"Głód, choroby, fetor". Porażająca relacja z Ceuty.
"Głód, choroby, fetor". Porażająca relacja z Ceuty. fot. naTemat

Kilkaset osób stłoczonych na 140-metrowej plaży, prowizoryczne szałasy, głód i niepewność tego, co wydarzy się następnego dnia. Beniamin Kubiak-Piłat wrócił z Ceuty, gdzie obserwował kryzys migracyjny z bliska. W "Rozmowie naTemat" opowiedział o miejscu, które nazwał "zapomnianym przez wszystkich". Mówi o chorobach, głodzie i specyficznym, nieprzyjemnym zapachu.

REKLAMA

Ceuta z jednej strony nadal przypomina wielokulturowe hiszpańskie miasto. Otwarte są kawiarnie i restauracje, a w centrum życie toczy się względnie normalnie. Wystarczy jednak przejechać kilka kilometrów, by znaleźć się w zupełnie innym świecie.

Beniamin Kubiak-Piłat, reporter RMF FM, spędził w hiszpańskiej eksklawie kilka dni. Najmocniej zapamiętał Playa del Trampolín – niewielką plażę, na której koczują migranci z Afryki Subsaharyjskiej.

Miejsce zapomniane przez wszystkich

Na około 140 metrach plaży przebywają setki ludzi. Jedni grają w piłkę, inni leżą albo próbują zbudować prowizoryczne schronienia. Reporter przyznaje, że jednym z najmocniejszych wspomnień pozostanie zapach tego miejsca.

– To jest zapach trochę jak połączenie zapachu morza, ale takiego morza portowego, kanałowego, z ludzkim potem, odchodami, jakimiś resztkami jedzenia, śmieciami – opowiada.

Jak relacjonował, migranci prosili dziennikarzy o jedzenie, wodę, kilka euro, a nawet możliwość podładowania telefonu. Raz dziennie Czerwony Krzyż wydaje racje żywnościowe, a porządku pilnują służby.

– Człowiek ma takie wrażenie, że trafił do miejsca trochę zapomnianego przez wszystkich – mówi Kubiak-Piłat.

"European dream" zderza się z rzeczywistością

Reporter zwraca uwagę, że historie migrantów są bardzo różne. Część Marokańczyków miała otrzymać w komunikatorach informację, że granica jest otwarta. Ruszyli więc do Ceuty w przekonaniu, że po jej przekroczeniu droga do Europy stanie przed nimi otworem.

Tak się nie stało. Niektórzy przez kilkanaście dni spali w parkach i na ulicach, a później dobrowolnie wracali do Maroka. Jak mówił Kubiak-Piłat, okazywało się, że ich "European dream" nie jest na wyciągnięcie ręki.

Jeszcze dramatyczniejsza jest sytuacja części migrantów z Afryki Subsaharyjskiej. Reporter usłyszał historie osób, które miały przez osiem czy dziewięć miesięcy iść w stronę granicy, wierząc, że uda im się dostać do Europy.

Szpitale pod presją, mieszkańcy podzieleni

Kryzys obciąża również Ceutę. Lekarka, z którą reporter rozmawiał podczas podróży, opowiadała o braku łóżek i migrantach trafiających do medyków po wielu dniach choroby. Problemem bywają gorączki o trudnym do ustalenia źródle czy pacjenci w ciężkim stanie.

Napięcie widać również wśród mieszkańców. Jedni mówią, że boją się wieczorem wychodzić z domu. Inni przekonują, że w ich codziennym życiu niewiele się zmieniło. Są protesty, ale są też mieszkańcy, którzy pomagają migrantom.

"Człowiek nie docenia tego, co ma"

– Wróciłem z Ceuty z taką myślą, że człowiek nie docenia tego, co ma, dopóki nie zobaczy, jak źle jest gdzieś indziej – przyznał Kubiak-Piłat.

Jak podkreślił, dopiero bezpośredni kontakt z ludźmi sprawia, że wielkie liczby z politycznych debat zamieniają się w konkretne twarze i historie. Na niewielkim skrawku plaży setki osób próbują żyć w prowizorycznych szałasach, nie wiedząc, czy i kiedy ich sytuacja się zmieni.

Reporter nie ma też wątpliwości, że wydarzeń w Ceucie nie można traktować jako zamkniętego epizodu.

– To nie jest koniec tego kryzysu migracyjnego. Wszystko tak naprawdę przed nami i nie da się tak zero-jedynkowo podchodzić do tego problemu – podsumowuje.