Joanna Jabłczyńska jako Tosia w Nigdy w życiu i Katarzyna Grochola
Awantura o Tosię w "Nigdy w życiu 2" weszła w czwartą gęstość Fot. kadr z "Nigdy w życiu" / Shutterstock / Getty Images / montaż: naTemat

Afera o Tosię w "Nigdy w życiu 2" wchodzi w czwartą gęstość. Po ostrych słowach Doroty Szelągowskiej pod adresem Joanny Jabłczyńskiej aktorka postanowiła odpowiedzieć, publikując prywatną korespondencję z Katarzyną Grocholą. Pokazała SMS-y, które rzucają nowe światło na kulisy zamieszania wokół castingu do "Właśnie, że tak!". Tymczasem fani murem stoją za gwiazdy "Na Wspólnej" i zapowiadają bojkot sequela. I nic dziwnego – cała awantura wymknęła się spod kontroli i skutecznie obrzydza film.

REKLAMA

Najpierw przypomnijmy całą aferę, bo... łatwo się w niej pogubić. Na prezentacji nowej ramówki TVN Joanna Jabłczyńska potwierdziła, że nie zagra we "Właśnie, że tak!", kontynuacji "Nigdy w życiu" po 22 latach. – To dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie jest mi ciężko się z tym pogodzić – mówiła w rozmowie z Plejadą.

O co chodzi w aferze o Joannę Jabłczyńską w "Nigdy w życiu 2"? Afera nie ma końca

Z jej słów wynikało, że o angażu innej aktorki zdecydowano odgórnie, a w sieci wybuchła burza. Gwiazda "Na Wspólnej" grała nastoletnią Tosię w kultowej komedii romantycznej z 2004 roku, więc widzowie byli przekonani, że zagra również dorosłą córkę bohaterki. Produkcja szybko odpowiedziała. Anna Wichłacz w rozmowie z Pudelkiem przekonywała, że Jabłczyńska brała udział w castingu, na który zaproszono sześć aktorek. Casting przegrała, a 17 czerwca została poinformowana, że rolę otrzymała inna aktorka (ma być to Agnieszka Żulewska z "Wielkiej wody" i serii "Rojsta").

Jabłczyńska przedstawiła inną wersję wydarzeń. Stwierdziła, że była przekonana, że zaproszono ją na spotkanie z reżyserem Gregiem Zglinskim, a nie na casting. Miała również otrzymać scenariusz "Nigdy w życiu 2".Nie wiedziałam, że to casting. W dniu, kiedy tam byłam, nie było innych aktorek. Był tylko inny aktor i miałam do odegrania sceny tylko z tym aktorem – mówiła.

Potem Katarzyna Grochola wytoczyła ciężkie działa. "Szanowni państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie" – napisała na Instagramie autorka książkowej serii o Judycie i producentka "Właśnie że tak!".

Jabłczyńska odpowiedziała błyskawicznie. "Agnieszka Żulewska znakomitą aktorką jest i wierzę, że również prawym człowiekiem, choć osobiście się nie znamy. Nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę inaczej (...)" – napisała w komentarzu.

Internauci stanęli murem za "oryginalną" Tosią z "Nigdy w życiu", a krytyka pod adresem Grocholi (fani deklarują bojkot "Właśnie że tak!") była tak ogromna, że pisarka... skasowała post. Z kolei Jabłczyńska przeprosiła Żulewską.

– Kiedy publikowałam pierwsze nagrania, nie miałam zielonego pojęcia, kto dostał rolę Tośki. Nie spotkałyśmy się na castingu. (...) Nie znamy się osobiście, ale bardzo ją [Agnieszką Żulewską – red.] cenię jako aktorkę. Gdybym przegrała z nią w normalnym castingu, to byłby to dla mnie zaszczyt – wyjawiła na Instagramie.

Joanna Jabłczyńska

o Agnieszcze Żulewskiej na Instagramie

Dorota Szelągowska uderzyła w Joannę Jabłczyńską. Córka Katarzyny Grocholi zarzuciła aktorce bycie "złym człowiekiem"

To nie koniec całej awanti. W awanturę włączyła się... Dorota Szelągowska, córka Katarzyny Grocholi. We wtorek prezenterka telewizyjna opublikowała nagranie na Instagramie i nie gryzła się w język.

– Osiągnęłam limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy moją rodzinę, jak narastają okropne kłamstwa. Więc, Asiu, ja widziałam tę korespondencję, widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana, 'zapraszamy panią na zdjęcia próbne'. Przegrałaś. Przegrałaś z Agnieszką Żulewską. I to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską, bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna – zaczęła, powtarzając oficjalną narrację o przegranym castingu.

– I nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka – z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. To o tym mówiła moja mama, kiedy mówiła o krokach prawnych, bo nie wolno, Asiu, rzucać takich rzeczy. Szczególnie że ja wiem, kto jest sponsorem i tak bardzo wiem, że jest to ściema – dodała Szelągowska.

Dalej było jeszcze ostrzej. – Wiesz, wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości, i okazuje się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Ja rozumiem, że ludzie cię tak postrzegają, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat, jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem niż właściwie ja sama. To jest trochę creepy – mówiła w nagraniu Szelągowska, która miała być inspiracją swojej matki do napisania Tosi.

– (...) Patrzę, jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać, dzięki której ty się stałaś znana, dzięki której jesteś w sercach ludzi. Patrzę, jak sterujesz tym wszystkim, patrzę, jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Po prostu patrzę na ciebie i niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem, że nie umie powiedzieć: stop. Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu – ciągnęła dalej prezenterka.

Ja rozumiem, że ci jest przykro, rozumiem, że jesteś rozczarowana i to jest okej. Czasem się przegrywa i nie trzeba wtedy podpalać całego świata. Nie trzeba go niszczyć, bo ludzie na to nie zasługują, Asiu. I ja rozumiem, że wy wszyscy sobie myślicie: to jest nasza Tosia. To nie pójdźcie do kina po prostu. Nie niszczcie innych. Słuchajcie, każdy ma prawo napisać sobie historię, zebrać pieniądze i nakręcić film. I wybrać, kto będzie w tym filmie grał. Gdyby moja mama stwierdziła, że chce, żeby rolę Tosi zagrał krzak bzu, to ma do tego prawo. Dlaczego wy sobie rościcie to prawo? Aśka, nie ma żadnego problemu. Napisz sobie historię, wymyśl sobie, zbierz pieniądze i to zakranizuj.

Dorota Szelągowska

w nagraniu na Instagramie

Nagranie zakończyła apelem do internautów: "Proszę was, to jest chora sytuacja, gdzie cierpią ludzie. Ja rozumiem, możecie być źli, możecie być rozczarowani. No i tak, chciałabym cię Asia strasznie poprosić, żebyś się zatrzymała. Strasznie, bo czynisz strasznie dużo zła".

Dalsza część artykułu poniżej.

Joanna Jabłczyńska odpowiada. Opublikowała prywatną korespondencję z Katarzyną Grocholą

W środę rano Jabłczyńska odpowiedziała i opublikowała na Instagramie SMS-y z Katarzyną Grocholą. Na screenie widzimy wiadomość z 22 czerwca od pisarki: "Dziękuję Ci, Joasiu. Walczę teraz o Ciebie zresztą z reżyserem i Wichłaczową[producentką – red.]". Aktorka odpowiedziała: "Trzymam najmocniej kciuki i służę wszelką pomocą". Dwa dni później miała napisać do pisarki: "Kasiu, jakieś wieści z frontu?".

"Teraz możecie podjąć kroki prawne, ponieważ zostałam zmuszona do opublikowania prywatnej korespondencji" – podpisała Jabłczyńska zamieszczony screen. "Poproś może Mamę o całość korespondencji" – zwróciła się do Doroty Szelągowskiej. Podkreśliła przy tym, że publikowane materiały nie pokazują pełnego obrazu sytuacji, ponieważ większość rozmów z produkcją odbywała się telefonicznie, a tych rozmów – jak zaznaczyła – "z oczywistych powodów nagranych nie mam".

Jabłczyńska dodała, że jest już "cholernie zmęczona tą sytuacją" i ma świadomość, że znalazła się w trudnym położeniu. "Wiem, że to miecz obosieczny, wiem że Dorota ma duuuużo większe zasięgi, a armia trolli PRowych ruszyła od wczoraj i próbuje mnie zmieść z powierzchni ziemi" – wyjawiła. Aktorka zaznaczyła jednak, że nie może "pozostawić prawdy samej sobie", choć marzy o tym, by cała sprawa wreszcie się skończyła.

Dodała, że od początku liczyła na to, że to produkcja sama poinformuje o wyborze Agnieszki Żulewskiej i odpowiednio wyjaśni tę decyzję. – Marzyłam też o tym, aby to produkcja sama powiedziała o innym wyborze Tosi i jakoś to uzasadniła w sposób nieurażający nikogo – napisała aktorka.

Prosiłam produkcję, żebyśmy ustalili wspólną wersję dla mediów, ponieważ z pewnością nie uniknę pytań o brak tej roli. Dokładnie tak się stało. Też nie spodziewałam się do jakiej skali się to rozwinie i że mogą ucierpieć osoby, które tak bardzo cenię tj. Agnieszka Żulewska. Do tej pory o ile mi wiadomo produkcja nie ogłosiła tego oficjalnie. I nigdy nie chciałam publikować nawet treści tej wiadomości, z uwagi na Agnieszkę właśnie.

Joanna Jabłczyńska

na Instagramie

Jabłczyńska potwierdziła też wcześniejszą wersję dotyczącą telefonu od reżyserki castingu. "(...) Podmiot, który wykłada pieniądze na film ma swoją kandydatką na Tosię" – miała usłyszeć. "Mogło zaboleć?" – zapytała retorycznie.

Na koniec zwróciła się bezpośrednio do Szelągowskiej, pisząc: "niezależnie od wszystkiego zawsze ogromny szacunek za obronę Rodziny". Dodała też, że nie mogła zobaczyć wypowiedzi Doroty na jej instagramowym profilu ani odpowiedzieć pod nią, ponieważ – jak twierdzi – została przez prezenterkę zablokowana.

Dodajmy, że we "Właśnie że tak!" ponownie zagra Danuta Stenka, powróci też Artur Żmijewski. Pojawić się miał też zmarły Jan Frycz. Fani zareagowali entuzjastycznie na sequel, ale, sądząc po komentarzach w sieci, cała awantura skutecznie obrzydziła im zaplanowaną na przyszły rok premierę. Większość deklaruje, że "Nigdy w życiu 2" nie obejrzy. Trudno się dziwić. Nostalgia została zniszczona, a to przecież ona miała popchnąć widzów w kierunku kin.