koło dojazdowe
Jeździsz na kole dojazdowym? Większość kierowców zapomina o tych limitach Fot. Shutterstock

Łapiecie gumę gdzieś w szczerym polu. Otwieracie bagażnik, wyciągacie małe, chude kółeczko. Zakładacie je i... jedziecie dalej, jak gdyby nigdy nic. No właśnie, błąd! To "jak gdyby nigdy nic" to na polskich drogach prawdziwa plaga.

REKLAMA

Producenci samochodów od lat szukają oszczędności. Zarówno jeśli chodzi o koszty produkcji, jak i masę samego pojazdu. Klasyczne, pełnowymiarowe koło zapasowe w wielu nowych modelach odeszło w zapomnienie, a jego miejsce zajęło znacznie mniejsze, cieńsze i lżejsze koło dojazdowe.

Super, bo zajmuje mniej miejsca w bagażniku i łatwiej je założyć po tym, jak przydarzy nam się niefortunne przebicie opony.

Problem w tym, że kierowcy często traktują ten gadżet jako pełnoprawny zamiennik. Ludzie, litości! Z samej definicji i konstrukcji jest to rozwiązanie przeznaczone wyłącznie na awaryjne sytuacje. Jego głównym i w zasadzie jedynym zadaniem jest to, byście nie musieli wzywać lawety, tylko mogli samodzielnie dotelepać się do najbliższego wulkanizatora.

Ze względu na swoją wąską budowę "dojazdówka" drastycznie ogranicza przyczepność, wydłuża drogę hamowania i sprawia, że stabilność auta leci na łeb, na szyję. Nie nadaje się do normalnej, codziennej jazdy.

Dwa razy po "80" i kosmiczne wartości. Jakie ciśnienie w kole dojazdowym?

Jeśli już musicie skorzystać z tego "wynalazku", pamiętajcie o absolutnie kluczowych ograniczeniach. Większość producentów stosuje prostą i niezwykle ważną zasadę dwóch osiemdziesiątek.

Po pierwsze: prędkość maksymalna to 80 kilometrów na godzinę. Jeśli wyjedziecie z tym cienkim kółkiem na autostradę i zaczniecie grzać lewym pasem, to prosicie się o tragedię. Po drugie: dystans. Z reguły na "dojazdówce" powinniśmy przejechać maksymalnie około 80 kilometrów.

Czytaj także:

Ale to, co najczęściej umyka uwadze kierowców, to ciśnienie w kole dojazdowym. O ile w standardowych oponach pompujemy zazwyczaj między 2,0 a 2,5 bara, o tyle to małe kółko wymaga zupełnie innych wartości. Żeby w ogóle spełniało swoją funkcję i nie pękło pod ciężarem samochodu, musi być napompowane do kosmicznych wartości, czyli zazwyczaj od 4,2 do aż 4,5 bara!

I teraz ręka do góry: kto z was zagląda do bagażnika raz na kwartał i sprawdza tam ciśnienie? No właśnie. A przed dłuższą trasą to absolutny obowiązek.

Świecące kontrolki i "przeterminowana" guma

Nie zdziwcie się też, jeśli po awaryjnej wymianie na desce rozdzielczej waszego auta zrobi się nagle bardzo kolorowo. Ze względu na inną średnicę i właściwości fizyczne "dojazdówki", pokładowe układy ABS i ESP mogą dosłownie zwariować i zacząć wyrzucać komunikaty o błędach.

To zazwyczaj nie oznacza usterki elektroniki. Po prostu system wykrywa anomalię obrotów koła. Wszystko powinno wrócić do normy, gdy tylko na osi znów zagości normalna opona. Warto to jednak sprawdzić u wulkanizatora, gdy dokonacie już właściwej wymiany opony.

Na koniec jeszcze jeden, bardzo ważny detal, o którym mnóstwo osób kompletnie zapomina. Opona w kole dojazdowym też się starzeje. To guma, która z czasem parcieje, traci swoje właściwości i twardnieje.

logo
Quiz

1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...

Eksperci i sami producenci mówią wprost: po ośmiu lub maksymalnie dziesięciu latach takie koło nadaje się już tylko na śmietnik, nawet jeśli nigdy go nie użyliście i ma "nowy" bieżnik. Pamiętajcie, że jeśli policja podczas kontroli zauważy, że jedziecie na uszkodzonej dojazdówce lub macie zamontowane więcej niż jedno takie koło (tak, to również nielegalne!), możecie pożegnać się z dowodem rejestracyjnym i dostać srogi mandat.