
Długa trasa elektrykiem? Mając w pamięci różne "przygody" z autami na prąd, podszedłem do tematu z chłodną rezerwą. Tym razem jednak w moje ręce wpadło zmodernizowane, nowe Audi Q4 e-tron i to w absolutnie topowej odmianie quattro performance o mocy 340 KM. I powiem szczerze, że dawno tak dobrze mi się nie jechało wtyczkowozem.
Zacznę już od samego "mięsa", a detale stylistyczne omówię później, jako, że już pisaliśmy o nowym Audi Q4 e-tron. Wyjeżdżanie z zakorkowanej stolicy tym autem to czysty relaks, ale prawdziwa zabawa zaczyna się na trasie.
Jasne, przyspieszenie do setki w 5,4 sekundy robi ogromne wrażenie, ale umówmy się, że przy tego typu wozie liczą się twarde parametry techniczne, a nie zachwycanie się samym wciskaniem w fotel. Skupmy się więc na konkretach.

Wersja, którą testowałem, to inżynieryjna ekstraklasa. Mamy tu synchroniczny silnik elektryczny z magnesami trwałymi (PSM) nowej generacji na tylnej osi oraz dodatkową jednostkę z przodu, co daje łączną moc aż 250 kW (340 KM). Maksymalny moment obrotowy to potężne 545 Nm z tyłu i 134 Nm z przodu. Tyle z suchych danych.
W praktyce? Wyprzedzanie sznurów tirów to absolutna formalność. Ten elektryczny SUV katapultuje się do przodu w każdych warunkach.

Zasięg i zużycie energii. Czy 800 km to wciąż droga przez mękę?
Przejdźmy do najważniejszego. Kiedy planujesz taką podróż, sprawa prądu spędza ci sen z powiek. W testowanym wariancie pojemność baterii wynosi solidne 82 kWh (wartość brutto). Dzięki nowo opracowanej elektronice mocy i falownikowi wykorzystującemu półprzewodniki z węglika krzemu, Niemcom udało się znacznie ograniczyć straty energii.
I to czuć! Producent deklaruje zużycie energii na poziomie 15,8–18,5 kWh/100 km w cyklu WLTP dla wersji Sportback. Na trasie szybkiego ruchu apetyt na prąd naturalnie nieco rośnie, ale aerodynamika i nowy, niskolepki środek smarny w przekładni robią niesamowitą robotę. Ja miałem ok. 22 kWh/100 km, więc całkiem nieźle.

Maksymalny deklarowany zasięg w tej potężnej specyfikacji wynosi do 554 kilometrów. Zrobienie kilkuset kilometrów na jednym strzale przestało być stąpaniem po kruchym lodzie. A my musieliśmy zrobić trasę Warszawa - Wrocław - Warszawa.
Co pod ładowarką? Tutaj Audi wreszcie gra w wyższej lidze, chociaż do topowych mocy jak w nowym A6 e-tron jeszcze mu brakuje. Maksymalna moc ładowania prądem stałym (DC) została podniesiona do 185 kW. Wpinasz kabel i od 10 do 80 procent ładujesz się w zaledwie 27 minut.

No i w trasie było nam to dane przetestować. Stwierdziliśmy, że po wyjeździe ze stolicy z baterią naładowaną do 93 proc. zrobimy przystanek ok. 100 km dalej, pod Łodzią, żeby się podładować i resztę trasy pokonamy już na raz. Na ładowarkę zajechaliśmy z 69 procentami. W mgnieniu oka, serio, nie zdążyłem zjeść kanapki, mieliśmy już 85 proc.
Byłoby jeszcze krócej, bo Audi Q4 e-tron ma "Plug & Charge", więc gdybyśmy mieli sparowane konto i kartę Audi Charge, to wystarczyłoby tylko wpiąć samochód do ładowarki, a system sam by zautoryzował ładowanie.
Reszta trasy przebiegła tak sprawnie, że około 2,5 h potem na 20 proc. przywitał nas Wrocław.
Wnętrze "Digital Stage" jest fajne i nie ma piano
Wsiadając do środka, od razu rzuca się w oczy nowa koncepcja kokpitu, czyli "Digital Stage". Przed kierowcą mamy czytelny, 11,9-calowy zestaw wskaźników Audi virtual cockpit, a na środku 12,8-calowy dotykowy ekran systemu infotainment.

Po raz pierwszy w tym segmencie udostępniono też opcjonalny, 12-calowy ekran dedykowany specjalnie dla pasażera. Świetny bajer na długie trasy.
Z punktu widzenia praktyczności, ten samochód elektryczny to prawdziwy wół roboczy uwięziony w ciele pojazdu premium. Bagażnik oferuje bardzo ustawne 515 litrów. Po złożeniu kanapy robimy z niego małą furgonetkę z przestrzenią rzędu 1487 litrów. Jeśli komuś nadal mało, wersje quattro mogą ciągnąć przyczepę o masie do 1800 kg (to aż o 400 kg więcej niż wcześniej!).

I wielki plus za pozbycie się fortepianowej czerni z wnętrza auta, bo od razu wnętrze stało się bardziej praktyczne i brudoodporne. Szkoda tylko, że niektóre dekory zastąpił twardy plastik no i to było szokujące w aucie premium.
No i ta klimatyzacja ustawiana z poziomu ekranu dotykowego. Niepraktyczne, ale hej, do czegoś trzeba się przyczepić. Zawsze można temperaturę w aucie zmieniać komendą głosową.
Ten detal zmienia zasady gry w trasie
Teraz funkcja, która jest wyróżnikiem tego auta. Nowe Audi Q4 e-tron to pierwszy model tej marki wyposażony w technologię ładowania dwukierunkowego.
Wyobraźcie sobie sytuację: zjeżdżacie w szczere pole, rozkładacie sprzęt do nagrań i brakuje wam prądu do zasilenia świateł czy naładowania drona. Wchodzicie w ustawienia, odpalacie "Vehicle-to-Load" (V2L) i z gniazda w bagażniku ciągniecie prąd o ciągłej mocy 2,3 kW. Mało? Przez opcjonalny adapter na porcie ładowania wyciągnięcie nawet 3,6 kW ze złącza kempingowego.

Mało tego, auto jest przygotowane do pracy w trybie "Vehicle-to-Home" (V2H). Mając w domu instalację fotowoltaiczną, możecie wykorzystać samochód jako potężny, domowy magazyn energii, taki powerbank na kołach.
Jasne, to jest tylko gadżet, ale jasno pokazuje, w która stronę zmierza motoryzacja, a szczególnie ta zelektryfikowana.
Cena Audi Q4. Ile trzeba zapłacić za taki komfort?
Na koniec brutalna rzeczywistość. Bazowe, tylnonapędowe Q4 e-tron z mniejszą baterią startuje w Polsce od 222 000 zł. Ale my tu mówimy o konfiguracji, w której nie brano jeńców.

Cena Audi Q4 w potężnej odmianie e-tron quattro performance (250 kW) wynosi 296 800 zł za klasycznego SUV-a. Za opływową wersję Sportback w tej samej specyfikacji trzeba położyć na stole 306 900 zł.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Czy to będzie dobra flotówką? Jeśli szukacie reprezentacyjnego wozu, który zniszczy stereotypy o "trudnych podróżach elektrykiem", oferuje dobre materiały i świetne audio Sonos, to nowe Q4 e-tron jest jednym z najsilniejszych graczy na rynku. A 800 kilometrów za kierownicą w obie strony jeszcze nigdy nie upłynęło mi w tak relaksującej ciszy.
