
Rządowe programy osłonowe i obniżka VAT na paliwo sprawiły, że koszty tankowania chwilowo nas nie zabijają. Ale wiecie co? W Brukseli właśnie ktoś uznał, że ta sielanka za bardzo obciąża system. I ma nowy, dość radykalny pomysł.
Jak donosi portal wnp.pl, Unia Europejska planuje wielkie sprzątanie w podatkach. Chce, aby we wszystkich krajach członkowskich obowiązywała tylko jedna, podstawowa stawka VAT na paliwa oraz maksymalnie jedna stawka obniżona i to stosowana wyłącznie w absolutnie wyjątkowych przypadkach.
Co to oznacza dla nas, kierowców? Mówiąc najprościej: Bruksela ma pomysł, żeby raz na zawsze ukrócić ręczne sterowanie cenami przy kasie, a to dla zjadaczy chleba oznacza tylko jedno: podwyżki i szczuplejszy portfel.
Bruksela mówi "stop" tarczom osłonowym
Obecne tarcze osłonowe na rynku paliwowym w Polsce to dla naszych portfeli zbawienie. Rząd poprzez kombinacje przy podatkach i akcyzie sztucznie utrzymuje ceny benzyny i diesla na akceptowalnym poziomie. My się cieszymy, ale księgowi w Ministerstwie Finansów co miesiąc płaczą.
Taki system kosztuje polski budżet około 1,5 miliarda złotych... miesięcznie. Każdego miesiąca państwo rezygnuje z gigantycznych wpływów, żebyśmy na stacjach nie zobaczyli kwot z kosmosu.
Finansowi eksperci z Komisji Europejskiej patrzą na te tabelki w Excelu i łapią się za głowy. Ich zdaniem dłuższe sztuczne utrzymywanie takich akcji, jak pakiet "Ceny Paliw Niżej" to prosta droga do drastycznego zadłużania państwa i windowania inflacji.
Z ekonomicznego punktu widzenia mają pewnie rację, ale spróbujcie to wytłumaczyć komuś, kto zaraz musi zatankować auto do pełna.
Największy problem polega na tym, że nowe, unijne przepisy podatkowe mają uderzyć precyzyjnie w to, co boli nas najbardziej: w energię, gaz ziemny, węgiel i paliwa transportowe. UE twierdzi, że szeroko zakrojona obniżka VAT na paliwo to fatalny pomysł z dwóch powodów.
Po pierwsze, nakręca globalną spiralę zadłużenia publicznego, które w Europie powoli dobija do historycznych rekordów niewidzianych od czasów II wojny światowej. Po drugie, i to jest bardzo "unijne" myślenie, tanie paliwo na stacjach sprawia, że po prostu chętniej jeździmy i kupujemy więcej surowców.
A przecież Europa własnych złóż ropy prawie nie ma, jest uzależniona od rynków światowych i powinna zużycie paliw ograniczać, a nie stymulować.
Zamiast niższych cen dla wszystkich dopłaty dla wybranych
Żeby nie było, że urzędnicy z Brukseli nie są kompletnie bezduszni i nie chcą po prostu patrzeć, jak obywatele biednieją. Mają jednak zupełnie inną filozofię pomocy niż nasz rząd.
Zdaniem Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego obecny program "Ceny Paliw Niżej" jest niesprawiedliwy społecznie. Dlaczego? Bo tarcza paliwowa działa tak samo na właściciela 20-letniego Fiata Punto, jak i na kogoś, kto tankuje paliwo premium do luksusowego SUV-a z trzylitrowym silnikiem.
Bogatsi zużywają więcej energii i paliwa, więc paradoksalnie to oni najbardziej zyskują na obniżkach podatków.
Nowy pomysł zakłada, że podatek VAT w UE ma być sztywny i wysoki, a zamiast ulg dla każdego na stacji, rządy powinny wprowadzić celowane, punktowe transfery gotówki. Pomoc finansowa miałaby trafiać bezpośrednio na konta tych rodzin, dla których wysokie koszty tankowania czy rachunki za prąd oznaczają realne ryzyko bankructwa.
Czy musimy już teraz bać się drożyzny?
Kiedy czytam o takich rewelacjach z Brukseli, sam podświadomie zaczynam kalkulować, ile zapłacę za benzynę podczas najbliższego testu jakiegoś mocnego, spalinowego klasyka. Na szczęście na ten moment mam dla was uspokajającą wiadomość: to wciąż faza koncepcji i propozycji, a nie gotowa ustawa.
Zanim te rewolucyjne pomysły przejdą przez całą unijną machinę urzędniczą i zyskają akceptację Parlamentu Europejskiego, minie jeszcze sporo czasu. Polscy kierowcy mogą na razie spać spokojnie.
Rząd zamierza utrzymać obecne mechanizmy obronne w najbliższych miesiącach, więc nadchodzące wakacje powinniśmy przetrwać bez nagłego szoku cenowego przy dystrybutorach. Ale kierunek, w którym idzie Europa, jest jasny: era taniego tankowania dzięki państwowym ulgom powoli dobiega końca.
