Pierwszy "kaskader" na motocyklu bez prawka
Pierwszy "kaskader" na motocyklu bez prawka. Nowe przepisy działają bezlitośnie Fot. KPP w Przasnyszu

Od 3 czerwca zaostrzono przepisy za niebezpieczną jazdę na motocyklu oraz samochodem. Boleśnie przekonał się o tym 28-latek z powiatu przemyskiego, który na swoim Kawasaki postanowił zabawić się w drogowego "kaskadera". I to dzień po zaostrzeniu prawa.

REKLAMA

Cała sytuacja miała miejsce w czwartkowy wieczór (4 czerwca), tuż przed godziną 19. To właśnie wtedy policjanci z przemyskiej drogówki zauważyli ryczące Kawasaki, którego kierowca postanowił oderwać przednie koło od asfaltu.

Taka brawurowa jazda na drodze publicznej to złamanie nowych przepisów. Motocyklista nie tylko stworzył realne zagrożenie dla samego siebie, ale przede wszystkim dla innych uczestników ruchu.

Reakcja funkcjonariuszy mogła być tylko jedna. Szybka kontrola drogowa błyskawicznie zakończyła popisy 28-latka. Rachunek za tę chwilę wolności okazał się wyjątkowo słony. Mężczyzna został ukarany mandatem w wysokości 1500 zł, a na jego konto powędrowało aż 10 punktów karnych.

Co jednak najbardziej bolesne dla każdego fana dwóch kółek, ostatecznym finałem tej przejażdżki była natychmiastowa utrata prawa jazdy na 3 miesiące. Sezon dla tego pana właściwie dobiegł końca.

Jazda na jednym kole to teraz to samo co drift

Warto w tym miejscu przypomnieć coś, co wielu miłośnikom agresywnej jazdy najwyraźniej wciąż umyka. Policja nie musi już szukać okrężnych paragrafów czy ogólnych sformułowań o stwarzaniu zagrożenia, by karać za takie wybryki. Od 3 marca 2026 roku w Polsce obowiązują nowe przepisy drogowe, które nie zostawiają złudzeń.

Obecnie jazda na jednym kole po drogach publicznych, w strefach zamieszkania czy strefach ruchu jest wprost zabroniona przez prawo. Ustawodawca zaktualizował artykuł 86c Kodeksu wykroczeń, traktując celowe oderwanie koła od nawierzchni dokładnie tak samo, jak wprowadzanie samochodu w poślizg, czyli popularny drift.

Jeśli komuś nadal marzy się traktowanie publicznej ulicy jak prywatnego "toru wyścigowego", radzę szybko zrewidować plany, bo obecny taryfikator jest bezwzględny. Za celowe "uniesienie koła" grozi:

  • Minimum 1500 zł grzywny za sam fakt naruszenia przepisu.
  • Minimum 2500 zł grzywny, jeśli policja uzna, że ta niebezpieczna jazda doprowadziła do stworzenia zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym (górna granica to aż 5000 zł!).
  • Bezwzględna i automatyczna utrata prawa jazdy na 3 miesiące.
  • Do tego wszystkiego trzeba doliczyć jeszcze jeden, często pomijany koszt. Informacja o takim wykroczeniu błyskawicznie ląduje w systemie, a to oznacza, że ubezpieczyciele będą mieli twardy argument, by przy wyliczaniu polisy OC na kolejny rok potraktować takiego kierowcę o wiele surowiej.

    Czytaj także:

    Krótko mówiąc: kilkanaście sekund popisywania się na motocyklu oznacza nie tylko przymusowy powrót do komunikacji miejskiej na najbliższy kwartał, ale też potężny drenaż portfela.