
"Król" to filmowa biografia Henryka V, jednego z najsłynniejszych i najwybitniejszych władców średniowiecznej Anglii. To też świetna rola Timothée'ego Chalameta. Uważam jednak, że obraz ten nie jest tak znany jak powinien.
Są filmy wybitne, ale które z jakiegoś powodu nie są tak popularne w środowisku kinomanów, jak powinny. Przykładem jest "Król" z 2019 roku.
"Król", czyli opowieść o dorastaniu, gdy jest się władcą
Film opowiada o losach najpierw księcia, a następnie króla, Henryka V. Na ekranie obserwujemy, jak dorasta i dojrzewa do roli władcy Anglii. Ostatecznie zasiada na tronie i rozpoczyna konflikt z Francją, będący kolejną odsłoną wojny, która przeszła potem do historii jako stuletnia.
"Król" to przede wszystkim wspaniałe zdjęcia, piękna muzyka i przekonujące rolę aktorskie. Wcielenie się Chalameta w Hala (tak Henryk jest nazywany w filmie) musiało być dla niego świetną wprawką przed zagraniem Paula Atrydy w "Diunie". Schemat jest tu zresztą nieco podobny. Główny bohater – młody chłopiec – musi szybko dojrzeć i wziąć na swe barki losy królestwa lub – jak u Franka Herberta – wszechświata.
Nie mogę nie docenić też Roberta Pattinsona, który zachwyca w każdej scenie. Jako następca francuskiego tronu irytuje i sprawia, że najchętniej wbilibyśmy mu sztylet w gardło. Po tej jego roli można zrozumieć, dlaczego Anglicy przez wieki walczyli z Francuzami! Aktor ma to zresztą do siebie – jak pisaliśmy w naTemat, zwiastun "Diuny 3" jest epicki, ale to Pattinson kradnie show.
Średniowiecze to był jednak jeden, wielki syf!
Nie można też pominąć aspektu oddania realiów średniowiecznego świata. W końcu w filmie historycznym widzimy brud, przepoconych ludzi ze sklejonymi kurzem włosami, mroczne, zadymione sale zamkowe. I przede wszystkim dostajemy średniowieczne pojedynki i bitwy. Zaczynamy pojmować brutalność tamtego świata.
Choć przez swoją fabułę film nie powinien być pokazywany na lekcjach historii (o tym za chwilę), nie sposób nie docenić tego, jak nakręcono bitwę pod Azincourt. Wizja reżysera Davida Michôda może świetnie rezonować ze współczesnym widzem. Nie mamy tu mknących do boju w lśniących zbrojach rycerzy. Nie, walki szybko zamieniają się w błotne zapasy, z dużą ilością brutalności. Przypominają nieco mecz rugby, ale taki na poważnie, w którym stawką jest fizyczne przetrwanie, a nie kolejny punkt dla drużyny.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Historia w "Królu"
Henryk V w rankingu popularności angielskich władców może rywalizować chyba tylko z Ryszardem Lwie Serce. Widać to szczególnie w popkulturze. Nad biografią tego pierwszego przysiedli m.in. William Szekspir czy Kenneth Branagh, który pod koniec lat 80. nakręcił film "Henryk V" (zagrał w nim też tytułową rolę).
Jedynym problemem ekranizacji o tym władcy jest dokładne pokazanie jego biografii. Choć pochwaliłem "Króla" za pokazanie średniowiecznego świata, nie mogę tego samego zrobić w kontekście zachowania prawdy historycznej.
Nie ma bowiem dowodów na to, by Henryk V był w młodości przedstawicielem tzw. bananowej młodzieży (a tak jest tu pokazany). Już jako niemal dziecko otrzymał tytuł księcia Walii, będąc tym samym przygotowywany do roli króla. W wieku 16 lat wziął udział w bitwie pod Shrewsbury, w czasie której strzała wbiła się mu w twarz i niemal wybiła oko, zapewne trwale oszpecając. Nie był więc z pewnością tak piękny jak hollywoodzki gwiazdor.
W filmie widzimy też jego konflikt z ojcem: rzekomo nie chciał przejąć po nim tronu i ten miał trafić do jego młodszego brata. To jednak ponownie kłamstwo. Było wręcz przeciwnie: Henryk był wręcz bliski dokonania czegoś na miarę zamachu stanu i zabrania rodzicielowi korony. Jak najbardziej chciał być królem.
Film oczywiście rządzi się swoimi prawami, stąd tego typu odstępstwa są i akceptowalne, i zrozumiałe. Widzowi prościej jest empatyzować z młodym człowiekiem rzuconym nagle wbrew swej woli na głęboką wodę. Nie wspominając o wyglądzie protagonisty: fanki Chalameta zapewne nie darowałyby twórcom, gdyby ich idol został pokazany ze szpecącą jego delikatną twarz blizną!
"Król" to jeden z najlepszych filmów historycznych ostatnich lat?
Obraz Davida Michôda jest z pewnością warty polecenia. Może nie temu, by uczyć się za jego pomocą historii, ale by wejść w średniowieczny świat, poczuć strach towarzyszący bitwom i smród ówczesnych intryg dworskich (na tym polu wiele się nie zmieniło). To z pewnością jeden z lepszych filmów historycznych ostatnich lat.
Warto zresztą zestawić go z tym, co dziś zbiera największe laury. Jak pisaliśmy w naTemat, Odyseja to najlepszy film Nolana od lat – tak pisze się na nowo mity. "Król" robi coś podobnego z angielską historią: nie tyle ją odtwarza, ile opowiada na nowo.
W zabawny sposób obecne realia za pomocą historii komentuje też serial "1670" czy pewna, także nieco zapomniana, produkcja o wikingach.
Jeśli natomiast szukacie kolejnych filmowych propozycji, warto zajrzeć do naszego zestawienia na naTemat: najlepsze filmy lat 20. XXI wieku wybrane przez stu krytyków filmowych.




