
"Pakiet CPN" od 1 lipca przechodzi do historii i raczej nikt nie wie, na jakim poziomie ostatecznie zatrzymają się ceny paliw. Zamiast jednak płakać nad dystrybutorem, warto przypomnieć sobie, jak wycisnąć maksimum z jednego baku.
Zamiast pisać kolejne marketingowe elaboraty o niczym, brytyjski oddział Dacii wpadł na genialny w swojej prostocie pomysł. Wzięli za kółko zwykłego kierowcę, obok posadzili eksperta ze szkoły Red Driver Training, Evana Morrisa, i pojechali w trasę.
Żadnych magnetyzerów, dolewania dziwnych mikstur do baku czy innych cudów z internetowych forów. Liczyła się tylko czysta technika jazdy.
Samochodem testowym została Dacia Sandero Stepway TCe 90. Auto idealne na te czasy, czyli w miarę tanie i proste. Według katalogu (norma WLTP) auto powinno zużywać 5,5 l/100 km.
Przed testem komputer pokazywał jednak brutalną rzeczywistość: między 6,4 a 6,7 litra. Trasę wybrano bez litości, bo 27,5 km miksu miejskich korków, ciągłego ruszania i hamowania oraz trochę dróg podmiejskich.
Pierwszy przejazd, bez wskazówek. Wynik: 5,9 litra. "Całkiem nieźle", pomyślicie. Ale dla instruktora to był dopiero początek zabawy. Drugi przejazd, ta sama trasa, to samo tempo, ale z uwagami eksperta rzucanymi na żywo. Efekt?
Szokujące 4,7 l/100 km. Spadek o ćwierć baku względem pierwszego przejazdu. Kierowca dojechał w tym samym czasie, a zużycie paliwa drastycznie spadło.
Jak obniżyć spalanie na co dzień?
Pewnie zastanawiacie się, co za sekrety zdradził instruktor. Prawda jest taka, że to rzeczy, które jako kierowcy z reguły totalnie olewamy. Zobaczcie sami, z czego składa się ekonomiczna jazda:
Z fizyką nie wygrasz. Najwięcej energii auto traci na ruszenie z miejsca. Gdy już jedzie, podtrzymanie tego pędu kosztuje grosze. Dlatego tak ważne jest płynne pokonywanie zakrętów, korzystanie z ukształtowania terenu i jazda na najwyższym sensownym biegu z ledwie muskanym pedałem przyspieszenia.
Kiedy w lipcu zniknie wsparcie, a uwarunkowania rynkowe znowu przypomną nam o brutalnych prawach ekonomii, koszty utrzymania samochodu zauważalnie wzrosną.
Rządowej osłony już nie będzie. To od naszej prawej nogi i tego, jak daleko przed maskę potrafimy spojrzeć, będzie zależało, ile zostawimy przy kasie po zatankowaniu do pełna.
Zamiast więc narzekać na ceny, może po prostu czas dopompować opony i przestać wozić powietrze na dachu.
