
Wirtualni uczniowie, handel danymi osobowymi, wyłudzanie subwencji oświatowej i fałszowanie dokumentacji – tak wygląda funkcjonowanie niepublicznych szkół dla dorosłych. Z budżetu znikają miliony, ale państwo nie kwapi się, by rozwiązać ten problem.
Patologie to chleb powszechni w niepublicznych szkołach dla dorosłych. Przykład? Według szacunków wiceprezydenta Gdyni, na terenie miasta w takich szkołach uczy się ponad 4 tys. uczniów. Tyle że to fikcja, bo frekwencja na zajęciach wynosi najczęściej ledwie 15 proc. W jednej ze szkół w Słupsku brakowało na przykład 750 tysięcy uczniów, na których pobierano dotację. Inne placówki zapisywały uczniów na kilka kierunków studiów, po to, by miasto płaciło im podwójnie.
"Rzeczpospolita"
Wszystko wskazuje na to, że proceder ten będzie trwał jeszcze długo. Uczniów bowiem z roku na rok przybywa. W roku szkolnym 2010/2011 w krakowskich szkołach niepublicznych dla dorosłych uczyło się 13,7 tys. uczniów. Rok później już 16 tys. Takie przyrosty pojawiły się w każdym dużym mieście.
Co robi państwo?
"Rzeczpospolita"
