S17
Ważą się losy kluczowego odcinka S17 Materiały prasowe GDDKiA

Z Warszawy na południowy wschód jeździ się... różnie. Jeśli często uciekacie w kierunku Lublina czy dalej w stronę granicy, doskonale wiecie, o czym mówię. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad właśnie dorzuciła do pieca i ogłosiła wybór wykonawcy kolejnego fragmentu wyczekiwanej trasy S17. Zanim jednak zaczniecie otwierać szampana, musimy porozmawiać o konkretach, bo jest tu jeden haczyk.

REKLAMA

Droga ekspresowa S17 to temat rzeka, ale w końcu coś drgnęło na odcinku między Łopiennikiem a Krasnymstawem. Sam przetarg wywołał potężne zainteresowanie branży budowlanej. Wyobraźcie sobie, że do GDDKiA spłynęło aż 12 ofert. Kwoty? Wachlarz był potężny, bo od 282 do grubo ponad 338 milionów złotych.

Ostatecznie najkorzystniejszą ofertę położyła na stole firma Polaqua. Co ciekawe, wcale nie chodziło tu wyłącznie o to, kto rzuci najniższą kwotę, choć to oczywiście zawsze żelazny argument.

Drogowcy punktowali też czas gwarancji na obiekty mostowe i całą infrastrukturę, a także ekologiczne podejście, czyli wykorzystanie destruktu asfaltowego przy samej budowie. To pokazuje, że tanio nie zawsze znaczy najlepiej, ale akurat w tym przypadku najtańsza opcja po prostu zgarnęła najwięcej punktów.

Nie oszukujmy się jednak, to jeszcze nie oznacza, że jutro na plac budowy wjadą koparki. Jesteśmy na etapie przetargu, więc reszta graczy ma czas na ewentualne odwołania. Potem całą papierologię musi przemielić jeszcze Prezes Urzędu Zamówień Publicznych podczas obowiązkowej kontroli, a na koniec wykonawca musi wnieść zabezpieczenie należytego wykonania umowy. Zatem procedury, procedury i jeszcze raz procedury.

Gdzie dokładnie pojedziemy szybciej?

Mówimy tu o fragmencie S17 liczącym ponad 9 kilometrów, który w całości poprowadzi nowym śladem przez tereny gmin Łopiennik Górny oraz Krasnystaw (województwo lubelskie). Z punktu widzenia kierowcy zmiana będzie ogromna.

Nowy odcinek S17 zacznie się tuż przed Łopiennikiem i ominie tę miejscowość od południowo-zachodniej strony. Potem zbliży się do "starej" krajowej 17-tki i poleci równolegle do niej. Koniec zaplanowano w miejscowości Zakręcie, dokładnie przed miejscem, gdzie docelowo wyrośnie węzeł Krasnystaw Północ.

Co kierowcy dostaną w zamian za te setki milionów? Klasykę gatunku na tym poziomie, czyli pełnoprawną drogę ekspresową: dwie jezdnie, każda z dwoma pasami ruchu.

Budowa trasy S17 w tym miejscu to również spory wysiłek inżynieryjny, bo projekt obejmuje postawienie mostu nad rzeką Łopą, wiaduktów, specjalnych dróg obsługujących ruch lokalny oraz to, o czym nie można zapominać w dzisiejszych czasach, czyli bezpiecznych przejść dla średnich i dużych zwierząt.

Kiedy pojedziemy nową trasą?

I tutaj dochodzimy do tego, o czym pisałem na początku. Całość inwestycji powstaje w formule "Projektuj i buduj". Dla tych, którzy nie śledzą na co dzień slangu drogowego, tłumaczę: wybrany wykonawca nie dostaje na start gotowych planów.

Najpierw musi ten cały odcinek fizycznie zaprojektować, potem uzyskać wszystkie wymagane zgody i pozwolenia (czyli słynną decyzję ZRID), a dopiero potem może odpalić ciężki sprzęt i wbić w ziemię pierwszą łopatę.

Jeżeli cały ten administracyjny proces przebiegnie bez zarzutu, nie pojawią się żadne obsuwy, a drogowcy nie natrafią nagle na stanowisko archeologiczne, to przewidywany termin oddania tego odcinka kierowcom wypada na... przełom 2030 i 2031 roku. Tak, dobrze czytacie. Do tego czasu na tym fragmencie musimy uzbroić się w anielską cierpliwość.