
– Miałam sąsiada, który na balkon wychodził po kilka razy dziennie. Najpierw zapalał papierosa, a potem zaczynał mówić sam do siebie. Pierwsze wyjście na balkon było o 5 rano. Podejrzewam, że miał na 6 do pracy. Budziły mnie trzaskające drzwi balkonowe – wspomina Aneta, czterdziestolatka z dużego wojewódzkiego miasta.
Latem balkony coraz częściej przestają być tylko dodatkiem do mieszkania. Dla jednych to prywatna strefa relaksu, dla innych – przedłużenie salonu, w którym toczy się codzienne życie. W praktyce oznacza to jednak, że granica między prywatnością a przestrzenią wspólną staje się bardzo cienka.
– Niektórzy chyba zapominają, że wszystko widać i słychać – mówi z przekąsem Aneta, mieszkanka jednego z dużych osiedli.
Z sąsiadem, który codziennie budził ją trzaskiem drzwi balkonowych, długo miała na pieńku. Najpierw próbowała po dobroci, później już tylko zaciskała zęby. Sześćdziesięcioparolatek twierdził, że pali od 18. roku życia i nic się w tej kwestii nie zmieni.
– To były takie śmierdzące, najtańsze papierosy – wspomina. – Potem zaczęłam słuchać tych jego rozmów. Najpierw myślałam, że ktoś u niego jest od rana, ale z czasem zorientowałam się, że mówi sam do siebie. Nie miał rodziny, może czuł się samotny, nie wiem. Może i bym z nim porozmawiała, ale to był przykry i trudny człowiek.
Potem, z zupełnie innych powodów, Aneta przeniosła się na nowe osiedle.
– Teraz pode mną mieszka kobieta, która wieczorami siada w leżaku i rozmawia przez telefon. Ona szepcze, ale ma tak ustawioną głośność, że słyszę, co mówią jej koleżanki. Dzięki temu wiem, kto, z kim i dlaczego – ironizuje.
Papierosy na balkonie? "Nie mamy podstaw do interwencji"
Lokatorzy lubią policji skarżyć się na palaczy.
– Samo palenie papierosów na balkonie nie jest wykroczeniem, za które policjant może wystawić mandat – wyjaśnia Adam (na prośbę imię zmienione – przyp. red.), dzielnicowy z kilkunastoletnim stażem.
To jednak nie oznacza, że w walce o czyste powietrze jesteśmy na straconej pozycji. Jak podkreśla dzielnicowy, gdy dym tytoniowy zaczyna zatruwać nam życie, możemy dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.
– Osoba, której przeszkadza dym, może pozwać sąsiada z tytułu tzw. nadmiernej immisji, czyli naruszania prawa do spokojnego korzystania z własnego mieszkania.
Co dzieje się więc, gdy zdenerwowany lokator mimo wszystko wzywa patrol?
– Informujemy, że w tym przypadku nie ma podstawy prawnej do podjęcia interwencji – odpowiada krótko policjant.
Z czasem – jak dodaje – część zgłoszeń zaczęła przybierać inną formę.
– Ludzie znaleźli na to pewien sposób. Kiedy widzą, że zgłoszenia dotyczące dymu papierosowego nie przynoszą efektu, zaczynają informować, że z sąsiedniego balkonu czuć… marihuanę – mówi funkcjonariusz.
Papieros to nie tylko sąsiedzki problem
Palenie na balkonie samo w sobie nie uruchamia policyjnej interwencji. Ale – jak podkreślają strażacy – bardzo szybko może zamienić się w coś znacznie poważniejszego niż tylko sąsiedzka uciążliwość.
– Samo palenie papierosa to jedno. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś strząsa popiół na balkony poniżej albo wyrzuca niedopałki z wyższych pięter. Taki niedopałek może spaść na balkon niżej, na chodnik, a w skrajnych przypadkach nawet do dziecięcego wózka. To nie jest już tylko brak kultury, ale realne zagrożenie – ostrzega bryg. Karol Kroć z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej.
Grill na balkonie?
W przypadku grillowania nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko rozgrywa się w regulaminach wspólnot i spółdzielni.
– Kluczowe są przepisy obowiązujące w danym budynku. To one decydują, czy grillowanie na balkonie jest dozwolone, czy całkowicie zakazane – mówi bryg. Karol Kroć.
I właśnie dlatego – zanim pojawi się ruszt i rozżarzone węgle – warto zajrzeć do zasad obowiązujących w danym miejscu. Czasem jeden zapis potrafi rozwiać wszystkie wątpliwości.
Głośna impreza? Tu granica jest wyraźna
Są jednak sytuacje, w których policja nie ma już wątpliwości i reaguje od razu.
– Jeżeli na balkonie albo w mieszkaniu odbywa się głośna impreza i hałas przeszkadza sąsiadom, możemy działać na podstawie art. 51 Kodeksu wykroczeń, czyli zakłócania spokoju lub spoczynku nocnego – wyjaśnia dzielnicowy.
Scenariusz często wygląda podobnie: letni wieczór, otwarte drzwi balkonowe, muzyka, rozmowy, śmiech. Nierzadko goście z salonu przenoszą się na balkon, gdzie kontynuują imprezę. Dźwięki rozlewają się po całym osiedlu.
– W takich przypadkach sprawa jest jasna – mamy do czynienia z wykroczeniem i podejmujemy interwencję. Przy samym paleniu papierosów takich uprawnień nie mamy – podkreśla policjant.
Nawet podlewanie kwiatów może skończyć się problemami
Mało kto się nad tym zastanawia, ale nawet zwykłe podlewanie roślin potrafi stać się powodem interwencji.
– Jeżeli ktoś podlewa kwiaty w taki sposób, że woda przelewa się z doniczek i zalewa balkon sąsiada piętro niżej, mamy do czynienia z czynem zabronionym. Takie zachowanie może podlegać przepisom Kodeksu wykroczeń, między innymi w zakresie zanieczyszczania lub uszkadzania mienia. W takich przypadkach policja może wyciągnąć konsekwencje prawne – zaznacza Adam.
Pies, nagość i… miłosne uniesienia przy otwartym oknie
Lista balkonowych "grzechów" jest jednak znacznie dłuższa. Wraz z letnimi dniami wracają problemy związane z uciążliwymi czworonogami oraz szeroko rozumianą obyczajowością.
Jednym z letnich problemów są psy zamykane przez właścicieli na balkonach, które potrafią szczekać lub wyć bez przerwy. Nie mówimy tu oczywiście o skrajnych przypadkach, gdy zwierzęta są pozostawione bez wody na pełnym słońcu przez długie godziny – to już bezpośrednie zagrożenie ich życia i może być traktowane jako znęcanie się nad zwierzętami.
"Dzień w dzień ujadał od rana pies sąsiadów. Zadzwoniłam na straż miejską i interweniowali" – dzieli się swoim doświadczeniem jedna z internautek.
Osobny wątek stanowią lokatorzy, którzy zapominają, że ich balkon nie jest przestrzenią niewidoczną dla innych. Paradowanie nago, opalanie się topless czy pary uprawiające sek* przy otwartych drzwiach balkonowych to sytuacje, które latem regularnie stają się przedmiotem sąsiedzkich skarg.
– Wracam z zakupami, patrzę w górę, a tam sąsiad opiera się o balustradę. W przetartych slipach. I co mu zrobię? Moim zdaniem to nie są sąsiedzkie wybryki, tylko totalny brak kultury – uważa Katarzyna, mieszkanka jednego z najstarszych osiedli w Olsztynie.
Warto pamiętać, że letnia beztroska może słono kosztować. Za korzystanie z kąpieli słonecznych topless lub całkowicie nago na balkonie grozi grzywna w wysokości nawet 1500 zł.
Kamila: – Kiedyś mieszkałam w bloku, w którym sąsiedzi, kochali się przy otwartych drzwiach balkonowych. Miałam wrażenie, że uczestniczę w ich życiu intymnym.
Zobacz także
Gdzie sąsiedzkich konfliktów jest więcej?
Czy to, gdzie mieszkamy, ma wspływ na liczbę sąsiedzkich sporów? Zdaniem dzielnicowego Adama – zdecydowanie tak.
– Na starszych osiedlach i w kamienicach mieszkańcy zazwyczaj próbują rozwiązywać takie problemy między sobą. Ktoś zwróci sąsiadowi uwagę, ktoś zamknie okna i drzwi, by ograniczyć uciążliwości, albo strony po prostu wyjaśniają sprawę bez angażowania służb – mówi.
Jak zauważa, w takich miejscach policja jest wzywana znacznie rzadziej.
– Ludzie mieszkający w kamienicach czy na starszych osiedlach funkcjonują trochę w swoim własnym, zamkniętym świecie. Znają się od lat i naprawdę rzadko proszą nas o pomoc w takich sprawach.
Inaczej wygląda sytuacja na nowych osiedlach, gdzie mieszkańcy częściej oczekują interwencji służb.
Adam
dzielnicowy
Balkon to nie magazyn. Strażacy przypominają o bezpieczeństwie
Podczas gdy policja patrzy na balkonowe konflikty przez pryzmat przepisów, strażacy zwracają uwagę przede wszystkim na bezpieczeństwo.
Jak podkreśla bryg. Karol Kroć, wiele zasad dotyczących balkonów nie wynika z ogólnych ustaw, lecz z regulaminów wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych.
– To właśnie mieszkańcy, w drodze uchwał, ustalają, co wolno trzymać na balkonie, czy można go zabudować albo korzystać z grilla. W różnych częściach Polski zasady mogą wyglądać zupełnie inaczej, bo są tworzone przez samych lokatorów – wyjaśnia.
Jednocześnie strażak przypomina, że istnieją uniwersalne zasady, o których łatwo zapomnieć.
– Jeśli spojrzeć na balkon pod kątem zagrożeń, kluczowe są dwie rzeczy: otwarty ogień oraz niezabezpieczone przedmioty. Przy silnym wietrze czy burzy doniczki, meble ogrodowe albo inne luźne elementy mogą zostać porwane lub spaść na ziemię, stwarzając realne zagrożenie dla przechodniów i samochodów – ostrzega.
Nie tylko pożary. Strażacy interweniują także przy codziennych zdarzeniach
Jak przyznaje bryg. Kroć, balkon wcale nie musi być miejscem pożaru, by pojawiła się potrzeba interwencji.
– Zdarza się, że z balkonów spadają doniczki, dzieci zatrzaskują drzwi i zostają same na zewnątrz, zwierzęta nie potrafią się wydostać, albo mieszkańcy po prostu nie mogą wrócić do mieszkania po przypadkowym zamknięciu drzwi. Takich codziennych interwencji jest naprawdę wiele – podsumowuje.





