Fan metalu, w tle koncert Slayera
3 płyty zespołu Slayer, po które warto sięgnąć Foto: Cast Of Thousands, Zamrznuti tonovi/Shutterstock

6 czerwca to święto metalowców. A dokładniej: fanów zespołu Slayer. Tego dnia wielbiciele jazgotliwych gitar, perkusyjnych kanonad i wrzasku w miejsce śpiewu mogą bezkarnie zamęczać bliskich swoją ulubioną muzyką. My podpowiadamy, po które płyty dokładnie sięgnąć.

REKLAMA

Najpierw wyjaśnijmy jednak, o co chodzi. Międzynarodowy Dzień Slayera jest obchodzony od 6 czerwca 2006 r., czyli 6.06.2006 r. Data znamienna, gdyż pojawiają się w niej trzy szóstki. To czas, kiedy fani słuchają Slayera (oczywiście bardzo głośno!). Wszystko zostało zapoczątkowane raczej jako żart, ale nowa tradycja się przyjęła.

Slayer to klasyk metalu, a "Reign in Blood" to "Biblia metalowca"

Dla tych, którzy nie wiedzą: Slayer to kultowa grupa metalowa, która powstała na początku lat 80. i nagrała szereg albumów, które zdefiniowały co najmniej dwa podgatunki metalu: thrash metal (szybka perkusja, szybkie, jazgotliwe gitary i wrzaskliwy wokal – coś jak wczesne nagrania Metalliki) oraz death metal (jeszcze szybsza perkusja, jeszcze bardziej nieczytelne, ciężkie gitary i growl, czyli przerażający, niski wokal).

Najważniejszym i najbardziej znanym wydawnictwem Slayera jest album "Reing in Blood" z 1986 roku. Wystarczy przypomnieć, że to tu znajdują się utwory "Angel of Death" i "Raining Blood", znane każdemu fanowi, ale też wykorzystywane w popkulturze. Przykładowo, dzięki Cartmanowi, jednemu z bohaterów "South Park", wiemy, że tym pierwszym możemy łatwo odstraszyć hipisów.

Jeżeli nie znasz "Reign in Blood", nie możesz uważać się za "metala" z krwi i kości – powie ci każdy metal. Sam zespół zdaje sobie sprawę z fenomenu tej płyty i monetyzuje go na wszelkie sposoby. Choć oficjalnie zakończył karierę, w tym roku zagra jeszcze mini-trasę, na której odegra w całości materiał z tegoż krążka.

Na południe od nieba, czyli Slayer zwalnia

Co zrobić, jak nagrało się kultowy album niemal na początku kariery? Pozostaje w nieskończoność rejestrować jego kopie i sprzedawać w innym opakowaniu albo... zrobić krok w bok. I właśnie to zrobili muzycy Slayera, komponując materiał na "South of Heaven" z 1988 roku. Tym razem pokazali, że potrafią komponować też wolniejsze, przestrzenne kompozycje, bliższe nawet klasykom z Black Sabbath.

W efekcie powstał album o wiele dojrzalszy, łatwiej przyswajalny i... początkowo znienawidzony przez konserwatywnych fanów. Dziś to jednak klasyk wymieniany jednym tchem obok "Reign...".

Dalsza część artykułu poniżej.

"Diabolus in Musica", czyli zespół nagrywa swoją najbardziej kontrowersyjną płytę

Każdy zespół nagrywa jednak w końcu taką płytę, którą podpada większości fanów. Tak też jest z "Diabolus in Musica" z 1998 roku. To album bardziej nowoczesny, inspirowany muzyką choćby Machine Head, grupy, która wcześniej supportowała Slayera.

Co ciekawe, sami muzycy nie przepadają za tym eksperymentem, gdyż nawet w czasie, gdy jeszcze intensywnie koncertowali, niemal w ogóle nie prezentowali na żywo utworów z tej płyty.

Jak jednak nie dać temu albumowi kolejnej szansy, skoro jest "Dzień Slayera"? Tym bardziej, że to bardzo energetyczny, porywający krążek, wypełniony naprawdę bardzo dobrymi numerami. A że dalszy stylistycznie od tego, co grupa nagrywała wcześniej... Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, dajcie mu jeszcze jedną szansę.