
Nadążanie za dziecięcymi trendami to "jazda bez trzymanki". Podczas gdy my, dorośli, doskonale pamiętamy wszechobecne gęsi, dzieciaki już dawno zapomniały nawet o ubiegłorocznych potworkach Labubu. Ich nowa miłość przynajmniej ma ładny kształt i nie kosztuje majątku.
Ten, kto w porę wstrzeli się w trendy z zaopatrzeniem stanowiska w pamiątki dla dzieci, ten w sezonie wakacyjnym może rozbić bank. A przynajmniej dobrze uszczuplić portfele rodziców. Trendy zmieniają się tam bowiem nawet z dnia na dzień. Nikt już nie pamięta o gęsi, w odstawkę poszła kapibara z plecakiem, a nawet o oscypkowej maskotce, ogłoszonej nowym hitem straganów w Zakopanem, jest dość cicho. Prawdziwym hitem tego lata zostało… masło. Ale nie takie w kostce.
Masło na straganach jak Polska długa i szeroka. Spokojnie, ono nie potrzebuje lodówki
Tegoroczne trendy wakacyjne zaczęły kreować się już w lipcu. Jak pisaliśmy na łamach naTemat w czołówce najpopularniejszych pamiątek były wówczas… pierogi. Jednak nie te nasze tradycyjne, a gniotki, na punkcie których dzieci dosłownie oszalały. Kolejne pudełeczka sprzedawały się jak świeże bułeczki, a dzieci próbowały uzbierać całą kolekcję albo przynajmniej zdobyć upragniony kolor. Tak, przed otwarciem nie wiadomo bowiem, jaka wersja znajduje się w opakowaniu.
I choć pierogi pewnie nadal znajdują się wysoko na liście marzeń dzieci, to numerem jeden jest już nowa forma gniotka, czyli masło. Podłużny i piankowy kształt sprawiają, że ich ugniatanie, ściskanie i wykręcanie w rękach daje dzieciom po prostu dużo przyjemności. Jak podał serwis Fly4free.pl, takie zabawki można znaleźć aktualnie na bardzo wielu straganach nad Bałtykiem. W innych turystycznych kurortach na pewno również na nie natraficie.
Dodatkową zaletą tej pamiątki jest cena. Za sztukę trzeba zapłacić ok. 14 zł, więc jak na polskie standardy naprawdę nie jest to wygórowana kwota. Zwłaszcza kiedy przypomnimy sobie figurki Labubu sprzed roku, które nie dość, że często były podrabiane i powodowały wyszydzanie dzieci wśród rówieśników, to jeszcze kosztowały przynajmniej kilkadziesiąt złotych za sztukę.
Millenialsi patrzą i się uśmiechają. Gniotki były także ich zabawkami
Patrząc na to, jak dzieci zachwycają się masłem do gniecenia, aż trudno nie wspomnieć zabawek z naszego dzieciństwa. Współczesne wersje są z pianki, specjalnego żelu, a nawet wazeliny. Te z mojego dzieciństwa były po prostu balonem wypełnionym mąką. A kiedy się je za mocno przycisnęło, sprzątanie domu było w cenie zakupu zabawki.
Skąd jednak powrót tej mody? Po pierwsze jest to odpowiedź na współczesne realia. Dzieci nie są w stanie skupić się na dłuższą chwilę i po prostu wysiedzieć bez ruchu. Taka zabawka wspiera skupienie, ale także przynosi ulgę od stresu. Tyle w kwestii teorii.
W praktyce modę napędzają oczywiście media społecznościowe. To w USA influencerzy zaczęli opowiadać o gniotkach-pierogach, a trend z czasem ewoluował do masła. Również polscy twórcy treści nieraz tworzyli materiały o gniotkach w różnych kształtach, a masło było jednym z najczęściej polecanych.
Czy zostanie ono wyparte? Cóż, wakacje się kończą, co nie będzie dobrze wpływało na sprzedaż na straganach i napędzanie kolejnych trendów. Jednak w ostatnim czasie w polskim internecie pojawiło się sporo zasięgowych materiałów o gniotkach w kształcie sera. Nie można więc wykluczyć, że to będzie kolejny hit. Równocześnie gniotki-masło, choć pochodzą z Chin, są bardzo "polskie". W końcu drożejące masło jeszcze do niedawna było synonimem drożyzny w naszym kraju, a dopiero teraz masło jest najtańsze od lat.
