Prof. Jan Hartman zadarł z samorządem lekarskim.
Prof. Jan Hartman zadarł z samorządem lekarskim. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Prof. Jan Hartman na łamach branżowego pisma skrytykował Kodeks Etyki Lekarskiej. Od tej pory lekarscy samorządowcy prześcigają się w pisaniu na niego skarg. Coraz więcej lekarzy staje jednak po stronie filozofa. Szykuje się wielka wojna o lekarską etykę?

REKLAMA
"Dziękuję lekarzom za tak liczne wyrazy poparcia i setkom osób podpisującym protest przeciwko szykanowaniu Jana Hartmana na petycje online!" – napisał dziś prof. Jan Hartman na Twitterze. Od kilku dni wokół filozofa trwa wielka burza, w której pismami przerzucają się najwyższe autorytety w polskiej medycynie.
Hartman ośmielił się skrytykować Kodeks Etyki Lekarskiej.
Mowa-trawa
"Jest on właśnie taką mieszaniną mowy-trawy oraz ekspresji różnych korporacyjnych fobii, urazów i zaklęć, nieudolną próbą połączenia dwóch zasad: dobra pacjenta i dobra korporacji. Amatorszczyzna i oportunizm" – powiedział w rozmowie z serwisem Medexpress i skrytykował dokument, który jego zdaniem za najwyższe wartości uznaje nie dobro pacjenta, a prestiż zawodu oraz dyskrecję w przypadku nadużyć.
Hartman w wywiadzie przekonywał, że KEL jest dokumentem niechlujnym, przypominającym "kartkę z protokołu jakiejś burzy mózgów". Zdaniem etyka, choć wszyscy chcieli do niego coś dołożyć, nikt nie jest w stanie wziąć za niego odpowiedzialności. Tych złośliwości nie zdzierżyli lekarze.
Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, napisał w tej sprawie do rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Słowa Hartmana określił w liście jako "sarkastyczne i uwłaczające godności wszystkich lekarzy w Polsce". Kolejną skargę wysłał ks. prof. Andrzej Muszala z Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.
Rektor, prof. Wojciech Nowak odpowiedział tylko, że Hartman nie wypowiadał się w imieniu Uniwersytetu.
Hartmanem w ministra
List ks. prof. Muszala dotknął też ministra zdrowia. Sprawa Hartmana ma bowiem drugie dno, a sam Kodeks Etyki Lekarskiej wydaje się jedynie pretekstem dla kolejnej walki lekarskiego samorządu z ministerstwem. W maju Bartosz Arłukowicz powołał Komisję do spraw Etyki w Ochronie Zdrowia. W jej skład zostali powołani: Igor Radziewicz-Winnicki i Jakub Bydłoń – przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia oraz profesorowie filozofii i prawa: Paweł Łuków, Barbara Chyrowicz, Dorota Karkowska, Joanna Różyńska, Eleonora Zielińska i Jan Hartman.
Zadaniem komisji jest wyrażanie opinii w sprawie problemów etycznych. Ogłaszając utworzenie instytucji Bartosz Arłukowicz napisał długi list "do przyjaciół lekarzy", w którym zwrócił uwagę między innymi na konieczność zmian w Kodeksie Etyki Lekarskiej. Samorządowcy mieli pretensje, że Arłukowicz nie porozmawiał z nimi osobiście, tylko swoje wątpliwości przedstawił w prasie (postępując zresztą wbrew Kodeksowi), a ogłoszenie o powołaniu komisji miało miejsce chwilę po tym, jak przez media przetoczyła się dyskusja wokół śmierci małego chłopca odsyłanego przez lekarzy ze szpitala do szpitala.
– Był to rażący przykład błędów systemowych, a minister próbował przenieść całą odpowiedzialność na lekarzy – uważa były minister zdrowia, a obecnie ekspert w tej dziedzinie w think tanku SLD, Marek Balicki.
W nie swoje sprawy
Podobnie Balicki odnosi się do sprawy podniesionej przez prof. Hartmana. Ocenia też, że etyk powinien pracować nad usprawnieniem działania instytucji rządowych, a nie wewnętrznych regulacji lekarskich. – Kodeks etyki wymaga zmian, ale powinni o nich dyskutować przedstawiciele środowiska – mówi Marek Balicki.
W podobnym tonie na forach internetowych i w branżowych serwisach krytykują go przedstawiciele samorządu lekarskiego, jak i komentatorzy. Prof. Jan Duława, prorektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił się do Arłukowicza z prośbą o odwołanie Hartmana ze składu komisji. W ciągu tygodnia poparło go 18 profesorów i ponad 1800 lekarzy. Jak podaje serwis Medexpress, minister zdecydował jednak, że Hartman zostaje.
Od kilku dni w sieci zbierają się jednak również zwolennicy filozofa, którzy zbierają podpisy pod "Społecznym protestem przeciwko szykanowaniu prof. J. Hartmana" (przesłanym także do ministra zdrowia). " Liczne publikacje oraz listy kierowane przez wysoko postawione osoby do Ministra Zdrowia oraz Rektora UJ, pozbawione jakichkolwiek argumentów polemicznych w stosunku do zarzutów stawianych przez prof. Hartmana mają charakter wyłącznie personalny, a ich celem jest wywarcie presji na Ministra oraz Rektora, by podjęli kroki przeciwko prof. Hartmanowi" – napisali autorzy listu, domagając się jednocześnie dyskusji na argumenty.
Dyskutujmy o kodeksie
Debata, zamiast na meritum problemu, jak zwykle skupiła się na tym, kto ją wywołał. "Mentalność korporacji lekarskiej jest do tego stopnia zanurzona w PRL-u, że bez poczucia wstydu urządza się na mnie podręcznikową wręcz nagonkę" – poskarżył się Hartman w "Przekroju".
Tymczasem analiza kolejnych zapisów kodeksie mogłaby przynieść wiele korzyści i samym lekarzom. Według opinii prof. Hartmana KEL jest bowiem wielokrotnie sprzeczny. Po pierwsze wewnętrznie, jak wtedy kiedy w artykule 45. stwierdza, że eksperymenty medyczne na embrionach są zabronione, a już w następnym na nie pozwala. Po drugie, także z polskim prawem, jak w przypadku art. 13, który pozwala na przymusowe leczenie pacjenta w sytuacji zagrożenia życia, co zdaniem prof. Hartmana może być furtką do zignorowania odmowy zgody na leczenie.
Innym problemem, który widać w KEL jest to, że chroni on przede wszystkim lekarzy. W dokumencie, który ma regulować podstawy moralne pracy znalazł się na przykład tak szczegółowy zapis, jak ten o tym, że… kontrole lekarzy muszą być zapowiedziane. Albo, kiedy mowa o błędach lekarskich, unika się tego stwierdzenia. Jest za to mowa o "poważnej pomyłce". Tak, jakby błędów w ogóle nie było.
Przeprowadzenie takiej dyskusji okazuje się jednak niemożliwe. Bo art. 48 zabrania krytykowania samorządu lekarskiego w mediach. Pozostaje więc burza nad Hartmanem. Jego krytykować nic i nikt nie zabrania.