
Wypadek na hulajnodze elektrycznej w Świdniku to gotowy scenariusz na edukacyjny koszmar. 15-letni chłopak, 13-letnia pasażerka, brak kasków i jedna, zwykła studzienka kanalizacyjna. Finał? Dziewczynka z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitala, a nastoletni "kierowca"... po prostu ucieka z miejsca zdarzenia.
Wszystko wydarzyło się w środę (29.07) po godzinie 21:00. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, które przekazała policja w Świdniku, 15-latek kierował pożyczoną od kolegi hulajnogą. Zabrał na nią swoją 13-letnią znajomą.
Przepisy o ruchu drogowym mówią bardzo jasno: hulajnogi elektryczne to pojazdy wyłącznie jednoosobowe. Zignorowanie tej zasady to proszenie się o kłopoty. W pewnym momencie chłopak najechał na studzienkę kanalizacyjną, stracił panowanie nad sprzętem i oboje z impetem runęli na ziemię. Dziewczynka uderzyła tak niefortunnie, że natychmiast straciła przytomność.
15-latek zostawia ranną koleżankę na ulicy
To, co wydarzyło się chwilę później, budzi jednak największe oburzenie. Zamiast wezwać pomoc i ratować koleżankę, 15-latek po prostu odjechał hulajnogą, zostawiając nieprzytomną 13-latkę na asfalcie.
Na miejsce ostatecznie dotarł zespół ratownictwa medycznego oraz mundurowi. Nastolatka została natychmiast przetransportowana do szpitala w Lublinie, gdzie lekarze po badaniach stwierdzili u niej ciężkie obrażenia ciała.
Funkcjonariusze szybko namierzyli sprawcę całego zamieszania. Badanie wykazało, że był trzeźwy. Teraz jego skrajną nieodpowiedzialnością zajmie się sąd rodzinny.
Niestety rozwój miejskiej mikromobilności drastycznie wyprzedza wyobraźnię i edukację użytkowników. Ten konkretny wypadek to podręcznikowa wręcz kumulacja fatalnych decyzji.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Policjanci słusznie apelują do rodziców o poważną rozmowę z dziećmi na temat tego, jak korzystać z takich pojazdów. Chwila brawury, poczucie bycia "królem ulicy" i zwykłe zlekceważenie zasad bezpieczeństwa na drodze mogą skończyć się tragedią.
