Płatny parking
UOKiK bierze się za parkingi pod sieciówkami. Pod lupę trafiło kilka firm Fot. Shutterstock

Skarg na prywatne parkingi przybywa z każdym miesiącem, a niektórzy operatorzy coraz bardziej przykuwają uwagę kontrolerów z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Za co karani jesteśmy najczęściej i które firmy znalazły się pod lupą urzędników?

REKLAMA

Żyjemy w czasach, w których parkingi przy sklepach zostały w dużej mierze oddane pod kontrolę zewnętrznym firmom. Jak pokazują najnowsze dane udostępnione serwisowi dlahandlu.pl przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, frustracja kierowców rośnie lawinowo. Tylko w pierwszym półroczu 2025 roku UOKiK zarejestrował 400 oficjalnych sygnałów dotyczących nakładanych opłat.

Myślicie, że od tamtej pory coś się poprawiło? Nic z tego. W analogicznym okresie 2026 roku takich skarg było już 456. A mówimy tu przecież tylko o ludziach, którym chciało się pisać oficjalne donosy do urzędu, a nie o tych, którzy zacisnęli zęby i zapłacili dla świętego spokoju.

Pokazujesz paragon za zakupy? To nic nie da. Odrzucanie reklamacji to standard

Za co obrywamy najczęściej? Klasyka gatunku. Klienci skarżą się na fatalne, nierzucające się w oczy oznakowanie, bo wjeżdżasz, myślisz, że parking jest darmowy, bo nigdzie nie ma wielkiej tablicy z napisem "pobierz bilet".

Drugi problem to absurdalnie szybkie wystawianie kar. Zanim wyjdziesz z auta, zamkniesz drzwi i dojdziesz do parkomatu, kontroler już cyka zdjęcie i wystawia ci opłatę dodatkową za brak biletu. To już nie jest pilnowanie porządku, to zwykłe łowy.

Zastanawiacie się pewnie, po co ten cały krzyk, skoro wystarczy wysłać do firmy parkingowej skan paragonu z tej czy innej sieciówki, udowadniając, że faktycznie byliście na zakupach? I tu pojawia się największy haczyk, na którym potyka się masa kierowców.

Operatorzy parkingów z uporem maniaka odrzucają takie odwołania. Automatycznie wysyłają formułkę, że brak biletu na desce rozdzielczej to złamanie regulaminu, kropka. UOKiK zresztą wprost to potwierdza, że sam paragon wcale nie anuluje w magiczny sposób opłaty, jeśli formalnie daliśmy ciała i nie pobraliśmy kwitka. Efekt? Masowa, taśmowa produkcja odrzuconych reklamacji.

UOKiK w natarciu

Urząd jednak wreszcie przestał się temu biernie przyglądać. Obecnie toczy się kilka postępowań wyjaśniających. Jak donosi dlahandlu.pl na celowniku jest na przykład prawdziwy gigant, czyli APCOA Polska.

UOKiK monitoruje sygnały od kierowców dotyczące opłat od tej spółki. To o tyle ciekawe, że to nie jest ich pierwsze starcie, bo wcześniej APCOA oberwała potężną karą finansową w wysokości aż 822 tys. 850 zł za ograniczanie sposobów składania reklamacji i straszenie ludzi rzekomo nieuchronnymi kosztami windykacji.

Pod obserwację trafiła też spółka Prawne Rozwiązania Parkingowe. Tu poszło o rzucanie kłód pod nogi przy próbach odwołań i straszenie wrzuceniem danych kierowcy do Krajowego Rejestru Długów. Firma już zaliczyła bolesne ostrzeżenie i za nieprzekazanie urzędowi informacji dostała 42 730 zł grzywny.

logo
Quiz

1 / 10 Na początek coś łatwego...

Od marca ważą się też losy spółki Trafipark (tu urząd przygląda się procesom windykacyjnym wobec kierowców), a do firmy ANPOL wysłano twarde pytania o to, dlaczego uzależniają rozpatrzenie reklamacji od podania przez klienta całej masy danych, które nie mają nic wspólnego z parkowaniem.

Z kolei w przypadku spółki WEIP obyło się co prawda bez kary finansowej, ale prezes UOKiK zmusił ich do zwrotu pieniędzy kierowcom, którzy dostali karę mimo posiadania ważnego biletu. Kazano im też usunąć z regulaminów treści wprowadzające w błąd.

Dlatego, zanim urzędnicy zrobią porządek, mam dla was jedną radę. Kiedy następnym razem podjedziecie pod sklep, nawet na przysłowiową minutę, po prostu weźcie ten nieszczęsny bilet.