Blok na nowym osiedlu
Na nowych osiedlach jest dużo więcej próśb o interwencję policji Fot. Shutterstock / canva

– Miałam sąsiada, który na balkon wychodził po kilka razy dziennie. Najpierw zapalał papierosa, a potem zaczynał mówić sam do siebie. Pierwsze wyjście na balkon było o 5 rano. Podejrzewam, że miał na 6 do pracy. Budziły mnie trzaskające drzwi balkonowe – wspomina Aneta, czterdziestolatka z dużego wojewódzkiego miasta.

REKLAMA

Latem balkony coraz częściej przestają być tylko dodatkiem do mieszkania. Dla jednych to prywatna strefa relaksu, dla innych – przedłużenie salonu, w którym toczy się codzienne życie. W praktyce oznacza to jednak, że granica między prywatnością a przestrzenią wspólną staje się bardzo cienka.

– Niektórzy chyba zapominają, że wszystko widać i słychać – mówi z przekąsem Aneta, mieszkanka jednego z dużych osiedli.

Z sąsiadem, który codziennie budził ją trzaskiem drzwi balkonowych, długo miała na pieńku. Najpierw próbowała po dobroci, później już tylko zaciskała zęby. Sześćdziesięcioparolatek twierdził, że pali od 18. roku życia i nic się w tej kwestii nie zmieni.

– To były takie śmierdzące, najtańsze papierosy – wspomina. – Potem zaczęłam słuchać tych jego rozmów. Najpierw myślałam, że ktoś u niego jest od rana, ale z czasem zorientowałam się, że mówi sam do siebie. Nie miał rodziny, może czuł się samotny, nie wiem. Może i bym z nim porozmawiała, ale to był przykry i trudny człowiek.

Potem, z zupełnie innych powodów, Aneta przeniosła się na nowe osiedle.

– Teraz pode mną mieszka kobieta, która wieczorami siada w leżaku i rozmawia przez telefon. Ona szepcze, ale ma tak ustawioną głośność, że słyszę, co mówią jej koleżanki. Dzięki temu wiem, kto, z kim i dlaczego – ironizuje.

Papierosy na balkonie? "Nie mamy podstaw do interwencji"

Lokatorzy lubią policji skarżyć się na palaczy.

– Samo palenie papierosów na balkonie nie jest wykroczeniem, za które policjant może wystawić mandat – wyjaśnia Adam (na prośbę imię zmienione – przyp. red.), dzielnicowy z kilkunastoletnim stażem.

To jednak nie oznacza, że w walce o czyste powietrze jesteśmy na straconej pozycji. Jak podkreśla dzielnicowy, gdy dym tytoniowy zaczyna zatruwać nam życie, możemy dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

– Osoba, której przeszkadza dym, może pozwać sąsiada z tytułu tzw. nadmiernej immisji, czyli naruszania prawa do spokojnego korzystania z własnego mieszkania.

Co dzieje się więc, gdy zdenerwowany lokator mimo wszystko wzywa patrol?

– Informujemy, że w tym przypadku nie ma podstawy prawnej do podjęcia interwencji – odpowiada krótko policjant.

Z czasem – jak dodaje – część zgłoszeń zaczęła przybierać inną formę.

– Ludzie znaleźli na to pewien sposób. Kiedy widzą, że zgłoszenia dotyczące dymu papierosowego nie przynoszą efektu, zaczynają informować, że z sąsiedniego balkonu czuć… marihuanę – mówi funkcjonariusz.

Papieros to nie tylko sąsiedzki problem

Palenie na balkonie samo w sobie nie uruchamia policyjnej interwencji. Ale – jak podkreślają strażacy – bardzo szybko może zamienić się w coś znacznie poważniejszego niż tylko sąsiedzka uciążliwość.

– Samo palenie papierosa to jedno. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś strząsa popiół na balkony poniżej albo wyrzuca niedopałki z wyższych pięter. Taki niedopałek może spaść na balkon niżej, na chodnik, a w skrajnych przypadkach nawet do dziecięcego wózka. To nie jest już tylko brak kultury, ale realne zagrożenie – ostrzega bryg. Karol Kroć z Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej.

Grill na balkonie?

W przypadku grillowania nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko rozgrywa się w regulaminach wspólnot i spółdzielni.

– Kluczowe są przepisy obowiązujące w danym budynku. To one decydują, czy grillowanie na balkonie jest dozwolone, czy całkowicie zakazane – mówi bryg. Karol Kroć.

I właśnie dlatego – zanim pojawi się ruszt i rozżarzone węgle – warto zajrzeć do zasad obowiązujących w danym miejscu. Czasem jeden zapis potrafi rozwiać wszystkie wątpliwości.

Głośna impreza? Tu granica jest wyraźna

Są jednak sytuacje, w których policja nie ma już wątpliwości i reaguje od razu.

– Jeżeli na balkonie albo w mieszkaniu odbywa się głośna impreza i hałas przeszkadza sąsiadom, możemy działać na podstawie art. 51 Kodeksu wykroczeń, czyli zakłócania spokoju lub spoczynku nocnego – wyjaśnia dzielnicowy.

Scenariusz często wygląda podobnie: letni wieczór, otwarte drzwi balkonowe, muzyka, rozmowy, śmiech. Nierzadko goście z salonu przenoszą się na balkon, gdzie kontynuują imprezę. Dźwięki rozlewają się po całym osiedlu.

– W takich przypadkach sprawa jest jasna – mamy do czynienia z wykroczeniem i podejmujemy interwencję. Przy samym paleniu papierosów takich uprawnień nie mamy – podkreśla policjant.

Nawet podlewanie kwiatów może skończyć się problemami

Mało kto się nad tym zastanawia, ale nawet zwykłe podlewanie roślin potrafi stać się powodem interwencji.

– Jeżeli ktoś podlewa kwiaty w taki sposób, że woda przelewa się z doniczek i zalewa balkon sąsiada piętro niżej, mamy do czynienia z czynem zabronionym. Takie zachowanie może podlegać przepisom Kodeksu wykroczeń, między innymi w zakresie zanieczyszczania lub uszkadzania mienia. W takich przypadkach policja może wyciągnąć konsekwencje prawne – zaznacza Adam.

Pies, nagość i… miłosne uniesienia przy otwartym oknie

Lista balkonowych "grzechów" jest jednak znacznie dłuższa. Wraz z letnimi dniami wracają problemy związane z uciążliwymi czworonogami oraz szeroko rozumianą obyczajowością.

Jednym z letnich problemów są psy zamykane przez właścicieli na balkonach, które potrafią szczekać lub wyć bez przerwy. Nie mówimy tu oczywiście o skrajnych przypadkach, gdy zwierzęta są pozostawione bez wody na pełnym słońcu przez długie godziny – to już bezpośrednie zagrożenie ich życia i może być traktowane jako znęcanie się nad zwierzętami.

"Dzień w dzień ujadał od rana pies sąsiadów. Zadzwoniłam na straż miejską i interweniowali" – dzieli się swoim doświadczeniem jedna z internautek.

Osobny wątek stanowią lokatorzy, którzy zapominają, że ich balkon nie jest przestrzenią niewidoczną dla innych. Paradowanie nago, opalanie się topless czy pary uprawiające sek* przy otwartych drzwiach balkonowych to sytuacje, które latem regularnie stają się przedmiotem sąsiedzkich skarg.

– Wracam z zakupami, patrzę w górę, a tam sąsiad opiera się o balustradę. W przetartych slipach. I co mu zrobię? Moim zdaniem to nie są sąsiedzkie wybryki, tylko totalny brak kultury – uważa Katarzyna, mieszkanka jednego z najstarszych osiedli w Olsztynie.

Warto pamiętać, że letnia beztroska może słono kosztować. Za korzystanie z kąpieli słonecznych topless lub całkowicie nago na balkonie grozi grzywna w wysokości nawet 1500 zł.

Kamila: – Kiedyś mieszkałam w bloku, w którym sąsiedzi, kochali się przy otwartych drzwiach balkonowych. Miałam wrażenie, że uczestniczę w ich życiu intymnym.

Gdzie sąsiedzkich konfliktów jest więcej?

Czy to, gdzie mieszkamy, ma wspływ na liczbę sąsiedzkich sporów? Zdaniem dzielnicowego Adama – zdecydowanie tak.

– Na starszych osiedlach i w kamienicach mieszkańcy zazwyczaj próbują rozwiązywać takie problemy między sobą. Ktoś zwróci sąsiadowi uwagę, ktoś zamknie okna i drzwi, by ograniczyć uciążliwości, albo strony po prostu wyjaśniają sprawę bez angażowania służb – mówi.

Jak zauważa, w takich miejscach policja jest wzywana znacznie rzadziej.

– Ludzie mieszkający w kamienicach czy na starszych osiedlach funkcjonują trochę w swoim własnym, zamkniętym świecie. Znają się od lat i naprawdę rzadko proszą nas o pomoc w takich sprawach.

Inaczej wygląda sytuacja na nowych osiedlach, gdzie mieszkańcy częściej oczekują interwencji służb.

Z moich obserwacji wynika, że to właśnie na nowych, świeżo wybudowanych osiedlach dochodzi do największej liczby sporów sąsiedzkich. Znacznie częściej otrzymujemy tam zgłoszenia dotyczące hałasu, palenia papierosów na balkonach czy innych uciążliwości związanych z codziennym korzystaniem z mieszkań i tarasów. A kiedy mieszkańcy orientują się, że pod względem prawnym niewiele da się zrobić, część z nich zaczyna szukać innych sposobów, by uprzykrzyć życie sąsiadom.

Adam

dzielnicowy

Balkon to nie magazyn. Strażacy przypominają o bezpieczeństwie

Podczas gdy policja patrzy na balkonowe konflikty przez pryzmat przepisów, strażacy zwracają uwagę przede wszystkim na bezpieczeństwo.

Jak podkreśla bryg. Karol Kroć, wiele zasad dotyczących balkonów nie wynika z ogólnych ustaw, lecz z regulaminów wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych.

– To właśnie mieszkańcy, w drodze uchwał, ustalają, co wolno trzymać na balkonie, czy można go zabudować albo korzystać z grilla. W różnych częściach Polski zasady mogą wyglądać zupełnie inaczej, bo są tworzone przez samych lokatorów – wyjaśnia.

Jednocześnie strażak przypomina, że istnieją uniwersalne zasady, o których łatwo zapomnieć.

– Jeśli spojrzeć na balkon pod kątem zagrożeń, kluczowe są dwie rzeczy: otwarty ogień oraz niezabezpieczone przedmioty. Przy silnym wietrze czy burzy doniczki, meble ogrodowe albo inne luźne elementy mogą zostać porwane lub spaść na ziemię, stwarzając realne zagrożenie dla przechodniów i samochodów – ostrzega.

Nie tylko pożary. Strażacy interweniują także przy codziennych zdarzeniach

Jak przyznaje bryg. Kroć, balkon wcale nie musi być miejscem pożaru, by pojawiła się potrzeba interwencji.

– Zdarza się, że z balkonów spadają doniczki, dzieci zatrzaskują drzwi i zostają same na zewnątrz, zwierzęta nie potrafią się wydostać, albo mieszkańcy po prostu nie mogą wrócić do mieszkania po przypadkowym zamknięciu drzwi. Takich codziennych interwencji jest naprawdę wiele – podsumowuje.