
Hejtujcie, narzekajcie na kable, ale ja wróciłem z majówki, która wywróciła moje myślenie o elektrykach do góry nogami. Podczas gdy połowa Polski stała w gigantycznych korkach na S7, przeklinając los i ceny paliw, ja w swoim MINI Countryman SE czułem się, jakbym zhakował system.
Mój plan na ten rok był prosty: prawdziwy urlop zaczynałem dopiero po majówce, ruszając kamperem za granicę. Ale zanim to nastapiło trzeba było odwieźć nasze czworonogi do rodziny w Gdańsku. Data? 3 maja. Godzina? 12:00. Czy można wybrać gorszy moment na trasę Warszawa-Trójmiasto?
No i zawodnik, którym jechaliśmy, czyli samochód elektryczny MINI Countryman SE. Myślisz sobie: panie redaktorze, porażka, przecież to trzeba ładować, a tu jeszcze korki, a pewnie będzie pod wiatr, jak żyć? No powiem wam, że było spore zaskoczenie.
Rzeczywiście, kiedy wyjeżdżaliśmy, nawigacja pokazywała czerwień w stronę stolicy. Mijaliśmy po drodze cztery gigantyczne, kilku, a nawet kilkunastokilometrowe korki, w których tysiące ludzi traciło bezpowrotnie czas i nerwy. Do tego sznury samochodów w kolejkach na stacjach paliw, oblegane MOP-y i przydrożne knajpy.
Nas to jednak kompletnie nie obchodziło. Nitka w stronę morza była niemal pusta, co pozwoliło mi w końcu sprawdzić, co potrafi to MINI Countryman SE.
"Go-kart feeling" w wersji XXL, czyli 313 koni pod nogą
MINI Countryman SE to poważny zawodnik. Ma dwa silniki elektryczne, napęd ALL4 i generuje potężne 313 KM oraz 494 Nm momentu obrotowego. Efekt? Przyspieszenie do "setki" w 5,6 sekundy sprawia, że przy każdym wyprzedzaniu czujesz się, jakbyś był wystrzeliwany z procy.
Oczywiście, jechałem zgodnie z przepisami, ale dynamika tego auta przy prędkościach autostradowych jest po prostu uzależniająca. Nie ma mowy o "eko-męczarni" za ciężarówką. Nawet przy 120 km/h w aucie jest cicho, a system audio gra tak, że zapominasz o całym świecie.
Do tego bardzo ciekawe wnętrze, bo mamy kultowy, okrągły OLED-owy wyświetlacz z płynnie działającym systemem operacyjnym, który możemy zmieniać przy pomocy MINI Digital Expirience. To 8 trybów ustawień auta, które posiadają własną kreatywną stylistykę i paletę dźwięków.
Ponadto każdy zakamarek auta wykorzystano i zagospodarowano w pełni, łącznie z mini schowkiem na tunelu środkowym. Oczywiście nie każdemu spodobają się wszystkie plastiki na boczkach drzwi, bo część z nich trochę odstaje od premium lub fakt, że deska rozdzielcza jest obita recyklingowaną tkaniną.
Ja uważam, że MINI ma swój styl i takie wykończenie, jak na przykład ta różnokolorowa tkanina, są jego wyróżnikami i tego bym nie zmieniał. Poza tym połączenie dwukolorowego (zielono-kremowego) nadwozia razem z brązowym środkiem było strzałem w dziesiątkę.
No ale nie o wyglądzie tutaj głównie mowa, a o tym, jak auto zaskoczyło mnie w majówkę, a więc...
Nawigacja, która w końcu "myśli"
Muszę to przyznać: pierwszy raz od dawna wbudowana nawigacja zaimponowała mi bardziej niż Google Maps. Nowy system operacyjny MINI ma w nawigacji funkcję, którą roboczo nazwałem "błękitnym promieniem". To graficzne przedstawienie zasięgu auta na mapie, które w czasie rzeczywistym reaguje na twój styl jazdy i ukształtowanie terenu.
Mega przydatna sprawa, kiedy wybieracie się w dłuższa trasę. Oczywiście ma ona wszystko, co potrzebne w aucie elektrycznym, więc pokazuje wam punkty ładowania, kalkuluje trasę oraz czas spędzony na ładowarce, ponadto w czasie rzeczywistym pokazuje zajętość gniazd ładowania. I robi to bardzo dokładnie.
Co więcej, wbudowana nawigacja, co mocno mnie zaskoczyło, perfekcyjnie ogarnia sytuację na drodze. Kiedy system wykrył zatory na powrocie, sam zaproponował objazd, który oszczędził nam co najmniej godzinę stania w korku.
To nie jest tylko mapa, to już inteligentny asystent, który wie, ile energii zostanie ci w baterii o pojemności 64,7 kWh netto po dojechaniu do celu.
Do tego Countryman to bardzo pakowne auto. Wielu "tradycjonalistów" twierdzi, że elektryk nie nadaje się na rodzinne wyjazdy przez małe kufry. Bzdura. Pojemność bagażnika w nowym Countrymanie to ponad 460 litrów, a po złożeniu kanapy mamy do dyspozycji aż 1450 litrów.
My akurat nie potrzebowaliśmy przewieźć pralki, ale na tylnej kanapie nasze dwa psy miały tam królewskie warunki, a torby, legowiska i zapasy karmy na dwa tygodnie zniknęły w czeluściach kufra bez konieczności upychania ich kolanem.
Dramat Tesli pod Nidzicą, a ja idę na obiad
Kluczowy moment? Ładowanie. Zatrzymaliśmy się na Ionity pod Nidzicą. Nie miałem żadnego "Plug & Charge", chociaż taka opcja jest oczywiście w MINI. Po prostu szybka autoryzacja z apki, podpięcie kabla i gotowe.
W czasie, gdy my jedliśmy spokojnie obiad, MINI sączyło prąd z mocą dochodzącą do 130 kW. Kiedy wróciliśmy po niespełna 30 minutach, bateria była prawie pełna. Normalnie bym się denerwował, no bo umówmy się, 130 kW to nie jest moc, z którą chciałbym ładować swoje auto. Na rynku jest już więcej lepszych rozwiązań. Nawet BMW ładuje się z maksymalną mocą 192 kW. To jest do poprawy przy najbliższym odświeżeniu.
Ale tutaj pełen chill, bo i tak trzeba było się zatrzymać, i tak chciałem coś zjeść, a skoro auto się ładowało, to i nie przeszkadzał tak ten majówkowy tabun ludzi w restauracji. Kolejne nerwy z głowy.
No i karta MINI uratowała nas przed problemami na słupkach. Obok nas stało kilku użytkowników Tesli, którzy wyraźnie mieli gorszy dzień. Coś nie stykało, ładowarki tego dnia odrzucały ich sesje, nerwowe telefony na infolinię... My w tym czasie, totalnie na luzie i bez pośpiechu, ruszyliśmy dalej.
I jasne, powiecie, że gdyby gonił mnie czas, to nie byłoby mi tak do śmiechu. I pewnie mielibyście rację, ale wybór elektryka na główne auto, to też zmiana podejścia do samego podróżowania, bo stawiacie przede wszystkim na ciszę w środku (podczas jazdy słychać tylko szumy powietrza na górze, ale glównie od szklanego dachu) i liczycie się z tym, że po drodze zrobicie sobie postój na ładowanie. W tym czasie coś jecie, odpoczywacie i jedziecie dalej.
A jak zależy wam na czasie i nie macie luksusu na utratę ani minuty, to wtedy do akcji wchodzi spalinówka lub hybryda, no ale co kto woli. Ja i tak lubię stanąć w drodze na kawę i hot-doga, więc dla mnie nie była to uciążliwość. Plus jechałem bez pręgieża czasowego, dlatego nie odliczałem każdej dodatkowej minuty.
Po przyjeździe na miejsce też pełen luz, bo postawiłem auto na szybkiej ładowarce obok bloku szwagierki i podczas kiedy my piliśmy kawę, samochód odzyskiwał baterię na drogę powrotną.
Przestańcie się bać, zacznijcie jeździć
Wiem, że pod tym tekstem pojawią się komentarze o "elektrycznych zabawkach" i "prawdziwych samochodach na benzynę". Ale prawda jest taka, że jeśli ktoś trochę zmieni podejście do mobilności, to nowy MINI Countryman SE to maszyna kompletna. Jest szybki, niesamowicie komfortowy i przewidywalny. A to tego ma swój wyjątkowy design.
Hejtujcie, ile chcecie, ale ja tę majówkę wygrałem. Bez stresu, bez kolejek na stacjach i z uśmiechem na każdym zakręcie.
