
Do 2029 roku na europejskim rynku zadebiutuje pięć zupełnie nowych modeli Forda. I nie będą to bezduszne jeździdełka, bo to, co obwieszczono za oceanem napawa motoentuzjastów nadzieją i dreszczykiem emocji.
Kiedy Ford zaczął masowo uśmiercać swoje największe hity, łapałem się za głowę. Zniknęła kultowa Fiesta, na szafot posłano Mondeo, a Focus odlicza już dni do końca produkcji.
Marka, która zmotoryzowała Europę, postanowiła zalać nas ciężkimi autami elektrycznymi zbudowanymi na platformach Volkswagena i mogła tylko patrzeć, jak sprzedaż leci na łeb na szyję, czyli z ponad miliona sztuk w 2019 roku do 426 tysięcy w zeszłym roku.
Ale wiecie co? Wygląda na to, że w centrali ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy. Ford ogłosił właśnie swój wielki plan powrotu na szczyt i zatamowania odpływu klientów. I zapowiada się to tak dobrze, że aż wbiło mnie w fotel.
Do 2029 roku na europejskim rynku zadebiutuje pięć zupełnie nowych modeli. I nie, nie będą to generyczne, bezduszne jeździdełka. Ford obiecuje nam nowe modele uszyte na miarę europejskich kierowców, mocno nawiązujące do sportowego i rajdowego dziedzictwa marki. A co najważniejsze, to wszystko wskazuje na to, że legenda segmentu B powraca z zaświatów.
Nowy Ford Fiesta powstanie we współpracy z Renault
Gdy zaprezentowano sylwetki nadchodzących aut, zobaczyć można było znajomą bryłę i sygnaturę świetlną. Tak, nowy Ford Fiesta najprawdopodobniej stanie się faktem. Pierwszym z zapowiadanych modeli będzie mały elektryk, a to, jak Ford zamierza go zbudować, to goraca nowina ostatnich miesięcy.
Amerykanie nawiązali strategiczną współpracę z Renault. Nadchodzący hatchback będzie oparty na architekturze RG EV Small francuskiej firmy, czyli tej samej, na której bazuje fenomenalnie wyglądające nowe Renault 5 i sportowe Alpine A290.
Ford zarzeka się jednak, że nie będzie to tylko znaczek przyklejony do francuskiego "gotowca". Model ma być skrojony pod rajdy i oferować zwinne, dające frajdę właściwości jezdne, do których przyzwyczaiła nas stara, dobra Fiesta.
Pomoże w tym wielowahaczowe zawieszenie tylne zaczerpnięte z Alpine. Będzie to zresztą pierwsza Fiesta z takim układem osi na pokładzie.
Trzy nowe SUV-y i przeprosiny z hybrydami
Zaraz po hatchbacku, do gry wejdzie mały elektryczny SUV. Gabarytowo (około 4,2 metra długości) będzie mu blisko do obecnej Pumy i wykorzysta podzespoły nadchodzącego Renault 4. Będzie to w praktyce następca dzisiejszej Pumy Gen-E, w której silnik na prąd wsadzono nieco na siłę do spalinowego podwozia.
Prawdziwa bomba kryje się jednak w dalszej części planu. Okazuje się, że marka rewiduje swój dotychczasowy upór przy prądzie i mocno stawia na podejście wieloenergetyczne. W języku korporacyjnym oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko hybrydowe napędy.
Dostaniemy kolejnego małego SUV-a (nieco szerszego i wyższego od wariantu w 100 proc. elektrycznego), który najpewniej przejmie kultową nazwę Puma. Następny w kolejce jest większy, wieloenergetyczny model, który zadebiutuje jako nowy Ford Kuga.
Z zapowiedzi wynika, że on również dostanie bardzo dynamiczną, niemal sportowe oblicze, będąc świetnie prowadzącym się autem rodzinnym.
Jim Baumbick, szef europejskiego oddziału Forda, rzuca na ten temat nieco więcej światła: – To nie są tylko umowy, to strategiczne dźwignie. Współpracujemy z najlepszymi, by działać szybko i na dużą skalę, z obsesją na punkcie produktu, by dostarczać pełne pasji, niepowtarzalne pojazdy Forda – tłumaczył w rozmowie z zachodnimi mediami.
Nie mogło więc zabraknąć najważniejszego pytania: czy któryś z crossoverów zwiastuje powrót nazwy Ford Focus? Baumbick tajemniczo odpowiedział: – Nie jestem w pozycji, by cokolwiek dzisiaj ujawniać, ale z pewnością historia i dziedzictwo niektórych z tych nazw nie umykają naszej uwadze.
Europejski Ford Bronco wywróci rynek do góry nogami?
Na samym szczycie tej nowej układanki stanie flagowiec, na którego od lat czekało wielu entuzjastów motoryzacji. Do Europy oficjalnie wjedzie model mocno inspirowany kultowym, amerykańskim odpowiednikiem, czyli zupełnie nowy, dopasowany do naszych dróg Ford Bronco, o którym już kilkukrotnie pisaliśmy w naTemat.pl.
Z udostępnionych zwiastunów wynika, że europejskie Bronco zachowa swój legendarny, kanciasty wygląd, okrągłe światła do jazdy dziennej i surowy styl, ale pod maską zobaczymy napęd hybrydowy.
To genialny ruch, który zapewni świetną dynamikę, a jednocześnie zadowoli rygorystyczne normy emisji spalin. Wnętrze ma być równie bojowe i wytrzymałe, z elastyczną konfiguracją foteli.
Samochód, który ma wyjeżdżać z fabryki w Walencji, rzuci rękawicę takim hybrydowym wyjadaczom jak Toyota RAV4, Honda CR-V czy nowym modelom Stellantis (jak Peugeot 3008).
Dawno żadne nowości w świecie motoryzacji nie dały mi tyle nadziei, co ten plan Forda. Koniec z uśmiercaniem legend i przymuszaniem każdego kierowcy do wtyczki. Szykują się auta z charakterem, które wreszcie będą znów świetnie jeździć, korzystając jednocześnie z hybrydowego rozsądku. Oby tylko to wszystko dowieźli.
