Nowy hit straganów nad Bałtykiem
Nowy przebój straganów nad Bałtykiem. O laleczce Labubu już nikt nie pamięta Fot. Evikka/Shutterstock

Każdy sezon nad Bałtykiem oznacza zupełnie inną modę. Przez lata przerobiliśmy ich już dziesiątki, ale dla handlarzy odpowiednie wstrzelenie się w trendy oznacza ogromne zyski. Tak właśnie jest z nowymi "pierożkami" nad Bałtykiem. I nie mylcie ich z górskimi oscypkami.

REKLAMA

Ten, kto nadąży za dziecięcymi trendami, może być zwycięzcą. Zwłaszcza w kontekście wakacyjnego wypoczynku nad Bałtykiem czy w dowolnej innej miejscowości turystycznej. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie rodziny z dziećmi wydają najwięcej na pamiątki. Stąd odpowiedni dobór towarów to prawdziwa maszynka do zarabiania pieniędzy. W tym roku gęsi i kapibary kurzą się w kątach, bo fenomenem stały się Squishy Dumpling.

Nowa moda na straganach nad Bałtykiem. Wszystko zaczęło się na TikToku

Ostatnie lata przyniosły wiele straganowych przebojów. Jednym z ładniejszych było zamiłowanie do gęsi Pipy. Przyjazne były też kapibary. Później zrobiło się nieco gorzej. Przed rokiem jak grzyby po deszczu w budkach z pamiątkami pojawiały się postacie z tzw. brainrotów, a następnie podrobione potworki Labubu, które były już znacznie mniej atrakcyjne wizualnie.

Wszystkie te trendy miały jednak wspólne źródło – TikToka. To, co dzieci oglądają w mediach społecznościowych, błyskawicznie staje się bardzo popularne także na straganach w miejscach turystycznych. Dokładnie taką samą genezę ma najnowszy przebój sprzedażowy – Squishy Dumpling. Pożądany "pierożek" to nic innego jak gniotek wypełniony żelową substancją.

Zabawki występują w wielu wariantach kolorystycznych. Oczywiście sprzedawane są w formie blind boxów, czyli kupujący nie wie, który model dokładnie będzie w jego pudełku. To tylko napędza sprzedaż, bo dzieci chcą mieć pełne kolekcje albo zdobyć konkretny wariant kolorystyczny. A wszystko to zaczęło się od filmików na TikToku. Jak podaje serwis dlaHandlu.pl, linia zabawek Mystery Squishy Dumplings firmy RMS International podbiła świat mediów społecznościowych, generując ok. 500 mln wyświetleń. A filmiki były banalnie proste. Ich autorzy otwierali kolejne pudełka prezentujące kolorowe gniotki w kształcie chińskiego pierożka na parze.

Pokolenie lat 90. patrzy i się uśmiecha. My też mieliśmy swoje gniotki

W odróżnieniu od Labubu gniotki może przynajmniej nie będą wywoływały drwin, kiedy rodzic przez przypadek kupi podróbkę, a nie oryginał. Dodatkowo żelowe pierożki są zabawką sensoryczną, która może odstresować i pomóc skupić myśli, co w przypadku najmłodszych pokoleń jest bardzo ważne.

Z drugiej jednak strony takie zabawki nie są żadną nowością. Jako przedstawicielka pokolenia lat 90. doskonale pamiętam, kiedy sama bawiłam się podobną zabawką. Nasze gniotki były jednak znacznie bardziej ryzykowne i o zirytowanie idealnej pani domu było wówczas niezwykle łatwo.

Polskie gniotki robione były z balonów wypełnionych mąką (pszenną lub ziemniaczaną). Następnie balon otrzymywał oczka i bujną czuprynkę robioną z włóczki. Można go było kupić w sklepie albo równie dobrze zrobić samodzielnie w domu. Problem polegał jednak na tym, że kiedy za mocno się go ścisnęło, cienki balon pękał, a cała mąka wysypywała się na zewnątrz, robiąc niemały bałagan. Pod tym względem dzisiejsze gniotki są o wiele bardziej wytrzymałe.

"Pierożki" nad Bałtykiem mają się świetnie, ale w Tatrach mają poważnego rywala. Regionalnym hitem została tam maskotka w kształcie oscypka z charakterystyczną góralską czapeczką. Jest to polski projekt, który jednak z przyczyn technicznych produkowany jest w Chinach. Mimo wszystko ma on więcej z naszej tradycji i kultury niż kolejny chiński gniotek. Przewagą tych drugich będzie jednak cena. Najtańsze pierożki można dostać już za ok. 20 zł. Te największe będą znacznie droższe, bo za sztukę trzeba zapłacić nawet 80-90 zł.