George R.R. Martin
Fot. Shutterstock; materiał prasowy / Netflix. Montaż: naTemat

George R.R. Martin jest czujnym obserwatorem popkultury, który niejednokrotnie dzielił się z czytelnikami swoimi przemyśleniami na temat kina oraz telewizji. Jeden z seriali Netflixa zrobił na nim piorunujące wrażenie. Jego protagonistkę można porównać do Aryi Stark z cyklu "Pieśń lodu i ognia".

REKLAMA

Mówi się (pół żartem, pół serio), że autor "Gry o tron" robi wszystko, byle nie pisać szóstej powieści sagi fantasy "Pieśń lodu i ognia" – nie bez powodu krąży po internecie pytanie, dlaczego George R.R. Martin nie kończy "Wichrów zimy". Twórca Westeros, bez którego nie mielibyśmy seriali "Gra o tron", "Ród smoka" i "Rycerz Siedmiu Królestw", często poświęca swój czas rozmowom o popkulturze, polecając swoim miłośników sprawdzone przez siebie tytuły.

Dwa lata temu amerykański fantasta zachwycił się serialem animowanym, który przez kilka tygodni znajdował się wysoko w zestawieniu dziesięciu najlepszych produkcji serwisu streamingowego Netflix. W dziele inspirowanym japońską kulturą dostrzeżemy elementy typowe dla jego uniwersum. Napędzana zemstą bohaterka zamierza pomścić siebie i swoją matkę. Niemalże identyczny sam cel przyświecał Aryi Stark, granej przez Maisie Williams w "Grze o tron".

George R.R. Martin poleca serial animowany "Niebieskooki samuraj"

"Zawsze miło jest trafić na coś, czego się wcześniej nie widziało. Na świetny serial, który po prostu powala, wbija się w ciebie pazurami i nie chce cię puścić" – mogliśmy przeczytać w 2024 roku na swojej stronie George R.R. Martin, Not A Blog. Pisząc to, kultowy pisarz miał na myśli serial animowany "Niebieskooki samuraj", który w pierwszym sezonie zabrał widzów do XVII-wiecznej Japonii. Jego akcja rozgrywa się w czasach szogunatu Tokugawów (w okresie Edo), cechującego się polityką izolacjonizmu (Sakoku), zakazującą kontaktów z Zachodem.

Mizu to pół-Japonka, pół-Europejka, która ze względu na niebieskie oczy i niezbyt wyspiarską urodę doświadcza w swej ojczyźnie ostracyzmu. Jako dorosła wojowniczka wyrusza po zemstę na wszystkich mężczyznach, którzy sprowadzili cierpienie na nią i jej matkę. Kobieta ukrywa prawdziwą tożsamość przed światem – nie może nikomu ufać. Nosi okulary z żółtymi szkłami i kapelusz z dużym rondem, który choć trochę zasłaniają znak zdradzający jej pochodzenie, a także męskie ubrania, gdyż – jak sama tłumaczy – musi żyć jak facet, by zemścić się na "białych" arcywrogach.

"'Niebieskooki Samuraj' ma najpiękniejszą oprawę graficzną, jaką kiedykolwiek widziałem. Fabuła jest również rewelacyjna. [...] Brutalna, instynktowna, miejscami nieco perwersyjna, z niesamowitymi scenami akcji i obsadą dobrze rozwiniętych postaci: barwnych, złożonych i autentycznych. [...] Przypomniało mi to książki, które czytałem. [...] Nawet jeśli zazwyczaj nie oglądasz animacji, spróbuj" – napisał Martin, podkreślając, że dzieło małżeństwa, Amber Noizumi i Michael Green, powinno przypaść do gustu każdemu, kto uwielbia adaptacje na podstawie jego prozy.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jak pisałam wcześniej w naTemat, popularność "kreskówkowego" serialu dla dorosłych odpowiadała przede wszystkim wartka akcja, znakomite sekwencje walk (animatorzy rysowali je na podstawie storyboardów, które powstały z montażu prawdziwej choreografii kaskaderów) oraz dobrze poprowadzone postaci. Swego czasu twórcy hitu pokazali zapowiedź drugiego sezonu.

W obsadzie dubbingowej "Niebieskookiego samuraja" znaleźli się: Maya Erskine ("Mr. & Mrs. Smith"), Darren Barnet ("Tylko nie ty"), Brenda Song ("Nie ma to jak hotel"), Masi Oka ("Notatnik śmierci"), George Takei (odtwórca Hikaru Sulu w "Star Treku"), Harry Shum Jr. ("Bajecznie bogaci azjaci"), Stephanie Hsu ("Wszystko wszędzie naraz") oraz Kenneth Branagh ("Belfast").