Opony
Rząd bierze się za stare opony. Kierowcy znowu zapłacą więcej Fot. Shutterstock

W Polsce od lat mamy system radzenia sobie ze zużytym ogumieniem, ale powiedzmy sobie szczerze, że w praktyce różnie z tym bywa. Teraz Ministerstwo Klimatu stwierdziło, że czas wreszcie uszczelnić dziurawe przepisy. Na horyzoncie pojawia się rozszerzona odpowiedzialność producenta (w skrócie ROP). Brzmi mądrze i szalenie proekologicznie, prawda? Szkoda tylko, że w ostatecznym rozrachunku to najpewniej my, zwykli kierowcy, sfinansujemy tę "ekologiczną rewolucję".

REKLAMA

Ministerstwo Klimatu szykuje konkretną nowelizację ustawy o odpadach. Cel jest jasny i zrozumiały: urzędnicy chcą za wszelką cenę podbić statystyki, jeśli chodzi o odzysk i recykling opon.

Obecnie minimalne poziomy wynoszą 75 proc. dla odzysku i zaledwie 15 proc. dla recyklingu. I choć teoretycznie wyrabiamy te progi, to rynek i gospodarka krzyczą, że to wciąż stanowczo za mało, bo system zbiórki najzwyczajniej w świecie kuleje.

Dlatego resort wpadł na pomysł, by ciężar (przede wszystkim finansowy) zbiórki przerzucić na producentów oraz importerów. To na nich spocznie obowiązek dbania o to, by stare opony nie trafiały na nielegalne wysypiska, a sprawnie wracały do rynkowego obiegu.

Co ciekawe, szykowane prawo uderzy głównie w ogumienie pojazdów i maszyn. Mniejsze gumy, stosowane w hulajnogach, wózkach czy zabawkach, zostaną z tego systemu wyłączone.

Dlaczego to kierowcy mają łapać się za kieszeń?

Resort klimatu uspokaja, że nasze krajowe instalacje bez problemu dadzą radę przetworzyć więcej materiału i że wystarczy tu tylko trochę umiarkowanego wsparcia systemowego.

No i właśnie w tym miejscu zaczynają się schody. Projekt ustawy, który w rządowej bazie ukrywa się pod numerem UD448, ma wejść w życie w czwartym kwartale 2026 roku.

Oczywiście, samorządy i stacje demontażu zacierają ręce, bo w końcu zejdą z nich potężne koszty utylizacji. Odetchną też zakłady wulkanizacyjne, które dziś często zmagają się z problemem zalegających stosów gum.

Pytanie jednak brzmi: jak nowe przepisy dla kierowców wpłyną na to, co interesuje nas najbardziej, czyli na stan naszych portfeli?

Prawda jest brutalna, ale w biznesie nic nie ginie. Jeśli na producentów i importerów spadnie nowy, kosztowny obowiązek finansowania zbiórki i przetwórstwa, to te koszty błyskawicznie zostaną przerzucone na końcowego klienta. Czyli, nie oszukujmy się, na nas.

Kiedy w 2027 roku pójdziesz kupić nowy komplet na zimę czy lato, ceny opon mogą przyprawić cię o lekki zawrót głowy, bo producenci będą musieli jakoś zrekompensować sobie nową daninę.

logo
Quiz

1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...

Niewykluczone też, że i sama wymiana opon podrożeje, mimo że wulkanizatorom w teorii odejdą koszty utylizacji. Oczywiście, wszystko to dzieje się w imię ekologii i czystszego środowiska. Z samym celem trudno dyskutować, ale przygotujcie się psychicznie, bo za posprzątanie oponiarskiego bałaganu ostatecznie zapłacimy z własnej kieszeni.