Helena Englert i Roman Osadchiy
Helena Englert dała czadu, ale nie wszyscy to kupili Fot. Mieszko Piętka/AKPA/bezpłatne materiały prasowe w ramach relacji z wydarzenia

Wystartował "Taniec z gwiazdami", a najgłośniej jest wokół jednej uczestniczki – Heleny Englert. Córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, określana przez hejterów jako "nepo baby" bez talentu, dała czadu na parkiecie i zgarnęła jedną z największych not. Rekacje widzów pokazują dwie rzeczy. Pierwsza: ciężko będzie 26-latce pozbyć sie łatki uprzywilejowanej. Druga: temperamentna Englertówna szybko może zaskarbić sobie (przynajmniej część) widzów.

REKLAMA

Nowa edycja "Tańca z Gwiazdami" z debiutem Julii Wieniawy jako jurorki wystartowała z przytupem. W pierwszym odcinku na parkiecie pojawiło się 12 par. Krzysztof Kwiatkowski i Sara Janicka, Marta "Mandaryna" Wiśniewska i Krystian Rzymkiewicz, Piotr "Guma" Gumulec i Julia Suryś-Stromecka, Helena Englert i Roman Osadchiy, Jasper Sołtysiewicz i Daria Syta-Grobelna oraz Monika Borzym i Michał Kassin zmierzyli się z pierwszą choreografią.

Do rywalizacji stanęli także Dominik Rupiński i Estelle François, Joanna Jędrzejczyk i Kamil Kuroczko, Matteo Brunetti i Izabela Skierska, Karolina "Kaeyra" Baran i Kacper Rutka, Magdalena Tarnowska i Dominik Smaruj oraz Izabela Kuna i Michał Bartkiewicz.

Tym razem obyło się bez eliminacji, a jurorzy od początku zapowiadali, że nie zamierzają rzucać wysokimi notami na prawo i lewo. I rzeczywiście, 40, a nawet 30 punktów nie było w ogóle. Najwięcej, po 28 punktów, zdobyły Helena Englert i Mandaryna (której wspierał Michał Wiśniewski, jej były-obecny partner). Najmniej przypadło Joannie Jędrzejczyk, która otrzymała zaledwie... 5 punktów.

Helena Englert w "Tańcu z gwiazdami" mówi wprost, że "nikt jej nie lubi". Łatka nepo baby nie pomaga

Jedną z uczestniczek, wokół których jest szczególnie głośno, jest Helena Englert, aktorka i piosenkarka, ale w oczach publiki przede wszystkim córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, czyli nepo baby. Hela jest naprawdę pracowita: gra w filmach i serialach, nagrywa muzykę, występuje na Open'er Festivalu (z kilkoma piosenkami na krzyż, co wywołało burzę), ale internet jest jednogłośny – brak talentu i nepotyzm. Nie pomagają afery, jak ta z Dorotą Masłowską czy rolą w sztuce ojca w Teatrze Narodowym.

"Możemy narzekać, ale Englert śpiewa na Open'erze i za chwilę zatańczy w "Tzg" z jednego prostego powodu: w dzisiejszych mediach to kontrowersja jest najcenniejszą walutą. Paradoksalnie to właśnie potężny hejt i internetowe dramy pokroju afery z "kanapkami z hajsem" napędzają wokół niej gigantyczny szum. Zamiast zaszkodzić Heli, oburzeni internauci i krytycy... sami wybijają ją w górę" – pisaliśmy w naTemat.

Tuż przed występem w "Tańcu z Gwiazdami", który też dolał oliwy do ognia, Helena powiedziała wprost, że ma ogromny ogromny przywilej. Jednocześnie przyznała wprost: "Mam takie poczucie, że nikt mnie nie lubi i chciałabym, żeby mnie ludzie trochę polubili" – wyznała. Wcześniej przyznała też, że dzięki programowi Polsatu chce wypromować swoją muzykę.

W parze z Romanem Osadchiyem Englert zatańczyła sambę do "Quando, quando, quando". Najławiejszy wybór na debiut to nie był – samba to jeden z najtrudniejszych tańców towarzyskich. 26-latka się jednak nie przestraszyła. Od pierwszych sekund postawiła na maksymalną energię i ognisty temperament.

"Oj, Helena, Helena. Taką cię znam i taką cię uwielbiam" – zachwycała się Wieniawa. – Wspaniale wkleiłaś swój temperament w swój taniec. Ja myślę, że mnie też nikt nie lubi, ale ważne że my się lubimy, ja lubię ciebie – przyznała.

Rafał Maserak też chwalił: "Ja lubię taką naturalność, tylko nie wiem, czy Roman okiełzna ten wulkan. Ogólnie cała choreografia, pomysł, historia rewelacyjnie. Trochę zabrakło bounce'u, ale jak powiedziała Julia, to jest bardzo trudny taniec. Pięknie pracowałaś stopami". Ostatecznie jurorzy dali jej aż 28 punktów, czyli jeden z najlepszych wyników pierwszego odcinka.

Widzowie ocenili Helenę Englert na parkiecie. "Jak można jej nie lubić?" kontra "Nazwisko robi robotę"

W sieci szybko zaroiło się od reakcji. W komentarzach pod występem Heleny na Instagramie nie brakuje osób, które przyznawały, że Englert pozytywnie je zaskoczyła. "Jak można jej nie lubić? WULKAN POZYTYWNEJ ENERGII!", "Cudowniiiie", "To była naprawdę bardzo dobra, ognista samba", "Zaje*staaaa energiaaaaa", "Helena na pewno wniesie dużo charakteru i ognia do tej edycji" [pisownia oryginalna – red.] – piszą widzowie.

Inni przyznają wprost, że przed programem faktycznie nie darzyli jej sympatią. "A mnie Hela kupiła w 100 proc., byłam do niej sceptycznie nastawiona, a tutaj pierwsze wrażenie bardzo dobre", "Trzeba obiektywnie i sprawiedliwie przyznać, że Helena poradziła sobie bardzo dobrze w tańcu" – czytamy w komentarzach.

Dalsza częsć artykułu poniżej.

Entuzjazm entuzjazmem, ale oczywiście krytyki nie brakuje. Niektórzy twierdzą, że 28 punktów to stanowczo za dużo za sambę Englert. W komentarzach szybko pojawił się temat nepo baby i zarzuty o faworyzowanie przez jury. "Chyba już jednego faworyta jury znamy", "Już widać, kogo jurorzy faworyzują", "Mnie ten taniec nie zachwycił. Punktacja wysoka w stosunku do poprzednich par. Cóż, nazwisko robi robotę" – piszą internauci.

"Szału nie ma, ale faworyzacja już tak", "Nie trzeba dobrze tańczyć – wystarczy odpowiednie nazwisko i są ładne punkty", "Nie sądzę, że zatańczyła lepiej technicznie od Krzyśka [Kwiatkowskiego – red.]" – komentują widzowie. Dodatkowo piszą, że występ był chaotyczny i zbyt mocno oparty na energii, która przykrywała techniczne braki.

Trzeba jednak przyznać, że 28 punktów było wprawdzie najwyższą notą wieczoru, ale z pewnością nie można uznać jej za wyjątkowo wysoką (maksymalna ocena od 4-osobowego jury to 40). A to pokazuje, że jurorzy również zdawali sobie z tych braków sprawę.

Sama Englert może być jednak zadowolona. Trudno powiedzieć, że przeszła przez pierwszy odcinek niezauważona, a do tego zaskarbiła sobie sympatię przynajmniej garści widzów. Jeśli utrzyma się w programie przez kolejne tygodnie, to kto wie, może za jakiś czas sama przestanie myśleć, że "nikt jej nie lubi". Niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne.