
Kamer monitoringu wciąż przybywa i montujemy je już dosłownie wszędzie. "Wielki Brat" pojawia się nie tylko w sklepach i firmach, ale również na prywatnych domach i posesjach. Często takie urządzenia nie tylko dbają o bezpieczeństwo, ale też przy okazji... podglądają sąsiadów.
Łatwy dostęp i niskie ceny sprzętu sprawiły, że dziś niemal każdy chce mieć własny monitoring domowy. Chodzi zazwyczaj o to, by skutecznie nastraszyć potencjalnego złodzieja lub nagrać akt wandalizmu. Niestety nie każdy przejmuje się faktem, że urządzenia, które są w stanie śledzić i nagrywać każdy ruch i dźwięk 24/7, mogą naruszać prywatność sąsiadów.
Czy prywatny monitoring domowy jest w ogóle legalny?
Zgodnie z obowiązującymi przepisami instalacja takich urządzeń na własnej działce nie łamie prawa, o ile sprzęt spełnia konkretną funkcję. Portal next.gazeta.pl przypomina, że pole widzenia powinno obejmować wyłącznie teren należący do właściciela nieruchomości.
Legalna kamera na elewacji może nagrywać nasz własny podjazd, przydomowy ogród czy główne wejście do budynku. W takich sytuacjach przepisy traktują to jako działanie o charakterze ściśle osobistym.
Schody zaczynają się w momencie, gdy system nagrywa okna domu obok, cudzą posesję albo fragment drogi publicznej. Wówczas właściciel urządzenia zaczyna przetwarzać dane osobowe, nielegalnie gromadząc wizerunek innych osób. Urząd Ochrony Danych Osobowych przypomina, że takie zachowania są niedopuszczalne.
Zobacz także
Surowe kary za podglądanie sąsiadów. Niektórzy przesadzają z kamerami
Dziennikarze next.gazeta.pl opisali historię Michała, który po przeprowadzce miał do czynienia z wścibskim sąsiadem, który zainstalował system śledzący. Jedną z kamer wycelował prosto w dom bohatera tekstu.
– Sąsiad cały czas odpowiada, że kamera tylko wygląda, jakby była wycelowana w nasz dom, w rzeczywistości obejmuje tylko jego bramę wjazdową. Ale poproszony o udostępnienie obrazu – odmawia. Czujemy się jak w Big Brotherze. Zastanawiamy się nad foliami na okna typu weneckie lustro, by nie zaglądał nam do domu – mówił rozmówca portalu.
Z kolei kobieta z innej historii, Magdalena, skarżyła się, że obiektyw mechanicznie podąża za jej rodziną na podwórku. – Kamera sąsiada nas prześladuje. Śledzi każdy nasz ruch. Ustawiona jest na nasz dom, gdy zaczynamy kręcić się po podwórku, podąża za nami. To jasny dowód na to, że obejmuje nasz dom. Rozmowy nie przyniosły żadnych rezultatów, wzywana policja rozkładała ręce. Zostaje tylko droga sądowa. Jestem już po rozmowie z prawnikiem – mówiła w next.gazeta.pl.
W skrajnych sytuacjach do akcji wkracza sam Urząd Ochrony Danych Osobowych. Instytucja badała sprawę, w której kilkanaście kamer rejestrowało obraz i dźwięk przez całą dobę, a jedna z nich zaglądała wprost do cudzej toalety. Prezes UODO wezwał właściciela posesji do usunięcia sprzętu.
Mirosław Wróblewski
prezes UODO
Za takie naruszenia grozi surowa kara. Serwis next.gazeta.pl przytacza wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który nakazał podglądaczowi zapłatę 5 tys. zł zadośćuczynienia poszkodowanej osobie. Z kolei Sąd Okręgowy w Słupsku nie dał się nabrać na tłumaczenia o "ochronie mienia". Uznał wprost, że urządzenia służyły głównie do śledzenia życia innych ludzi.
Trzeba też pamiętać o tym, że Unijny Trybunał Sprawiedliwości (TSUE) uznał, że prywatna kamera monitoringu nie może nagrywać i podsłuchiwać też miejsc publicznych np. ulicy czy chodnika. Może rejestrować tylko to, co dzieje się na naszej posesji.
Wścibski sąsiad i kamera na elewacji. Co właściwie można robić?
Wielu właścicieli posesji nawet nie zdaje sobie sprawy, że ich kamery zbierają zbyt dużo wrażliwych danych (lub to świadomie to ignorują). Nagrywany jest bowiem wizerunek innych osób w miejscu prywatnym.
Zanim zaczniemy wojnę podjazdową z sąsiadem, na początku warto z nim spokojnie porozmawiać i poprosić go o przestawienie kąta widzenia. W oprogramowaniu nowoczesnego obiektywu można bowiem bez trudu nałożyć tak zwane maski prywatności, czyli po prostu czarne strefy całkowicie zasłaniające cudzy teren.
Jeśli taka perswazja w ogóle nie zadziała, wezwanie policji rzadko przynosi natychmiastowy efekt, o ile nie mamy do czynienia z uporczywym stalkingu. Mecenas Iwo Klisz radzi na łamach next.gazeta.pl, by konflikt zacząć od wysłania oficjalnego wezwania do zaprzestania naruszeń.
Kolejnym krokiem jest oficjalna skarga do UODO lub bezpośredni pozew do sądu cywilnego. Poszkodowany ma prawo domagać się demontażu uciążliwej instalacji monitorującej oraz zadośćuczynienia za poniesione straty moralne.
