
„Budowa drugiej linii metra? Nie zauważyłem” – o tym się nie mówi w Warszawie. „Co to jest ta bułka z frytkami? Nigdy nie próbowałem” – nie usłyszysz w Szczecinie. Lekcje polskiego nie poszły na marne: Polacy wiedzą, co to ironia, i nie wahają się jej użyć. Na Facebooku rekordy popularności biją profile celujące w obśmiewaniu niedoskonałości miast, w których (nie)mieszkamy.
REKLAMA
Fanpage „Zdania, których nie usłyszysz w Warszawie” w ciągu trzech dni od powstania zdobył prawie dziesięć tysięcy lajków. Do dziś uzbierał ich prawie 14 tysięcy, a stagnacja przyrostu fanów związana jest pewnie z tym, że założycie profilu mają sesję i niewiele czasu, by aktualizować stronę. Jeszcze lepszy wynik zdobył fanpage krakowski, mający ponad 25 tysięcy polubień. „Zdania, których Wrocławianie nigdy nie mówią” zdobyły zaś prawie 20 tysięcy fanów, mimo że w nazwie profilu wkradł się błąd ortograficzny. Jak komentują założyciele: „Wiemy, że 'wrocławianie' pisze się małą literą – niestety fejsbunio nie pozwala na edycję nazwy powyżej 200 lajków”.
Profile są zwykle autoironiczne. Choć wpisy, często opatrzone memem stworzonym specjalnie na potrzeby profilu bądź wyszperanym w sieci, bywają hermetyczne, niezrozumiałe dla „przyjezdnych”, większość z nim bez problemu pojmie nawet średnio inteligentny człowiek o podstawowej orientacji w świecie. „Gołębie powinny być pod ochroną” – to oczywiście zdanie, którego nie usłyszymy w Krakowie. „Huhu... Weekend... Znowu nawaliło turystów do miasta!” – to już Katowice. Idę do BUW-u pouczyć się” – jakżeby inaczej, Warszawa.
Na wszystkich profilach zdecydowanie przeważają zdania, których nie powie się o komunikacji miejskiej i wygodach podczas korzystania z niej. „Dzisiaj będzie powyżej 30 stopniu, szyny na pewno się nie wybrzuszą!”, „501 przyjechało punktualnie!” – to wpisy krakowskie, ale komentarze na temat autobusów, które przyjechały na czas i awarii, które się nie wydarzyły, znajdują się na wszystkich fanpage'ach. Bez wyjątku.
A że mamy lato, na pierwszy plan wysunął się palący problem klimatyzacji w publicznych środkach transportu: „To dobrze, że oszczędzają te nowe autobusy i nie włączają klimatyzacji” – zdanie nie do usłyszenia w Katowicach; „Jak przyjemnie dziś w autobusach i tramwajach, wszędzie włączona klimatyzacja” – Kraków; "30 stopni w cieniu? Chętnie przejadę się tramwajem" – Szczecin; „E tam, poczekam na Ikarus. Klimatyzacja jest taka mainstremowa” – Warszawa.
O ile w stolicy nie wspomina się o drugiej linii metra, o tyle w innych miastach o tym środku transportu nie wspomina się w ogóle: „Dziś do pracy pojadę metrem” (Bydgoszcz”); „Którędy do stacji metra?” (Kraków). Wśród innych niedostatków miejskich najbardziej odczuwalny jest brak Ikei – tego tematu nie podnosi się m.in. w Szczecinie i Bydgoszczy.
Po co to wszystko? Poza dobrą zabawą i chęcią podzielenia się światem swoim krytycznym zmysłem obserwacji, po nic szczególnego. Jak mówi Adrian, student drugiego roku Politechniki, który stronę warszawską założył razem z dziewczyna Anią, ich wpisy nie mają żadnych ambicji społeczno-politycznych. Jako rodowity warszawiak nie chce ośmieszać stolicy. Chodziło raczej o stworzenie zabawnego profilu, który dostarczy radochy zarówno założycielom, jak jego odbiorcom, na co dzień przeżywającym przecież te same, absurdalne, wkurzające, albo śmieszne sytuacje.
Jak łatwo się domyślić, profile miast, choć autoironiczne, są zwykle bardzo patriotyczne. W Krakowie standardowo naśmiewają się ze stolicy: „Fajna ta knajpa, ma taki warszawski klimat”, w stolicy śmieją się z Krakowa: „UW jest dobre, ale UJ to jednak prestiż” i wszystkich innych miast: „To co z tego, że w Warszawie jest nowy stadion? Reprezentacja powinna grać w Rzeszowie”, „Na studia pojadę do Radomia”. W Bydgoszczy nabijają się z Torunia, w Lublinie z Kraśnika, we Wrocławiu z Poznania.
O tym się nie mówi w całej Polsce
Fenomen tych fanpage'y polega również na tym, że ich wysyp nastąpił w ciągu trzech kolejnych dni, począwszy od 3 czerwca (pierwsza prawdopodobnie była stolica Dolnego Śląska). Moda na nie rozprzestrzeniła się tak szybko, jak na strony „spotted” – dziś swoje mniej lub bardziej udane profile mają nie tylko miasta, ale też szkoły, firmy, branże (dość kreatywna jest strona „Zdania, których nigdy nie usłyszysz w Kreacji”, ponad 3 tysiące fanów), a nawet mieszkania i pokoje.
Wiele spośród wpisów na stronach „miastowych” to wcale nie lokalne anegdoty, ale po prostu opowieści o tym, czego nie mówi i nie robi się na co dzień w kraju nad Wisłą - także po alkoholu: wpisy o poalkoholowym niejedzeniu kebabów i braku brawury zagościły na prawie wszystkich profilach miast. Ta kategoria przemilczeń doczekała się także swojej odrębnej strony. „Tych zdań nie powiesz po alkoholu” posługuje się jednym, dosyć głupawym zdjęciem, opatrzonym trafnymi tekstami: „Nie będę popijał wódki piwem”, „Nie będę się kłócił, swoje poglądy zostawię dla siebie”, „Już Wam opowiadałem tę świetną historię, więc nie będę się powtarzał” czy „Już dawno jej nie kocham”.
Te wszystkie historie dałoby się spiąć w jedną większą. Strona z takimi aspiracjami powstała zresztą również na początku czerwca, ale nie dorobiła się licznych wielbicieli – „Zdania, których Polacy nigdy nie mówią” mają zaledwie 5 tysięcy fanów. „Diagnozy” założycieli tego profilu może nie są jakieś odkrywcze, ale ciągle zabawne. Wśród naszych ulubionych są: „Lepiej zlecę to specjaliście”, „Nie wiem, nie znam się na polityce międzynarodowej” i... „Dzień dobry”.
A jakich zdań nie mówią nigdy Czytelnicy "naTemat"?
Czytaj także: