
Lidl rozpoczął właśnie oficjalny pilotaż zupełnie nowego rozwiązania, które docelowo ma objąć cały kraj. Sieć dyskontów wprowadzi system kamer na parkingach, które mają ułatwić życie klientom, ale w rzeczywistości istnieje ryzyko, że staną się dla nich pułapką. Dlaczego?
Na pierwszy ogień poszły parkingi pod Lidlem w dziesięciu strategicznych lokalizacjach w Polsce, na liście znalazły się już m.in. Wrocław oraz Poznań. O co dokładnie chodzi?
Zamiast tradycyjnych, wiecznie psujących się parkomatów, przy wjazdach i wyjazdach zamontowano zaawansowany system rozpoznawania tablic rejestracyjnych. Kiedy wjeżdżasz na zakupy, specjalne kamery na parkingach Lidla skanują twój przód, zapisując dokładną godzinę i minutę przekroczenia linii.
Gdy kończysz pakować siatki do bagażnika i opuszczasz teren sklepu, system robi to samo, automatycznie podliczając czas, jaki spędziłeś na miejscu.
Z perspektywy wygody to absolutny hit. Nie musisz szukać drobnych, nie musisz aplikować o żadne papierki, po prostu wjeżdżasz i robisz swoje. Niemcy chcą w ten sposób ukrócić proceder blokowania miejsc przez osoby, które z parkingów dyskontów robiły sobie darmowe miejsca przesiadkowe albo zostawiały tam auta na całe dnie, idąc do pracy w pobliskich korporacjach.
Podobne rozwiązanie od jakiegoś czasu testuje już zresztą Biedronka, więc widać wyraźnie, że handel detaliczny w Polsce nie chce już bawić się w półśrodki.
90 minut i ani minuty dłużej. Jaka kara grozi zapominalskim?
Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: tam, gdzie pojawia się automatyzacja i pełna kontrola, tam drastycznie kurczy się margines na ludzki błąd. Nowe, inteligentne nowe zasady parkowania w Lidlu jasno określają warunki gry.
Dla klientów sklepu czas darmowego postoju wynosi równe 90 minut. Półtorej godziny to aż nadto na standardowe zakupy, nawet jeśli utkniecie w gigantycznej kolejce do kasy samoobsługowej, bo system zablokuje się przy skanowaniu kajzerki.
Problem pojawi się wtedy, gdy po zakupach postanowicie wyskoczyć jeszcze na szybką kawę do pobliskiej kawiarni, zrobić zakupy w drogerii, na ryneczku albo spotkać się ze znajomym.
Dawniej, jeśli kontroler nie przeszedł fizycznie obok waszego auta, mieliście spore szanse na uniknięcie kary. Teraz system jest bezwzględny i nie ma ludzkiego oka, które można "ubłagać", jest tylko bezduszny algorytm.
Po przekroczeniu darmowego limitu czasu naliczana jest wysoka opłata za parking Lidl, która w fazie testowej, według wstępnych doniesień, może wynieść nawet do 150 złotych. Co ciekawe, konkurencyjna Biedronka w swoim systemie potrafi nawet sumować czas poszczególnych postojów, jeśli kierowca opuści plac i wrócić na niego w krótkim odstępie czasu.
Czy Lidl pójdzie tą samą drogą? Szczegółów musimy szukać w regulaminach wywieszonych przy wjazdach, ale jedno jest pewne: każda dodatkowa minuta ponad limit będzie was drogo kosztować.
Sprawa APCOA to jasne ostrzeżenie
Wprowadzenie pełnej automatyzacji na prywatnych parkingach przy marketach natychmiast budzi uzasadnione obawy o prawa konsumentów. Wszyscy pamiętamy przecież głośne awantury z prywatnymi zarządcami infrastruktury, którzy potrafili wlepić mandat za brak biletu w ułamku sekundy po tym, jak kierowca odszedł od auta do niesprawnego automatu.
Choć nowe kamery Lidla eliminują problem "papierka za szybą", to mechanizm odwoławczy w przypadku błędu systemu elektronicznego wciąż pozostaje wielką niewiadomą.
Na tym polu niezwykle aktywny staje się ostatnio Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK wziął pod lupę m.in. firmę APCOA Parking Polska, kwestionując skomplikowane i nieprzyjazne procedury reklamacyjne, ograniczanie dróg kontaktu wyłącznie do internetu czy straszenie gigantycznymi kosztami windykacji.
I choć sprawa APCOA nie uderza bezpośrednio w najnowszy pilotaż Lidla, to dla wszystkich operatorów technologicznych w Polsce jest to potężne ostrzeżenie. Cyfryzacja ma pomagać kierowcom i ułatwiać im życie, a nie stawać się maszynką do automatycznego łupienia portfeli zdezorientowanych klientów.
Zanim nowe kamery na dobre rozgoszczą się pod każdym sklepem w kraju, zarządcy muszą przygotować jasne, przejrzyste i przede wszystkim ludzkie procedury odwoławcze. W przeciwnym razie, zamiast zachwytu nad technologią, czeka nas fala konsumenckiej wściekłości.
