Parking, Lidl
Wielka zmiana na parkingach Lidla to pułapka. Fot. Shutterstock

Lidl rozpoczął właśnie oficjalny pilotaż zupełnie nowego rozwiązania, które docelowo ma objąć cały kraj. Sieć dyskontów wprowadzi system kamer na parkingach, które mają ułatwić życie klientom, ale w rzeczywistości istnieje ryzyko, że staną się dla nich pułapką. Dlaczego?

REKLAMA

Na pierwszy ogień poszły parkingi pod Lidlem w dziesięciu strategicznych lokalizacjach w Polsce, na liście znalazły się już m.in. Wrocław oraz Poznań. O co dokładnie chodzi?

Zamiast tradycyjnych, wiecznie psujących się parkomatów, przy wjazdach i wyjazdach zamontowano zaawansowany system rozpoznawania tablic rejestracyjnych. Kiedy wjeżdżasz na zakupy, specjalne kamery na parkingach Lidla skanują twój przód, zapisując dokładną godzinę i minutę przekroczenia linii.

Gdy kończysz pakować siatki do bagażnika i opuszczasz teren sklepu, system robi to samo, automatycznie podliczając czas, jaki spędziłeś na miejscu.

Z perspektywy wygody to absolutny hit. Nie musisz szukać drobnych, nie musisz aplikować o żadne papierki, po prostu wjeżdżasz i robisz swoje. Niemcy chcą w ten sposób ukrócić proceder blokowania miejsc przez osoby, które z parkingów dyskontów robiły sobie darmowe miejsca przesiadkowe albo zostawiały tam auta na całe dnie, idąc do pracy w pobliskich korporacjach.

Podobne rozwiązanie od jakiegoś czasu testuje już zresztą Biedronka, więc widać wyraźnie, że handel detaliczny w Polsce nie chce już bawić się w półśrodki.

90 minut i ani minuty dłużej. Jaka kara grozi zapominalskim?

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: tam, gdzie pojawia się automatyzacja i pełna kontrola, tam drastycznie kurczy się margines na ludzki błąd. Nowe, inteligentne nowe zasady parkowania w Lidlu jasno określają warunki gry.

Dla klientów sklepu czas darmowego postoju wynosi równe 90 minut. Półtorej godziny to aż nadto na standardowe zakupy, nawet jeśli utkniecie w gigantycznej kolejce do kasy samoobsługowej, bo system zablokuje się przy skanowaniu kajzerki.

Problem pojawi się wtedy, gdy po zakupach postanowicie wyskoczyć jeszcze na szybką kawę do pobliskiej kawiarni, zrobić zakupy w drogerii, na ryneczku albo spotkać się ze znajomym.

Dawniej, jeśli kontroler nie przeszedł fizycznie obok waszego auta, mieliście spore szanse na uniknięcie kary. Teraz system jest bezwzględny i nie ma ludzkiego oka, które można "ubłagać", jest tylko bezduszny algorytm.

Po przekroczeniu darmowego limitu czasu naliczana jest wysoka opłata za parking Lidl, która w fazie testowej, według wstępnych doniesień, może wynieść nawet do 150 złotych. Co ciekawe, konkurencyjna Biedronka w swoim systemie potrafi nawet sumować czas poszczególnych postojów, jeśli kierowca opuści plac i wrócić na niego w krótkim odstępie czasu.

Czy Lidl pójdzie tą samą drogą? Szczegółów musimy szukać w regulaminach wywieszonych przy wjazdach, ale jedno jest pewne: każda dodatkowa minuta ponad limit będzie was drogo kosztować.

Sprawa APCOA to jasne ostrzeżenie

Wprowadzenie pełnej automatyzacji na prywatnych parkingach przy marketach natychmiast budzi uzasadnione obawy o prawa konsumentów. Wszyscy pamiętamy przecież głośne awantury z prywatnymi zarządcami infrastruktury, którzy potrafili wlepić mandat za brak biletu w ułamku sekundy po tym, jak kierowca odszedł od auta do niesprawnego automatu.

Choć nowe kamery Lidla eliminują problem "papierka za szybą", to mechanizm odwoławczy w przypadku błędu systemu elektronicznego wciąż pozostaje wielką niewiadomą.

Na tym polu niezwykle aktywny staje się ostatnio Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK wziął pod lupę m.in. firmę APCOA Parking Polska, kwestionując skomplikowane i nieprzyjazne procedury reklamacyjne, ograniczanie dróg kontaktu wyłącznie do internetu czy straszenie gigantycznymi kosztami windykacji.

I choć sprawa APCOA nie uderza bezpośrednio w najnowszy pilotaż Lidla, to dla wszystkich operatorów technologicznych w Polsce jest to potężne ostrzeżenie. Cyfryzacja ma pomagać kierowcom i ułatwiać im życie, a nie stawać się maszynką do automatycznego łupienia portfeli zdezorientowanych klientów.

Zanim nowe kamery na dobre rozgoszczą się pod każdym sklepem w kraju, zarządcy muszą przygotować jasne, przejrzyste i przede wszystkim ludzkie procedury odwoławcze. W przeciwnym razie, zamiast zachwytu nad technologią, czeka nas fala konsumenckiej wściekłości.