Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka
Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat

To naprawdę jakiś cud, że ten samochód w ogóle powstał. Land Rover Defender 110 Giewont Edition to limitowana wersja specjalnie na polski rynek. Powstało zaledwie 10 sztuk tego samochodu, a jedną z nich mieliśmy okazję sprawdzić. Już wyposażenie Defendera... nie mieści się w głowie.

REKLAMA

Land Rover Defender 110 Giewont Edition to hołd dla Tatr i prezent z okazji wieloletniej współpracy marki z Górskim Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym (GOPR). Nie bez powodu ambasadorem modelu został Andrzej Bargiel. Ale dlaczego ten Defender jest taki wyjątkowy? Cały jego urok tkwi w wielu szczegółach.

Defender Giewont Edition, czyli tatrzańskie detale

Na pierwszy rzut oka ktoś może pomyśleć, że to "zwykły" Defender. Wystarczy jednak podejść od przodu i na masce zobaczymy napis "Giewont" z zarysowanym tatrzańskim szczytem. Otwieramy drzwi – kolejny znaczek z Giewontem. Specjalne górskie motywy znajdziemy także z boku i z tyłu. Nie wyglądają one tandetnie, w tym jest cały urok.

logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
logo

Do tego 20-calowe obręcze z oponami All Terrain, osłona koła zapasowego w kolorze Gloss Black, wielki panoramiczny dach i nadwozie w odcieniu Gondwana Stone z kontrastowym białym dachem. Stylistykę Defendera trzeba po prostu lubić i nie da się kogoś na siłę przekonać do tego samochodu.

Defender Giewont Edition ma też specjalne wyposażenie, które w ogóle nie kojarzy się z przeciętnym cywilnym autem. Kiedy otworzycie klapę bagażnika, znajdziecie tam podwieszaną dużą apteczkę, która powstała we współpracy z GOPR, a obok... defibrylator AED, który klienci mogą zamawiać indywidualnie. Oczywiście lepiej, żeby nigdy się nie przydał, ale kiedy kilka osób zerknęło, co mam w aucie, było mocne zdziwienie na twarzy.

logo
  • logo
  • logo
  • logo
logo

To była moja trzecia przygoda z Defenderem w życiu, więc w środku mogłem poczuć się znajomo. Pierwsze wrażenie jednak zawsze jest nieco przytłaczające. Auto ma ponad 5 m długości, rozstaw osi przekracza 3 m. Maksymalny prześwit może wynosić 29,1 cm. W zależności od ustawienia zawieszenia pneumatycznego, Defender ma prawie 2 m wysokości. Ale spokojnie, zaparkujecie na parkingach podziemnych, tylko trzeba pamiętać, że gabaryty mogą nieco utrudnić manewrowanie.

Wnętrze Defendera 110 Giewont Edition: premium zamiast surowości

Wnętrze Defendera 110 Giewont trochę gryzie mi się z wizją samochodu, który możemy ubłocić po sam dach i pokonywać najbardziej hardkorowe górskie odcinki. A przecież po to on powstał. Zamiast surowego wykończenia mamy nowoczesną deskę rozdzielczą i wiele elementów obszytych miękkim materiałem.

logo

Zamontowano podgrzewane i wentylowane fotele pokryte skórą Windsor, regulowane w 18 kierunkach. Do tego trzystrefowa klimatyzacja oraz system Air Purification Plus, który oczyszcza powietrze z pyłów, kurzu i alergenów. Brzmi bardziej jak pakiet premium w stylu BMW serii 7 albo Mercedesa Klasy S. I jeszcze to fenomenalne nagłośnienie Meridian Surround Sound (650 W) z głębokim brzmieniem, które idealnie pasuje do charakteru Defendera.

Najbardziej "terenowym" akcentem wydają się gumowe dywaniki, które łatwo wyczyścić. W upalne dni przydaje się też mała lodówka w podłokietniku. W pewnym sensie Defender pozostaje też "surowy". Wbrew trendom nie ma przesadnie dużego ekranu, wciąż możemy korzystać z wielu fizycznych przycisków. I zobaczcie na tę dźwignię automatycznej skrzyni biegów. Klasyka pięknie się tu broni.

Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat

Z perspektywy kierowcy znalazłem jedną wadę. Gniazdo USB-C niepotrzebnie ukryto pod dolną półką, przez co dostęp do niego jest mocno utrudniony. Pasażer z przodu ma za to osobne wejście w górnej części deski rozdzielczej.

Silnik D350 i 700 Nm, czyli serce Defendera Giewont Edition

Pod maską Defendera znalazł się 3-litrowy diesel (D350) o mocy 350 KM. Giewont Edition nie wyróżnia się kompletnie zmienioną jednostką, ale tak naprawdę nie potrzebował rewolucji. Imponujący jest maksymalny moment obrotowy (700 Nm), który sprawia, że Land Rover potrafi "wyrwać" do przodu nie tylko na asfalcie. Moim zdaniem to cecha, którą najbardziej docenimy w trudnym terenie. Ten silnik w Defenderze to również miękka hybryda (MHEV), która wspomaga auto przede wszystkim przy ruszaniu i przyspieszaniu.

Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat
Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat

A jeśli już jesteśmy przy offroadzie... to najlepszy pomysł, jaki może wam przyjść do głowy za kierownicą Defendera. Nie trzeba się na tym specjalnie znać, bo auto krok po kroku przeprowadzi was za rękę. Inteligentny napęd na cztery koła z dwuzakresową skrzynią rozdzielczą oraz system Terrain Response 2 stale monitorują warunki jazdy i automatycznie dostosowują ustawienia pojazdu. Wszystkie parametry i warunki na zewnątrz można sprawdzać na centralnym ekranie. Na przykład podczas przeprawy przez jakiś strumyk mamy na podglądzie głębokość brodzenia, która maksymalnie wynosi 90 cm.

Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat
Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat

Mnie najbardziej zaskakuje uniwersalność Defendera. Zrobiłem nim trasę na ponad 600 km i już wiem, że to auto łączy dwa światy. Potrafi był bardzo komfortowe, kiedy musicie pokonać 200 km ekspresówką i będzie piekielnie skuteczne w miejscach, gdzie zwykła osobówka nie miałaby szans.

Spalanie i zasięg Defendera 110 w trasie

Dużym plusem może być też... oszczędność. Defender Giewont Edition w trasie zużywał średnio 9-10 litrów paliwa. Oczywiście nie liczę tu jazdy w terenie, bo to kompletnie inna bajka. W każdym razie jeśli nie zjedziecie z asfaltu i będziecie przemieszczać się przepisowo, zasięg samochodu na jednym baku może zbliżyć się do 1000 km.

Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat
Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat

Dodajmy, że zbiornik paliwa ma aż 89 l, co jeszcze bardziej docenimy na bezdrożach przy wyższym zużyciu niż podczas zwykłej jazdy.

Ile kosztuje Defender Giewont Edition? Ceny Defendera 90, 110, 130 i Octa

Defender Giewont Edition to przede wszystkim perełka dla ludzi zakochanych w górach, offroadzie... i w Defenderze. Limitowana edycja kosztuje ponad 600 tys. zł, chociaż nie wiem, czy rozmowa o cenie tej kolekcjonerskiej edycji ma w ogóle sens.

Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat
Najbardziej "polski" Defender w historii. Giewont Edition to absolutna perełka Fot. Łukasz Grzegorczyk / naTemat

Warto zaznaczyć, że ceny Defendera 90 dostępnego w regularnej ofercie zaczynają się od prawie 380 tys. zł. Za "zwykłego" Defendera 110 zapłacimy minimum 391 900 zł. Defender 130 to wydatek rzędu 460 tys. zł. No i jeszcze spektakularny, najpotężniejszy Defender Octa o sportowym zacięciu, którego cena wyjściowa przekracza milion złotych.

Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.