Radiowóz wyprzedzał na przejściu tuż przed rodziną z dziećmi
Radiowóz wyprzedzał na przejściu tuż przed rodziną z dziećmi Zrzut ekranu z Facebook.com / Konfitura

Zwykle, gdy piszę o piratach drogowych, mowa o kierowcach w mocnych autach, ale tym razem w roli głównej wystąpili ci, którzy z założenia powinni świecić przykładem. Gdy zobaczyłem, co zrobił oznakowany policyjny radiowóz na jednym ze stołecznych skrzyżowań, po prostu opadła mi szczęka.

REKLAMA

Sytuacja, którą uwieczniła kamera samochodowa, miała miejsce w ubiegły piątek, 17 lipca około godziny 8:40 na ulicy Żelaznej w Warszawie. Wideo, które na swoich profilach udostępnił popularny kanał "Konfitura", pokazuje scenę mrożącą krew w żyłach.

Widzimy na nim, jak auta jadące lewym pasem posłusznie zatrzymują się przed zebrą. Powód jest oczywisty, przez jezdnię przechodzi kobieta z dwójką dzieci, prowadząc obok siebie rowery.

I wtedy dzieje się to. Prawym pasem nadjeżdża policja. Zamiast zwolnić i zatrzymać się przed pasami, auto po prostu płynnie mija stojące pojazdy. Tak, wyprzedzanie przed przejściem dla pieszych, czyli jeden z najcięższych grzechów za kółkiem, w wykonaniu stróżów prawa.

To absolutny cud, że w tej sytuacji nikomu nic się nie stało, a kobieta z dziećmi nie weszła prosto pod koła omijającego ich auta. Szczerze? Takie zachowanie na drodze niszczy zaufanie do służb w jedną sekundę.

Policja w Warszawie zabiera głos

Wszyscy doskonale wiemy, jak drastyczne są teraz przepisy drogowe. Zwykły, szary kierowca za wyprzedzanie na przejściu dla pieszych z miejsca dostałby 1500 złotych mandatu i potężny zastrzyk 15 punktów karnych na swoje konto. A jak to wygląda, gdy za kierownicą siedzi funkcjonariusz?

Dziennikarze "Faktu" postanowili nie zostawiać tej sprawy bez odpowiedzi i poprosili o komentarz Komendę Stołeczną Policji. Co usłyszeli? Na początku uruchomiono standardową procedurę, więc policja w Warszawie poprosiła o przesłanie feralnego wideo mailem w celu dokładnej weryfikacji.

Z najnowszych informacji wynika jednak, że szokujące nagranie z Warszawy trafiło już pod lupę odpowiedniej komórki. Sprawę przejął Wydział Ruchu Drogowego, który będzie prowadził dalsze czynności wyjaśniające w stosunku do kierującego.

Przyznaję, że przejechałem w życiu setki tysięcy kilometrów, testowałem najróżniejsze modele aut, ale dawno nie czułem takiego zażenowania zachowaniem na drodze.

Oby to postępowanie nie rozmyło się w urzędniczej machinie. Jeśli wymaga się od nas, kierowców, absolutnego przestrzegania prawa (co samo w sobie jest słuszne!), to zacznijmy te standardy egzekwować od tych, którzy noszą mundur.

Takich sytuacji na drogach nie da się usprawiedliwić.