
Mariusz Szczygieł, publikując artykuł o Renacie K., ściągnął na siebie wiele głosów krytyki. Oskarżono go o naruszenie zasad dziennikarstwa śledczego i wystawienie opisywanej nauczycielki na lincz i "śmierć cywilną". Tekst przyniósł jednak i pozytywne skutki, co zauważyła w rozmowie z naTemat reportażystka Ewa Ewart. – Artykuł wyeksponował niedoskonałość polskiego prawa, które pozwala na zatarcie wyroku dotyczącego dzieciobójstwa, dzięki czemu Renata K. po wyjściu z więzienia miała czystą kartotekę i mogła podjąć pracę w szkole. Moim zdaniem taka sytuacja jest niedopuszczalna – podkreśliła Ewart.
REKLAMA
Polskie media wiele miejsca poświęcają sprawie reportażu Mariusza Szczygła. Dziennikarz opisał historię Renaty K., która 30 lat temu zakatowała swojego 6-letniego pasierba. Po odbyciu kary więzienia wyrok, na podstawie którego została skazana, uległ zatarciu. Dzięki temu kobieta figurowała w dokumentach jako osoba niekarana i mogła zostać nauczycielką. Szczygieł nie podał oczywiście danych bohaterki swojego artykułu, ale szybko ustalili je internauci. Powstała burza medialna, w wyniku której nauczycielka zrezygnowała z pracy w szkole. O sprawie oraz jej medialnym wydźwięku rozmawialiśmy z Ewą Ewart, reżyserką i producentką filmów dokumentalnych.
Artykuł Mariusza Szczygła wywołał w polskich mediach wielkie poruszenie. Jak Pani ocenia tę publikację, biorąc pod uwagę, że umożliwiła ona internautom dokonanie szybkiej identyfikacji głównej bohaterki? Pojawiły się już głosy zarzucające dziennikarzowi, że w pogoni za sensacją postawił się w roli Boga, skazując nauczycielkę na śmierć cywilną.
Ewa Ewart: Muszę powiedzieć, że trudno jest dać jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Z jednej strony patrząc, autor ujawnił bulwersujący fakt. Wpisał się tym samym w funkcję dziennikarza śledczego, który powinien dochodzić do ważnych społecznie informacji i je publikować. Jego artykuł wyeksponował niedoskonałość polskiego prawa, które pozwala na zatarcie wyroku dotyczącego dzieciobójstwa, dzięki czemu Renata K. po wyjściu z więzienia miała czystą kartotekę i mogła podjąć pracę w szkole. Moim zdaniem taka sytuacja jest niedopuszczalna.
Tekst pozwolił jednak za ustalenie tożsamości nauczycielki, wystawiając konkretną osobę na samosąd. Być może Mariusz Szczygieł, kierując się emocjami, nie zastosował wystarczających środków ostrożności, aby zapewnić bohaterce swojego artykułu anonimowość. Autor twierdzi wprawdzie, że nie chciał wywołać żadnej nagonki, że zależało mu na opisaniu procesu kształtowania się osobowości autorytarnej. Niestety, publikacja przyniosła skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast debaty filozoficznej mamy falę gwałtownych i niewybrednych reakcji. Zresztą Szczygieł, patrząc na sprawę Madzi z Sosnowca i powstałą wokół niej otoczkę, mógł być może przewidzieć, że jego tekst doprowadzi właśnie do takiego efektu.
Dziwi się Pani, że artykuł o Renacie K. spotkał się z tak burzliwym przyjęciem?
Biorąc pod uwagę sam czyn, jakiego dopuściła się ta kobieta, nie dziwią mnie gwałtowne reakcje. Jednak sprawa Renaty K. pokazuje, że mamy w Polsce kłopot z prowadzeniem dojrzałej, kulturalnej debaty publicznej. Jest to zresztą problem szerszy, występujący na całym świecie, także w mediach brytyjskich. Oczywiście czyn Renaty K., zakatowanie 6-letniego dziecka, jest ohydny i nie można go w żaden sposób usprawiedliwić. Niemniej uważam, że nawet w tak kontrowersyjnych kwestiach można przynajmniej spróbować dyskutować dojrzalej.
Powiedziała Pani, że Renata K. dopuściła się ohydnego czynu, zbrodni. Czy zatem dobrze się stało, że po opublikowaniu artykułu zrezygnowała z funkcji nauczycielki?
Oczywiście. Moim zdaniem osoba, która zakatowała pasem małe dziecko, w ogóle, nawet po odbyciu kary, nie powinna pełnić funkcji związanych ze sprawowaniem kontroli, władzy nad innymi ludźmi, tym bardziej dziećmi czy młodzieżą. Jest ona bowiem niezdolna do piastowania takich stanowisk. Wydany przez sąd wyrok powinien zawierać zakaz pracy z dziećmi. Myślę, że w przypadku tej nauczycielki, osoby odpowiedzialnej za popełnienie dzieciobójstwa, mamy do czynienia z głęboko patologiczną osobowością, której nie zmieni żadna terapia. Dlatego nie powinna ona w ogóle zostać przyjęta do pracy w szkole.
Niestety, polskie prawo jest w tej materii bardzo niedoskonałe, o czym świadczy artykuł Mariusza Szczygła. Przepisy pozwalają na zatarcie wyroku za zamordowanie dziecka, nie czyniąc tego samego chociażby w stosunku do skazań za przestępstwa seksualne. Jak widzimy, za sprawą tej luki dzieciobójca może na przykład przejść proces rekrutacyjny i zostać nauczycielem matematyki oraz religii.
Co reakcje na opublikowanie artykułu mówią o sytuacji współczesnego dziennikarstwa śledczego?
Sprawa artykułu Mariusza Szczygła zwraca uwagę na poważny problem, jaki staje obecnie przed dziennikarzami śledczymi. W dobie internetu pojęcie prywatności zdaje się odchodzić do lamusa, tymczasem reporter śledczy często musi obiecywać swoim informatorom czy osobom, o których pisze, anonimowość. Często bierze również na siebie odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo. Widzimy jednak, że prywatność przestaje mieć rację bytu. Kilka godzin po zamieszczeniu artykułu, w którym nie podano przecież danych personalnych nauczycielki, każdy zainteresowany mógł się dowiedzieć, jak się ona nazywa, a nawet poznać jej numer telefonu.
