
Litr oleju napędowego lada moment przebije psychologiczną barierę 7 złotych, a benzyna 95 niebezpiecznie depcze mu po piętach. Nic dziwnego, że kierowcy szukają sposobów na cięcie kosztów. Ale czy stary mit, by tankować w nocy lub skoro świt, ma jakikolwiek sens?
Znacie to na pewno lub macie kogoś wśród znajomych, kto praktykuje ten stary jak świat sposób, zeby tankować tylko wczesnie rano, późno wieczorem lub w nocy. Zasada w tym przypadku wydaje się logiczna i prosta jak budowa cepa.
Kiedy na zewnątrz panuje najniższa temperatura, paliwo zmniejsza swoją objętość i po prostu gęstnieje. W teorii, lejąc takie chłodne paliwo, mówiąc wprost kierowca dostaje więcej paliwa w paliwie.
Prawdziwy skutek tego efektu miałby się ujawniać w ciągu dnia. Kiedy słońce zaczyna prażyć, paliwo w baku ponownie się rozpręża, a my rzekomo zyskujemy, bo możemy pojechać dalej za te same pieniądze. Brzmi jak genialny sposób na tanie tankowanie, prawda?
Kilkanaście stopni różnicy i... ułamek litra zysku
Fizyki jednak nie oszukasz. Nawet jeśli uwierzymy w te rewelacje, to bezpośredni wynik właściwości benzyny i diesla sprawia, że zyski są po prostu śmieszne. Nie jest bowiem tak, że wraz ze zmianą temperatury objętość paliw zmienia się w jakiś drastyczny sposób.
Każdy stopień Celsjusza mniej to zaledwie 0,001 litra różnicy na litrze w przypadku benzyny. Dla diesla różnica jest jeszcze mniejsza i wynosi zaledwie 0,0008 litra.
Pobawmy się w matematykę. Załóżmy ekstremalny, wakacyjny scenariusz: tankujecie swój 40-litrowy zbiornik w chłodny poranek przy 15 stopniach Celsjusza, a potem eksploatujecie auto w upale przy 30 stopniach. Zysk? Raptem 0,6 litra benzyny albo 0,48 litra oleju napędowego, czyli zysk 4,2 zł na benzynie i 3,36 zł na dieslu.
Różnica okazuje się absolutnie marginalna i w zasadzie bez znaczenia podczas codziennej jazdy. Za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze nie kupicie na stacji nawet najtańszego hot-doga.
Zanim jednak zaczniecie nastawiać budziki, by mimo wszystko ugrać to pół litra, muszę postawić w tej sprawie jeszcze jedną, kluczową gwiazdkę. Tankowanie wieczorem i o poranku mogłoby się okazać skuteczną techniką, ale tylko w jednym przypadku, czyli gdyby stacje trzymały swoje zbiorniki na zewnątrz, wystawione na słońce i wiatr. Takie jednak nie są.
Zbiorniki z paliwami na stacjach ukrywa się głęboko pod ziemią. A tam, jak nietrudno się domyślić, panuje dość stabilna temperatura przez całą dobę. To oznacza, że wpływ warunków atmosferycznych na gęstość tego, co leci z pistoletu, jest ograniczony do minimum, żeby nie powiedzieć,że jest praktycznie zerowy.
Wniosek jest brutalny. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, czy zjawicie się pod dystrybutorem w środku nocy, czy w samo południe. Z punktu widzenia ilości zalanego do baku napędu, nie zmieni się zupełnie nic. No chyba, że widzicie jakąś zależność między cenami paliw ustawianymi przez wasze stacje w sąsiedztwie.
