Agresja drogowa w Gdańsku
Wyskoczył na motocyklistę z... poziomicą. Absurdalna sytuacja z Gdańska Zrzut ekranu z YouTube.com / Stop Cham

Profil Stop Cham opublikował kolejne nagranie, na którym zarejestrowano agresję na drodze. Tym razem film pochodzi z Gdańska i został nagrany 3 czerwca tego roku. Widać na nim reakcję kierowcy na słuszne pretencje motocyklisty. Ale prowadzący jednoślad nie przypuszczał jednak, co się stanie po słownej potyczce.

REKLAMA

Spędzając za kierownicą wiele godzin tygodniowo myślisz, że widziałeś wszystko, a potem włączasz wideo z polskiej ulicy i łapiesz się za głowę. Piszę o zaawansowanych systemach bezpieczeństwa, testuję radary, asystentów pasa ruchu i kamery 360 stopni, a na koniec dnia i tak największym problemem na drodze okazuje się odklejony od rzeczywistości czynnik ludzki.

Najnowszy przykład tego, jak irracjonalna potrafi być agresja drogowa, dotarł z Pomorza.

Wymuszenie pierwszeństwa i "rycerz" gotowy do walki

Sytuacja z 3 czerwca. Ciasna osiedlowa ulica. Zwykły, powolny przejazd, w którym wystarczyłoby odrobinę zdrowego rozsądku i ostrożności. Z relacji poszkodowanego motocyklisty, który zarejestrował całą sytuację wynika, że jechał bardzo ostrożnie, wręcz "na radarze", próbując przewidzieć to, z czym zmagamy się w naszych miastach na co dzień, czyli z autami wyjeżdżającymi na ślepo zza zaparkowanych pojazdów.

I dokładnie to się wydarzyło. Kierowca samochodu osobowego postanowił wyjechać z miejsca postojowego, nie sprawdzając, czy ulica jest pusta doprowadzając do niebezpiecznej sytuacji. Jego Volkswagen Caddy miał sporo miejsca po bokach, więc widoczność miał dobrą. Dodatkowo motocyklista uzył klaksonu, żeby ostrzec kierowcę.

Doszło jednak do klasycznego wymuszenia pierwszeństwa, a kierowca jednośladu musiał ratować się gwałtownym odbiciem w lewo, żeby uniknąć kontaktu z autem osobowym.

Czytaj także:

W takich momentach normalny człowiek podnosi rękę, przeprasza i temat jest zamknięty. Ale nie tutaj. Zamiast skruchy, kierowca motocykla doczekał się ataku furii. Krewki kierowca w ułamku sekundy zamienił się w wojownika, a za oręż posłużył mu... sprzęt budowlany.

"Odwróciłem się i widzę że chłop coś bluźni i wymachuje rękoma. To zawróciłem żeby wyjaśnić sytuację. Ten narwaniec wyciąga poziomicę i leci na mnie jak z mieczem ubliżając mi. Poinformowałem go że właśnie został nagrany i odjechałem. Jestem kierowcą auta i motocykla i jak popełniam błąd przepraszam i jadę dalej. Takie zachowanie trzeba tępić" – czytamy w relacji motocyklisty.

Kamera na kasku podziałała jak kubeł zimnej wody

Jeśli jest w tej historii jakikolwiek pozytyw, to jest nim finał. Co błyskawicznie ostudziło zapał agresora z "mieczem"? Jedno, magiczne w dzisiejszych czasach słowo: nagranie z kamery.

To kolejny dowód na to, jak potężnym narzędziem prewencyjnym stał się monitoring osobisty. Kiedyś na słowo przeciwko słowu udowodnienie komuś winy graniczyło z cudem.

Czytaj także:

Dziś kamera na kasku motocyklowym albo wideorejestrator za szybą samochodu to absolutne "must have" dla każdego, kto chce czuć się choć trochę bezpieczniej i mieć twardy dowód w razie podobnych, absurdalnych starć z drogowymi furiatami.

To nagranie spokojnie może trafić na skrzynkę "Stop Agresji Drogowej". Policja z pewnością chętnie zapoznałaby się z rycerskimi wyczynami gdańskiego kierowcy. Może mandat za stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym przypomniałby mu, do czego na drodze służą oczy, lusterka i hamulce, a do czego w ogólnym życiu służy poziomica. Bo na pewno nie do walki wręcz na środku ulicy.