
Polscy siatkarze pokonali Argentynę 3:2 w Lidze Światowej, ale to wciąż nie jest to, czego oczekujemy od drużyny Andrea Anastasiego. Widać mały progres, ale trudno mówić o wielkim przełamaniu.
REKLAMA
Mecz miał jednego bohatera – Bartosza Kurka i dla 25-letniego siatkarza urodzonego w Wałbrzychu z pewnością należą się pochwały. Reszta ekipy grała nieco lepiej niż w poprzednich meczach, ale trudno mówić o tym, aby osiągnęli chociaż pierwszy stopień swoich dużych możliwości. Co więcej – spotkały się dwie najsłabsze obecnie ekipy grupy A, więc porażkę z zespołem z Ameryki Południowej śmiało można by było określić katastrofą.
Pierwszy set był bardzo wyrównany, choć to biało-czerwoni mieli w nim inicjatywę. Argentyńczycy z powodzeniem raz i drugi odrobili w nim straty. Nie dali jednak rady najskuteczniejszemu z naszych zawodników Bartoszowi Kurkowi (9 pkt w pierwszym secie). Wygraliśmy go 26:24.
W drugim i trzecim secie Polacy nieco przygaśli, a moment nieuwagi skrzętnie wykorzystali rywale pokonując biało-czerwonych w obydwu setach 19:25.
Po trzecim secie sprawdziło się znane porzekadło, że to co złe szybko się kończy, a Polacy ruszyli do przodu sprawiając wrażenie, że ktoś wylał na nich odrobinę zimnej wody. Przebudził się przede wszystkim Kurek, który do złości doprowadzał rywali swoją zagrywką.
Czwarty set to zwycięstwo Polaków 25:17, a tie-break to "gładkie" 15:8. Rewanż z Argentyną w niedzielę o 20.15. Kolejny mecz Polacy w Lidze Światowej zagrają 5 lipca. Ich rywalem będzie USA.