kradzież samochodu
Przed kradzieżą auta "na Bułgara" nie ma ratunku Fot. Shutterstock

Myślisz, że chowając kluczyk do specjalnego etui albo metalowego pudełka (serio, ludzie to robią) jesteś bezpieczny? No to mam złą wiadomość. Przestępcy weszli na zupełnie nowy poziom. Teraz wystarczy im gadżet, który wygląda jak stara konsola z lat 90., żeby odjechać twoim autem w kilkadziesiąt sekund. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrzebują sygnału z twojego kluczyka.

REKLAMA

Jeszcze niedawno drżeliśmy przed kradzieżą na "walizkę". Wymagało to jednak dwójki bystrzaków, bo jeden musiał stać pod twoimi drzwiami, by przechwycić sygnał z leżącego w przedpokoju kluczyka, a drugi czekał przy aucie. Dziś to przeżytek.

Teraz absolutnym "hitem" wśród przestępców jest kradzież "na Bułgara", znana też szerzej jako metoda "na Game Boya". Skąd nazwa? Zgadliście, patent podobno przypłynął z Bułgarii, a sprzęt do złudzenia przypomina kultową konsolkę Nintendo.

Tylko że nie pograsz na nim w Mario. To zaawansowany kombajn elektroniczny, który kosztuje na czarnym rynku, trzymajcie się mocno, około 20 tysięcy euro. Polska policja przejęła już nawet część ofert z internetu, ale sprzęt nadal krąży.

Kradzież "na Bułgara" nie potrzebuje twojego kluczyka

I tu dochodzimy do momentu, w którym autentycznie złapałem się za głowę. Urządzenie w ogóle nie musi się komunikować z oryginalnym kluczem. Złodziej ma w nosie to, gdzie go schowałeś. Po prostu podchodzi do zaparkowanego auta, wybiera w menu odpowiednią markę i model, pociąga za klamkę i czeka na magię.

Gdy auto orientuje się, że obok nie ma prawowitego właściciela, "Game Boy" zaczyna bezprzewodowo generować i dopasowywać fabryczne kody serwisowe. Kilkadziesiąt sekund, czasem raptem kilka minut i cyk, drzwi otwarte, a silnik odpalony.

Złodziej wsiada, włącza kierunkowskaz i odjeżdża, a ty rano przecierasz oczy ze zdumienia, patrząc na puste miejsce pod blokiem. Porażająca skuteczność, w której kradzież samochodu staje się banalnie wręcz prosta.

Jeśli do tej pory owijałeś kluczyk folią aluminiową albo trzymałeś go w lodówce, żeby zablokować sygnał (wiem, to głupie, ale podobno działa) możesz przestać się wygłupiać. Przed metodą "na Game Boya" to po prostu nie zadziała.

Jak zabezpieczyć auto przed kradzieżą?

Co zatem nam zostaje, żeby nie obudzić się bez samochodu? Powrót do korzeni, czyli dodatkowe, niefabryczne zabezpieczenie antykradzieżowe. Producenci aut po raz kolejny zaspali (co mnie akurat w ogóle nie dziwi), więc musimy radzić sobie sami. Mowa o ukrytych odcięciach zapłonu, niestandardowych przyciskach czy dodatkowych blokadach cyfrowych na magistrali CAN.

Jasne, nie ma zabezpieczeń nie do złamania. Jeśli złodziej się uprze, to w końcu rozpracuje wszystko. Ale tu liczy się czas. Jeśli jego "zabawka" za 20 tysięcy euro zadziała, ale silnik i tak zgaśnie po metrze przez dodatkowy immobilizer, przestępca prawdopodobnie wpadnie w panikę.

logo
Quiz

1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...

Zamiast szukać pod deską rozdzielczą ukrytego pstryczka, po prostu ucieknie i poszuka łatwiejszego celu. Czasem mam wrażenie, że w wyścigu zbrojeń między inżynierami z koncernów a złodziejami, to ci drudzy są zawsze o krok do przodu. A nam, kierowcom, zostaje kombinowanie na własną rękę.