
Przyzwyczailiśmy się, że w dzisiejszej motoryzacji wszystko drożeje, a duże silniki spalinowe masowo odchodzą do lamusa. Tymczasem Niemcy wjeżdżają na pełnej i robią coś dokładnie odwrotnego. Nowy Volkswagen Tiguan oraz Tayron z najmocniejszym, benzynowym sercem właśnie na stałe staniały, a do gamy T-Roca wraca uwielbiany przez wielu napęd na cztery koła.
Duży SUV jak Tiguan czy Tayron potrzebuje zapasu mocy, żeby wyprzedzanie tira na jednopasmowej krajówce nie przypominało rosyjskiej ruletki. I tu wchodzi on, cały na biało: silnik 2.0 TSI o mocy 265 KM. Jeśli ta wartość brzmi dla was znajomo, to macie świetną pamięć. To dokładnie ta sama moc, którą dysponuje nowa bazowa wersja kultowego Golfa GTI.
Jednak o ile w legendarnym kompakcie napęd idzie wyłącznie na przód, tak tutaj moc pewnie ląduje na asfalcie dzięki systemowi 4x4. Zgadza się, napęd 4MOTION w duecie z 7-biegową, szybką jak błyskawica skrzynią DSG to w tych wariantach absolutny standard.
Efekt? Potężny Tiguan "robi setkę" w zaledwie 5,9 sekundy. Tayron, będący jeszcze większym i bardziej rodzinnym kolosem, potrzebuje na to 6,1 s. To są wyniki, które do niedawna rezerwowano dla rasowych hothatchy, a nie aut, do których pakujesz rodzinę na wakacje, a na hak narzucasz ciężką przyczepę kempingową.
Ale to, co najbardziej przykuło moją uwagę, to ceny. Volkswagen oficjalnie ogłosił stałą repozycję cenników, czyli w tłumaczeniu z korporacyjnego na ludzki: po prostu je obniżył.
Nowy Volkswagen Tiguan 2.0 TSI 265 KM w topowej wersji R-Line startuje teraz od 228 990 zł, a Tayron z tym samym układem to wydatek rzędu 238 890 zł. Jak na dzisiejsze realia, te osiągi i ten segment, robi się naprawdę uczciwie.
Nowy Volkswagen T-Roc 2.0 eTSI. Wreszcie wraca napęd na cztery koła
Na tym jednak nowości z Wolfsburga się nie kończą. Zajrzałem też w to, co dzieje się piętro niżej, w niezwykle popularnym segmencie kompaktowym. Tam Volkswagen T-Roc 4MOTION z wielkim hukiem wraca do gry z zupełnie nowym sercem.
Zamiast dotychczasowej spalinowej dwulitrówki, Niemcy upchnęli tam wariant 2.0 eTSI o mocy 204 KM. Zwróćcie uwagę na tę małą literkę "e" na początku. To oznacza, że pod maską zagościła miękka hybryda (instalacja 48 V). Jak to działa w praktyce?
Akumulator i rozrusznik-alternator dają mu dodatkowego "kopa" w postaci momentu obrotowego przy ruszaniu (a mamy tu solidne 320 Nm od dołu). Co więcej, auto potrafi teraz swobodnie "żeglować" po puszczeniu gazu z całkowicie wyłączonym silnikiem benzynowym.
System start-stop działa tak gładko, że przestał irytować, a spalanie w trybie mieszanym (WLTP) według producenta wynosi rozsądne 7,4 l/100 km. Przyspieszenie? Bardzo rześkie 6,8 sekundy do 100 km/h.
Wersja R-Line i wyposażenie, które robi różnicę. Ile to kosztuje?
Producent uznał, że tak mocny i zrywny wariant nie może wyjeżdżać na ulice w biednej specyfikacji. Dlatego nowy T-Roc z silnikiem o mocy 204 koni parowany jest wyłącznie z zadziorną wersją R-Line. Cena startuje od 184 490 zł.
Za te pieniądze otrzymujemy bardzo przyzwoity pakiet gadżetów, który sprawia, że to auto wygląda po prostu drogo i nowocześnie. W standardzie dostajemy m.in.:
Gdy widzę, jak inne marki w popłochu wycinają ze swoich cenników mocne silniki spalinowe, zastępując je dziwnymi, słabymi układami, działanie Volkswagena przyjmuję z nieskrywaną radością.
1 / 10 Na początek coś łatwego...
Więcej mocy, powrót 4x4 do kompaktu i niższe ceny za ćwierć tysiąca koni pod maską Tiguana? Takie powroty do normalności szanuję najmocniej.
