Assassin's Creed Black Flag zniewala grafiką i przyjemną rozgrywką
Od tygodnia zwiedzam Karaiby i nie mam dość. A nawet nie ruszyłam się z kanapy w Warszawie Fot. Assassin's Creed Black Flag Resynced (screen)

Czy 13-letnia gra ma szansę na nowo stać się światowym fenomenem sprzedaży? Tak, jeżeli zostanie odnowiona, a w zasadzie stworzona zupełnie na nowo – tak jak Assassin's Creed Black Flag Resynced. Odpaliłam konsolę, wsiadłam na pokład Kawki i popłynęłam. Karaiby porwały mnie do reszty.

REKLAMA

Normalnie zajmuję się podróżami, a kolejne miejsca zwiedzam w realu, a nie w grach. W te wakacje zrobiłam jednak wyjątek. Już 13 lat temu przy okazji premiery pierwszej wersji Assassin's Creed Black Flag przepadłam na punkcie tego tytułu (w ogóle kocham serię o zakapturzonych mordercach, czytałam nawet książki z tej serii, ale to już inny temat).

Szczerze, nie planowałam kupować jej odnowionej wersji. Ale jednak jeden filmik, kilka rolek, niezapomniana szanta "Leave Her, Johnny" sprawiły, że wspomnienia wróciły. Więc tydzień temu potuptałam do sklepu (bo gry na PS5 wolę mieć w pudełkach!), zainstalowałam i nie mogłam się nadziwić. To, co zrobił Ubisoft, to znacznie więcej niż odnowienie świetnego tytułu.

Dalsza część artykułu poniżej.

Grał w nie każdy. Sprawdź, czy rozpoznasz kultowe gry po kadrze

logo
Quiz

1 / 15 Jak nazywa się ta gra?

Fot. materiał prasowy

Assassin's Creed Black Flag Resynced to złoto. 3 miliony sprzedanych egzemplarzy to nie przypadek

Seria o Asasynach miała wiele wzlotów i upadków. Tymi drugimi moim zdaniem były Unity i Syndicate. Ostatnie lata przyniosły jednak poprawę, która częściowo może być zasługą powrotu do korzeni. Mirage i przedstawiony w nim Bagdad (znany z wcześniejszych odsłon serii) zebrały dobre opinie. Shadows dał świetny klimat Japonii, a Assassin's Creed Black Flag Resynced to powrót do pirackiego świata, który moim zdaniem jest perełką całej serii.

Pierwotna wersja tej gry była dość szara i plastikowa w kontekście grafiki. I to właśnie ta zmiana jako pierwsza rzuca się w oczy podczas zabawy. Matko, jaki ten świat jest piękny! Lazurowa woda, palmy kołyszące się na wietrze, bogactwo podwodnych raf koralowych, mgły, wschody i zachody słońca. Jako dziennikarka podróżnicza, ale i fotografka, wręcz nie mogę przestać wchodzić w tryb fotograficzny, żeby uwiecznić kolejne ulotne chwile. Eksploracja Karaibów, w tym pięknej Hawany, która aktualnie jest średnio osiągalna w realnym świecie, pochłonęła mnie bez końca.

logo
Głaskanie kotów, psów i karmienie zwierząt to miły dodatek. Dodatkowo niektóre zwierzaki można zabrać na pokład Kawki Fot. Assassin's Creed Black Flag Resynced (screen)

25 godzin już za mną, a główny wątek leży gdzieś odłogiem. Mój Edward Kenway jest bowiem niczym Jack Sparrow i zamiast na eliminowaniu Templariuszy skupia się na nurkowaniu, przeszukiwaniu skrzyń, zbieraniu map skarbów, a także łupieniu, rabowaniu oraz oddawaniu wystrzałów z armat. A i oczywiście na głaskanie kotków, piesków, żółwi i karmienie kurek też zawsze znajdę czas.

I ten vibe odkrywcy porwał chyba nie tylko mnie. W pierwszy tydzień od premiery Assassin's Creed Black Flag Resynced sprzedało się w liczbie 3 milionów egzemplarzy. Z jednej strony to świetna wiadomość, z drugiej pojawia się jednak pytanie, czy to, co dobre w grach, jest już za nami? Bo jednak mówimy o tytule z 2013 roku, a nie od dziś wiadomo, że stare konsole, komputery i gry są teraz warte krocie.

Assassin's Creed Black Flag Resynced to wierna kopia z dodatkową zawartością

Jako fanka serii oczywiście spędziłam swoje na Karaibach już w 2013 roku. Po odpaleniu Assassin's Creed Black Flag Resynced przeżyłam jednak niemały szok, bo z pierwszej rozgrywki w mojej pamięci pozostało bardzo niewiele. Dodatkowo Vantage Studios, spółka należąca do Ubisoftu, i jej twórcy postawili nie tylko na piękne odświeżenie grafiki, ale i dodanie zupełnie nowych misji i postaci.

Dalsza część artykułu poniżej.

Ostatecznie więc dostajemy 6 godzin dodatkowej rozgrywki. Mocno rozbudowany został wątek Czarnobrodego, który urósł do 8 całkowicie nowych misji. To, co bolało w pierwszej wersji gry, czyli nieopowiedziane wprost zakończenie historii Stede'a Bonneta, doczeka się jasnego finału. Ale spokojnie, nie wrzucam zbędnych spoilerów.

Czy zatem Ubisoftowi i twórcom wszystko wyszło idealnie? No, nie do końca. Nowe misje i postaci są fajne, ale zwłaszcza Padre i Lucy Baldwin są niczym "kopiuj-wklej" z innych tytułów. Ona – mścicielka, on – nieszczęśnik, który szukał nowego początku, ale uwaga… nie wyszło. Skądś to już chyba znamy?

logo
Assassin's Creed Black Flag Resynced dzięki silnikowi Anvil to jedna z najładniejszych gier, w jakie kiedykolwiek grałam Fot. Assassin's Creed Black Flag Resynced (screen)

Momentami do szewskiej pasji doprowadza mnie też nowy system walki. Okej, dodanie parowań, podcinania przeciwników czy przyciąganie ich liną są fajne. Ale to, jak podczas walki na pokładzie atakowanego statku potrafi zgubić się kamera, to majstersztyk. Nawet nie wiesz, kiedy walisz dwiema szpadami w rywala, którego nawet nie widzisz. Podobnie jak w poprzedniej wersji, w tej także irytuje mnie parkour. Ganianie za szantami, kiedy Edward z niewiadomego powodu zamiast złapać się kolejnej gałęzi, spada na ziemię, sprawia, że na moje usta cisną się słowa z pirackiego słownika.

Nowy-stary Assassin's Creed nie każe mi cierpieć, a to dziś wiele

Gra idealna nie istnieje. Assassin's Creed Black Flag Resynced irytuje mnie wspomnianymi wcześniej walkami czy nieidealnym skakaniem po budynkach i drzewach. Tęsknię też za klasyczną mapką z oznaczonymi skarbami i lokacjami zamiast kompasu, przez który nieraz muszę pływać dłuższą drogą. Taka funkcja była dostępna w wielu innych tytułach i naprawdę się sprawdzała.

W ostatecznym jednak rozrachunku sama fabuła, misje – jak ta, w której trzeba się upić pirackim soczkiem w tawernie, żeby dostać się do skrzyni ze skarbem – to perełki sprawiające, że się uśmiecham. Do tego niesamowite widoki i oryginalne znajdźki.

logo
Assassin's Creed Black Flag Resynced zaskakuje też bardzo dynamiczną pogodą. Do pełni sukcesu brakuje tylko walących się budynków podczas tajfunu Fot. Assassin's Creed Black Flag Resynced (screen)

To nie jest kolejny Cyberpunk 2077, gdzie w jednej lokacji zbierasz dziesiątki puszek i napojów, za które w sklepie dostaniesz marne grosze. W Assassin's Creed Black Flag Resynced pływasz od wyspy do wyspy, żeby zdobyć nowe stroje, uzbrojenie czy wreszcie oryginalne skórki dla Kawki, które sprawiają, że naprawdę masz na to ochotę, a nie, że krew cię zalewa od kolejnych ikonek z przedmiotami do bezsensownego zebrania.

Za mną jest 25 godzin pięknej przygody. Tyle podobno wystarczy na ukończenie głównego wątku, ale w tej kwestii mam za sobą dopiero 20 proc. Oznacza to, że moja karaibska przygoda, walki morskie, ale i zmagania z wodnymi tornadami, sztormami i burzami jeszcze trochę potrwają. I absolutnie tego nie żałuję.