Zjazd z ośmiotysięcznika? Bargiel: Dzieci to sport dużo bardziej ekstremalny.
Zjazd z ośmiotysięcznika? Bargiel: Dzieci to sport dużo bardziej ekstremalny. fot. naTemat

Zanim zaczął zjeżdżać na nartach z ośmiotysięczników, trenował w za dużym sprzęcie, naprawiał rozpadające się buty i sam szukał sposobu, by finansować swoją pasję. Andrzej Bargiel w "Wieczorze naTemat" opowiada o pieniądzach, ryzyku w górach i o tym, dlaczego nawet największego celu nie warto realizować za wszelką cenę.

REKLAMA

Dziś jego nazwisko kojarzy się z wyczynami, które przechodzą do historii światowego skialpinizmu. Ale droga Andrzeja Bargiela zaczynała się znacznie skromniej. W domu z jedenaściorgiem dzieci nie było pieniędzy na profesjonalny sprzęt, a własne sportowe ambicje trzeba było organizować samemu.

Pierwsze skitury? Buty pięć numerów za duże. Bieganie? W obuwiu, które regularnie się rozpadało i trzeba było je zszywać. To właśnie z tamtych doświadczeń wyrosła zasada, którą Bargiel kieruje się do dziś: nie rzucać się od razu na głęboką wodę, tylko konsekwentnie, krok po kroku spełniać kolejne marzenia.

W "Wieczorze naTemat" gość Pawła Orlikowskiego mówi nie tylko o drodze do spektakularnych sukcesów, ale też prozie życia. O tym, co założenie rodziny zmieniło w jego podejściu do kolejnych ekstremalnych wypraw. I dlaczego wychowanie dzieci uważa za dużo bardziej ekstremalne niż zjazd na nartach z ośmiotysięczników.

Aż wreszcie o tym, dlaczego musiał porzucić sportową karierę i jak udało się przekuć to w pasję, która doprowadziła go – nomen omen – na szczyt ludzkich możliwości, do bycia pierwszym człowiekiem w historii świata, który dokonał takich zjazdów jak on.

Cena sukcesu. "Kupę kasy straciłem"

Andrzej Bargiel sprawia wrażenie człowieka, którego trudno wyprowadzić z równowagi. Choć ma na koncie dokonania, które z zewnątrz wyglądają jak igranie z życiem, sam zdecydowanie odrzuca logikę brawury. W górach najważniejsze są dla niego przygotowanie, cierpliwość i umiejętność odpuszczenia. Podobną zasadą kieruje się poza nimi – również wtedy, gdy stawką są duże pieniądze.

Po sukcesie na K2 wokół Bargiela zaczęło pojawiać się coraz więcej osób zainteresowanych jego nazwiskiem i popularnością. Sam przyznaje, że świadomie rezygnował z części propozycji, jeśli nie były zgodne z jego wartościami.

– Kupę kasy przez to straciłem, żeby trzymać się po prostu jakichś swoich wartości, jakiegoś kręgosłupa moralnego – mówi.

W górach nie ma ekspertów

– Jeżeli chcemy coś robić dobrze bądź coś wyjątkowego, to nie da się tego osiągnąć tu i teraz. Tak nie osiąga się wielkich rzeczy – mówi Andrzej Bargiel. Jak podkreśla, problemem jest dziś oczekiwanie natychmiastowych efektów, podczas gdy prawdziwy rozwój wymaga czasu i pracy. Tymczasem pewnych etapów nie da się przeskoczyć.

Co ciekawe, przez lata nawet największe sukcesy nie oznaczały finansowego spokoju. Bargiel mówi, że dopiero około 2020 roku doszedł do sytuacji, w której wyprawy mogły się w pełni finansować i nie musiał do nich dokładać.

Bargiel przyznaje, że w górach stracił również ludzi, których znał. Zginął także jego przyjaciel. Takie doświadczenia zmuszają – jak mówi – do zastanowienia się nad sensem dalszego podejmowania ryzyka.

– Kluczowy jest dystans do tego, co robimy, żeby nie robić rzeczy za wszelką cenę – tłumaczy. Jak dodaje, presję trzeba całkowicie wykluczyć, bo zawsze można wrócić. Góry nigdzie nie uciekną.

Pada też zdanie, które chyba najlepiej podsumowuje jego filozofię. – Przyroda i góry nie wiedzą, że jesteśmy ekspertami. Tak samo lawina – mówi.

Andrzej Bargiel przekonuje, że nawet bardzo trudne przedsięwzięcia mogą być racjonalne, jeśli poprzedza je odpowiednio długie przygotowanie. To, co dziś jest dla niego możliwe, jeszcze dziesięć lat temu mogłoby być – jak sam mówi – szaleństwem.

Rodzina zmieniła więcej niż największe sukcesy

Dziś jeszcze większą zmianą niż kolejne sportowe osiągnięcia okazało się dla niego założenie rodziny. – Po prostu chcesz wracać do domu i tęsknisz za tym domem – przyznaje.

Bargiel nie zamierza porzucać gór. Mówi jednak wprost, że szuka kompromisu między pasją a życiem rodzinnym i nadal uczy się tej równowagi. A kiedy na koniec rozmowy zostaje zapytany o kolejne wielkie marzenie, nie wymienia następnego ośmiotysięcznika.

– Moim kluczowym marzeniem jest to, żeby mieć zdrowie, które pozwoli na to, żeby wiele fajnych rzeczy jeszcze móc robić w górach i poza górami – odpowiada.