do montażu konstrukcji, pirotechniki, ustawienie dźwigu". Konserwator zapowiedział już kolejną kontrolę pałacu, by sprawdzić, czy organizatorzy dotrzymali słowa w kwestii doprowadzenia terenu do porządku.
