Jaka jest prawda o piratach?
Jaka jest prawda o piratach? Fot. naTemat.pl

Kojarzą się z mapami skarbów, krwawymi abordażami i Czarnobrodym. W rzeczywistości złota era piractwa była skutkiem wojen, bezrobocia i cynicznej polityki europejskich mocarstw. A pirackie załogi bywały bardziej demokratyczne niż niejeden okręt królewski, o czym w nowych "Prawdziwych Historiach" mówi Bartosz Migas.

REKLAMA

"Assassin’s Creed IV: Black Flag" wrzuca graczy w sam środek złotej ery piractwa. Edward Kenway jest postacią fikcyjną, ale świat, po którym się porusza, oraz wielu jego bohaterów mają bardzo realne pierwowzory.

I choć gra oczywiście podkręca legendę piratów, ich prawdziwa historia jest co najmniej równie ciekawa. Piraci nie pojawili się na Karaibach znikąd. Najpierw europejscy władcy sami nauczyli morskich awanturników, że na grabieży można zbudować fortunę – pod warunkiem, że napada się właściwą banderę.

Państwa stworzyły piratów

Po odkryciu Ameryki Hiszpania pilnie strzegła kolonialnych bogactw i monopolu na handel z Nowym Światem. Anglia, Francja i Holandia nie chciały finansować kosztownych flot zdolnych przełamać jej dominację. Wybrały tańsze rozwiązanie: listy kaperskie, pozwalające prywatnym kapitanom legalnie atakować hiszpańskie statki i porty.

Granica między korsarzem a piratem była wyjątkowo cienka. Człowiek uznawany jednego dnia za bohatera korony po zawarciu pokoju mógł stać się przestępcą. Dla wielu grabież była zawodem wspieranym przez państwo – dopóki pozostawała politycznie użyteczna.

Piracka demokracja na długo przed demokracją

Na Tortudze powstała społeczność ludzi pozostających poza pełną kontrolą imperiów. Obowiązywało ich tzw. Prawo Wybrzeża: łupy dzielono według ustalonych reguł, rannym wypłacano rekompensaty, a kapitan musiał liczyć się z głosem załogi.

Nie był to romantyczny raj wolności. Piraci rabowali, zabijali i uczestniczyli w brutalnym systemie kolonialnym. Ich okręty oferowały jednak marynarzom coś, czego często odmawiała legalna flota: udział w decyzjach i sprawiedliwszy podział zysków. Benjamin Hornigold przekonał się o tym, gdy odmówił ataku na brytyjski statek. Załoga zagłosowała przeciw niemu i odebrała mu dowództwo.

Największy mit? Piraci wcale nie szukali walki. Statki handlowe były słabo uzbrojone, a marnie opłacani marynarze nie zamierzali umierać za cudzy ładunek. Często wystarczały reputacja i przerażający wizerunek. Czarnobrody wkładał pod kapelusz tlące się lonty, by podczas abordażu wyłaniać się z dymu niczym diabeł.

Przełom nastąpił po zakończeniu wojny o sukcesję hiszpańską w 1713 roku. Tysiące wyszkolonych marynarzy i korsarzy zostało bez pracy. Kupcy ograniczali załogi i płace, więc wielu ludzi, którzy potrafili prowadzić okręty i walczyć, wybrało piractwo.

Ich stolicą stało się zrujnowane Nassau, gdzie brytyjska administracja praktycznie nie istniała. Hornigold i jego towarzysze przejęli faktyczną władzę, a wraki hiszpańskiej floty skarbowej, rozbitej przez huragan w 1715 roku u wybrzeży Florydy, przyciągnęły kolejnych poszukiwaczy fortuny.

Wśród nich byli słynny Czarnobrody, Charles Vane, Anne Bonny i Mary Read. Był też Samuel "Czarny Sam" Bellamy, wielki nieobecny gry. Przeciwnik królów i możnych zdobył ponad 50 statków, lecz jego karierę przerwał sztorm. W 1717 roku zatonął wraz z okrętem "Whydah Gally", którego wrak odnaleziono w 1984 roku.

Amnestia zakończyła złotą erę

Piraci stali się problemem, kiedy zaczęli uderzać również w brytyjski handel. W 1718 roku do Nassau przybył gubernator Woodes Rogers z prostą ofertą: amnestia i prawo do zachowania majątku dla tych, którzy porzucą piractwo; stryczek dla pozostałych.

Wielu przyjęło ułaskawienie. Hornigold został nawet łowcą dawnych kompanów. Inni zginęli w walkach albo na szubienicy. Około 1730 roku, wraz ze wzrostem siły marynarek wojennych i lepszą ochroną handlu, złota era dobiegła końca. Przetrwała legenda – wygładzona przez książki, filmy i gry. Prawda była mniej romantyczna, ale ciekawsza: piractwo wyrosło nie przeciwko imperiom, lecz dzięki nim.