
Zakłócenia sygnału satelitarnego w Polsce to stały i niepokojący problem. Zjawisko obserwujemy już od dobrych paru lat, ale obecnie znów przybiera na sile. Najgorsza sytuacja panuje nad polskim morzem, gdzie urządzenia nawigacyjne regularnie odmawiają posłuszeństwa, a drony spadają z nieba.
Brzmi to jak tania teoria spiskowa, ale niestety takie są twarde fakty. Celowe zakłócenia systemów GPS powodują poważne utrudnienia dla cywilów i wojska. Wystarczy spojrzeć na ogólnodostępne mapy śledzące jakość sygnału, aby bardzo łatwo domyślić się, kto jest głównym winowajcą całego zamieszania.
Niebezpieczny spoofing GPS na polskim wybrzeżu
W Polsce (i okolicach) mamy do czynienia z wyjątkowo złośliwą formą zakłóceń sygnałów. O ile zwykłe zagłuszanie (jamming) po prostu odcina dostęp do danych lokalizacyjnych z satelit, o tyle spoofing GPS działa o wiele sprytniej. Podrzuca urządzeniom fałszywe koordynaty, przez co sprzęt błędnie rozpoznaje swoje położenie.
Cierpią na tym kierowcy, którym nawigacja może źle wskazać trasę, ale samolotów pasażerskich czy statków towarowych oznacza to ogromne ryzyko. Maszyny są kierowane w niewłaściwą stronę, a systemy pokładowe po prostu wariują. Np. w zeszłym roku jeden z samolotów linii Ryanair musiał przez to awaryjnie lądować w Poznaniu.
Mocno cierpią też operatorzy mniejszych maszyn. Drony nagle tracą stabilność w powietrzu, zrywają połączenie z kontrolerami i odlatują w siną dal. Nierzadko kierują się prosto w stronę rosyjskiej granicy. Nieprzypadkowo zresztą, o czym za chwilę.
Zakłócenia GPS w Trójmieście znów uderzają
Sytuacja nad Bałtykiem ponownie staje się krytyczna. Portal Trojmiasto.pl podaje, że podczas zaledwie jednego weekendu w aplikacji Drone Tower zgłoszono utratę aż sześciu dronów. Większość tych incydentów miała miejsce w okolicach Gdańska, Sopotu i Gdyni, a jeden wypadek zanotowano w Krynicy Morskiej.
Operatorzy są zaniepokojeni skalą zjawiska. Przestrzenie, które dotąd uchodziły za bezpieczne, teraz przypominają trójkąty Bermudzkie dla elektroniki. Zwykłe rekreacyjne latanie dronem stało się kosztowną loterią.
"Niestety jest coraz gorzej. Tak źle jeszcze chyba nigdy nie było. Lepiej na razie odpuścić latanie dronem - ryzyko jest bardzo wysokie" – alarmuje czytelnik cytowany przez trójmiejski serwis.
Zobacz także
Rosyjska wojna hybrydowa na mapach
Ślady tych cyfrowych ataków prowadzą bezpośrednio do baz w obwodzie królewieckim. Tomasz Siemoniak mówił w zeszłym roku, że tego typu działania obejmujące przestrzeń nad Bałtykiem wpływają na nas i naszych sojuszników. Ówczesny szef MSWiA dodał wprost: "nie ma wątpliwości, że Rosja maczała w tym palce".
– Patrząc na wojnę rosyjsko-ukraińską, czy patrząc na wojnę izraelsko-irańską, to sygnał GPS, namierzenie, nawigacja, stają się krytycznymi elementami tych konfliktów i oczywiście my musimy wyciągać z tego wnioski i zapewnić bezpieczeństwo naszym systemom – mówił w Polsat News.
Naukowcy z gdyńskiego Uniwersytetu Morskiego zdołali zlokalizować dwa rosyjskie źródłem emisji: kompleks antenowy w Okuniewie, gdzie działa system GT-01 Murmańsk-BN, oraz rejon portu Bałtijsk, który jest bazą rosyjskiej Floty Bałtyckiej.
