
Polscy kierowcy, którzy traktują drogi naszych zachodnich sąsiadów jak prywatny tor wyścigowy bez jakichkolwiek zasad, powinni teraz usiąść. Niemiecki automobilklub ADAC opublikował właśnie zaktualizowane stawki kar. I powiem wam jedno: jest drogo. Bardzo drogo.
Wielu z nas wciąż żyje szkodliwym mitem, że niemieckie autostrady to mityczna kraina wolności, gdzie można wcisnąć gaz do dechy i po prostu zapomnieć o świecie. Nic bardziej mylnego. Tam, gdzie pojawiają się ograniczenia, niemiecka policja nie bierze jeńców, a taryfikator mandatów jest bezlitosny.
"Szeryfowie" na celowniku, czyli ile zapłacisz za ciężką nogę
Jeśli myślicie, że "lekkie" nagięcie przepisów ujdzie wam płazem, to lepiej spójrzcie na grafikę udostępnioną przez ekspertów. Czarno na białym widać, że kary za prędkość w Niemczech potrafią wydrenować portfel skuteczniej niż niespodziewana awaria w starym dieslu.
Co ważne, stawki drastycznie różnią się w zależności od tego, czy szarżujemy w terenie zabudowanym, czy poza nim. Zacznijmy od "drobnostek". Przekroczenie prędkości o 11-15 km/h w mieście to już 50 euro, czyli na nasze dobrze ponad 200 zł.

Poza miastem zapłacimy w tej sytuacji 40 euro. Niby bez tragedii? No to jedziemy dalej. Prawdziwe schody zaczynają się chwilę później. Przekroczenie o 21-25 km/h w terenie zabudowanym to już wydatek rzędu 115 euro i wpada nam pierwszy punkt we Flensburgu, czyli tamtejszy odpowiednik naszych punktów karnych (oznaczony na grafice czarną kropką). Poza miastem za ten sam wyczyn zapłacimy okrągłe 100 euro, a na nasze konto również wpadnie punkt.
I żeby nie było: o, jeden punkt, to "luzik". Nie, tam przy trzech tracą prawko.
Zakaz prowadzenia pojazdów to nie są przelewki
Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczyna się jednak nieco wyżej, tam, gdzie kończy się ułańska fantazja, a zaczyna skrajna nieodpowiedzialność. Gdy noga zrobi się za ciężka i przekroczycie limit o 31-40 km/h w mieście, na wasz adres w Polsce przyjdzie mandat z Niemiec w wysokości 260 euro (to grubo ponad tysiąc złotych!). Do tego dwa punkty karne i co najbardziej bolesne dla Niemców, czyli ikona przekreślonego auta oznaczająca "Fahrverbot", czyli natychmiastowy zakaz prowadzenia pojazdów.
Poza terenem zabudowanym przy przekroczeniu o 31-40 km/h zapłacicie 200 euro, dostaniecie jeden punkt, ale jak wskazuje dopisek "mögl." na infografice ADAC, zakaz prowadzenia również jest możliwy. Wystarczy pędzić o zaledwie 41-50 km/h za szybko na zwykłej drodze poza miastem, by pożegnać się z kwotą 320 euro, zgarnąć dwa punkty i twardo pożegnać się z "prawkiem" na tamtejszych drogach.
Na samym dnie tabeli widnieje wręcz mrożąca krew w żyłach kwota: równe 700 euro, podwójny punkt i absolutny zakaz za przekroczenie o ponad 60 km/h w obszarze zabudowanym.
Zdrowy rozsądek na wagę złota
Szczerze? Kiedy patrzę na to, jak rygorystycznie Niemcy podchodzą do łamania prawa drogowego, łapię się za głowę i pytam: dlaczego w Polsce wciąż mamy problem z wyegzekwowaniem podstawowych zasad?
Za każdym razem, gdy testuję nowe auta na europejskich trasach, widzę rodaków, którzy tuż po minięciu znaku "Zgorzelec" albo "Świecko" momentalnie odklejają się od rzeczywistości. Wydaje im się, że skoro to Niemcy, to hulaj dusza, piekła nie ma.
1 / 12 To na początek zmora wielu kierowców. Ta kontrolka oznacza problem...
Przekroczenie prędkości to za naszą zachodnią granicą nie jest tylko drobne wykroczenie, z którego można się wykręcić uśmiechem. To potężny cios w finanse i realne ryzyko zakończenia wakacji na fotelu pasażera. Zatem, zanim następnym razem pomyślicie, że "jakoś to będzie", przypomnijcie sobie tę żółtą tabelkę.
