
Korzystanie z telefonu podczas jazdy to obecnie absolutna plaga na drogach. Wydaje nam się, że "to tylko sekunda", ale nowe badanie przeprowadzone przez niemiecki ADAC bezlitośnie obnaża prawdę. Pędzimy w ciemno, a uratować nas przed nami samymi może już tylko sztuczna inteligencja.
Eksperci z ADAC postanowili sprawdzić, jak sytuacja wygląda w rzeczywistości. Wzięli pod lupę pięć wielkich niemieckich miast (Berlin, Hamburg, Monachium, Kolonię i Frankfurt nad Menem) i obserwowali ruch drogowy. Wyniki?
Z pozoru mogą wydawać się niewinne, bo przyłapano 2,7 proc. kierowców z telefonem w ręku lub na kolanach. Ale kiedy przełożymy to na ogólnokrajową skalę i natężenie ruchu, liczby stają się abstrakcyjne. Niemiecki automobilklub szacuje, że rocznie dochodzi tam do około miliarda, powtórzę: miliarda, naruszeń związanych z używaniem telefonu komórkowego za kierownicą.
Co więcej, w anonimowych ankietach ponad połowa badanych bez bicia przyznaje, że zdarza im się łamać ten przepis. Co ciekawe, zmienił się nasz sposób korzystania ze sprzętu.
Kiedyś głównym grzechem było trzymanie telefonu przy uchu podczas rozmowy. Dziś to rzadkość. Teraz smartfon ląduje w dłoni, a my patrzymy w ekran, czytając lub pisząc.
"Zaledwie dwie sekundy". Ile to metrów bez patrzenia na drogę?
Fizyki nie oszukasz. Szybkie zerkniecie na powiadomienie to średnio dwie sekundy dekoncentracji. Jeśli jedziesz w terenie zabudowanym przepisowe 50 km/h, przez te dwie sekundy pokonujesz niemal 30 metrów. To długość boiska do koszykówki. Przez 30 metrów wykonujesz przerażający "lot w ciemno".
Nie widzisz pieszego, który wchodzi na pasy. Nie widzisz, że auto przed tobą gwałtownie hamuje. To właśnie to śmiertelne niebezpieczeństwo na drodze, o którym trąbią eksperci. W sytuacji awaryjnej te metry dosłownie decydują o życiu lub śmierci, a wszystko przez chęć sprawdzenia, kto dał lajka pod zdjęciem.
Badacze z ADAC, współpracując z planistami transportu, przyjrzeli się też temu, kto właściwie popełnia te wykroczenia drogowe. Rekordzistami w tej niechlubnej statystyce okazali się kierowcy aut dostawczych (3,3 proc. zaobserwowanych naruszeń).
Trudno się dziwić, bo gonią ich terminy, szukają adresów w nawigacji, potwierdzają paczki. Znacznie lepiej wypadają kierowcy ciężarówek i autobusów (1,9 proc.).
Ale żeby nie było, że tylko zmotoryzowani mają za uszami, bo rowerzyści i użytkownicy hulajnóg elektrycznych również nagminnie patrzą w ekrany. W ankietach aż 36 proc. rowerzystów przyznało się do sięgania po smartfon w trakcie jazdy.
Fotoradary na telefony ze sztuczną inteligencją. Holandia już to ma
W Niemczech za to wykroczenie grozi mandat w wysokości minimum 100 euro oraz co najmniej jeden punkt karny. W Polsce taryfikator przewiduje 500 zł i 12 punktów karnych. Ale co z tego, skoro wykrywalność tradycyjnymi metodami (czyli przez patrol policji) jest znikoma? Policja rejestruje zaledwie ułamek faktycznych zdarzeń (ok. 400 tysięcy rocznie w Niemczech).
I tu na scenę wkracza technologia. Skoro nie potrafimy się powstrzymać, bat musi być skuteczniejszy. Aż 69 proc. ankietowanych popiera wprowadzenie na szeroką skalę inteligentnych systemów.
Fotoradary wyłapujące telefony (tzw. kamery Monocam) to urządzenia wyposażone w sztuczną inteligencję, które zaglądają do kabiny, analizują ułożenie dłoni kierowcy i w ułamku sekundy robią zdjęcie, jeśli wykryją smartfon.
W Holandii to już standard, przed którym kierowcy czują respekt. W Niemczech systemy te są na razie testowane lokalnie, np. w Nadrenii-Palatynacie. Patrząc jednak na to, jak gigantycznym problemem stało się rozproszenie uwagi przez smartfony, nie mam złudzeń. To tylko kwestia czasu, aż takie inteligentne kamery pojawią się nad każdą autostradą w Europie.
