
Prokuratura nie zawsze ma dobrą prasę, ale zwykle za sprawą kontrowersyjnych decyzji, które zapadają w toku wielu śledztw. Tym razem wizerunek polskich prokuratorów mocno nadszarpnęły tymczasem dwie doświadczone śledcze ze Słupska. Obie prawniczki najpierw wywołały awanturę pod jedną ze słupskich szkół, a później postanowiły wysunąć przeciwko sobie wzajemne oskarżenia.
Tłem prokuratorskiej awantury w Słupsku nie jest bynajmniej różnica zdań na temat prowadzonej sprawy. Chodzi o porachunki natury osobistej. Jedna z kobiet postanowiła bowiem odebrać spod szkoły swego syna, który miał wrócić z wycieczki. Na ten sam pomysł wpadł jej mąż. Po dziecko przyjechał jednak z nową przyjaciółką, czyli drugą panią prokurator.
Z relacji świadków ze Słupska wynika, że pierwsza śledcza natychmiast doskoczyła do auta męża i prawdopodobnie chciała wyciągnąć z niego syna. Wówczas mężczyzna ruszył, a drzwi ją przytrzasnęły, po kilku metrach upadła. Wówczas z auta wysiadła druga prawniczka. Od próby pomocy łatwo przeszło jednak do szarpaniny i awantury, w której obie prokuratorki miały nie żałować wulgaryzmów.
Jak na prokuratorki przystało, ostatecznie obie panie postanowiły rozwiązać sprawę przed obliczem Temidy. Pierwsza doniosła na męża, że ten poturbował ją autem, a następnie uciekł z miejsca wypadku. Druga odpłaciła się natomiast doniesieniem o pobiciu przez koleżankę z prokuratury. Jak łatwo się domyślić, sprawy nie będą jednak badane przez kolegów obu prokuratorek ze Słupska. Wkrótce zajmą się nimi śledczy z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Tam prokuratorki czeka postępowanie dyscyplinarne.
- To jest wstyd przede wszystkim dla dwóch pań, które brały udział w tym zdarzeniu, ale niewątpliwie rzutuje to zdarzenie na wszystkich prokuratorów w Polsce i będzie musiało być wyjaśnione - cytuje prokuratora Mariusza Marciniaka, p.o.rzecznika prasowego Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku rozgłośnia RMF FM.
Czytaj także
źródło: RMF24.pl
